Prawa autorskie do tezy przytoczonej w tytule ma Jerzy Buzek, niezastąpiony w sytuacjach, gdy trzeba wznieść się na duchowe wyżyny. A właśnie atmosfera uniesienia panowała w Brukseli podczas otwarcia nowego gmachu stałego przedstawicielstwa Rzeczypospolitej Polskiej przy Unii Europejskiej. Wspomniany koncert to rzecz jasna rozpoczynające się 1 lipca polskie przewodnictwo Rady UE.
Oprócz przewodniczącego parlamentu wierchuszkę reprezentowali Herman Van Rompuy, kierujący szczytami Rady Europejskiej, oraz Jose Manuel Barroso, szef Komisji Europejskiej. Byli z premierem Donaldem Tuskiem zgodni, że Polska postawiła najbardziej zaawansowany technologicznie budynek w Brukseli. Ta duma naszej służby zagranicznej kosztowała budżet około 40 mln EUR, z czego jedną połowę wydano na kupienie wiekowego gmachu poczty, a drugą na wyprucie wnętrza i zabudowanie go od nowa. Wartość nowego okna wystawowego Polski ogromnie podnosi jego lokalizacja w sercu unijnego kwartału Brukseli. Intensywna budowa trwała nieco ponad rok, nie było mowy o terminowych poślizgach, aneksowaniu umów etc. Zbliżający się 1 lipca odegrał na polu inwestycyjnym rolę… 22 lipca z epoki PRL.
Niemały wydatek państwa na unijną ambasadę (przedstawicielstwo jest jej odpowiednikiem) wypada potraktować jako koszt uzyskania przyszłego przychodu. Inteligentny budynek zdecydowanie poprawi warunki pracy załogi, od której w znacznym stopniu zależy pozyskiwanie i wykorzystywanie przez Polskę unijnych funduszy. Oby tylko nie okazał się przeintelektualizowany…