Fachowiec pomoże ci się przedstawić

Rafał Kerger
opublikowano: 2005-04-11 00:00

PR-owcy nawet za 500 EUR pomagają małym i średnim przedsiębiorcom. Branża się specjalizuje.

„Klient nasz pan” — to istota funkcjonowania agencji PR. Ale jednocześnie — jak przekonuje większość znawców — w branży w ostatnich latach wzrósł poziom etyki. Efekt? PR-owiec, jeżeli będziecie się państwo chcieli powiesić i kupić u niego sznur, podobnie jak dawniej chętnie wam go sprzeda, ale jednak najpierw grzecznie poinformuje o konsekwencjach jego użycia.

Być może ta zmiana miała największy wpływ na wzrost zainteresowania sektora MSP usługami public relations.

Kiedy do PR-owca?

— Małe i średnie przedsiębiorstwa często nie zdają sobie sprawy, że mogą mieć coś ciekawego do powiedzenia mediom — uważa Małgorzata Wejtko, prezes Newsline Communication & Consulting.

A mogą mieć na przykład niecodzienny produkt „chleb, który leczy”, medialną historię pt. „Jak wygrałem II wojnę światową z urzędem skarbowym” lub też bardziej prozaiczną opowieść o tym, że firma co roku organizuje zbiórkę żywności i darów dla najbiedniejszych rodzin w dzielnicy, w której działa.

— Takim firmom przydadzą się szkolenia medialne. Agencja pomoże również w organizacji imprezy czy wyjazdu integracyjnego. Niezbędna jest w sytuacjach kryzysowych — np. jeżeli firma ma złą prasę — wylicza Małgorzata Wejtko.

Trzykrotny spadek cen

— Mali i średni przedsiębiorcy zaczęli się interesować PR jakieś dwa lata temu. Świadomość wzrosła w związku z coraz większą konkurencją na rynku. Niewątpliwie wpływ na to miał również dwu-, trzykrotny spadek cen i drastyczne zmiany na rynku agencji public relations. Freelancerzy obsługują nawet za 500 EUR miesięcznie — mówi Marek Wróbel, prezes Neurona, kolejnej agencji, która chętnie kieruje swoją ofertę do firm z sektora MSP.

Koniec wszystkoistów

Większość agencji PR ma swoją ulubioną działkę, inne tematy biorą niechętnie.

Są nawet specjaliści branżowi: od farmacji, od branży IT, od instytucji finansowych czy od firm telekomunikacyjnych.

— PR-owiec, który uważa, że potrafi wszystko, jest jak „idiotenkamera”. Zdjęcie zrobi, ale co to będzie za zdjęcie — mówi Piotr Lignar, właściciel agencji Lignar PR i wykładowca w WSPiZ im. L. Koźmińskiego i na Uniwersytecie Warszawskim.

Lignar uważa, że to miniony kryzys w branży wymusił na agencjach specjalizację i podwyższenie standardów. Jeszcze 2-3 lata temu korporacje masowo cięły koszty, a zaczynały właśnie od pozycji „specjaliści public relations”.

— Wiele firm padło. Przed 2001 r. każdy chciał się zajmować wszystkim. Teraz jest inaczej — twierdzi nasz rozmówca.

Organizator

Puls Biznesu

Autor rankingu

Coface

Partner strategiczny

Alior

Partnerzy

GPW Orlen Targi Kielce Energa Obrót

Możesz zainteresować się również: