Finansowa spowiedź prezydenta Gdańska

TM
11-05-2013, 07:28

Ile na rękę? Ile do spłaty? Ile dla potrzebujących? Paweł Adamowicz opowiada o osobistych finansach 2012 r.

Paweł Adamowicz FOT. Puls Biznesu_Marek Wiśniewski
Zobacz więcej

Paweł Adamowicz FOT. Puls Biznesu_Marek Wiśniewski

30 kwietnia minął termin składania zeznań podatkowych. To obowiązek. Oświadczenia majątkowe muszą też składać m.in. posłowie i samorządowcy. Ale nie muszą o nich pisać na swoich blogach. Uczynił to właśnie Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska. Dlaczego?

- W polskiej kulturze, w przeciwieństwie do amerykańskiej, mówienie o zarobkach, dochodach i majątku jest nacechowane niepotrzebnymi emocjami i podejrzliwością. U nas powszechnie podejrzewa się, że jak ktoś ma pieniądze, to znaczy że zdobył je w sposób przynajmniej nie do końca uczciwy. Jakoś nie mówi się, że może polega to na czym innym – na dobrym gospodarowaniu, zapobiegliwości. I raczej rzadko wyciąga się wniosek, że skoro ktoś umie sensownie gospodarować własnym majątkiem, to zwiększa to pewność, iż będzie umiał dobrze gospodarować majątkiem publicznym – opisuje Paweł Adamowicz.

Jak jest więc z prezydenckimi finansami za 2012 r.? Miasto wypłaciło na rękę Pawłowi Adamowiczowi ponad 117 tys. zł. Do tego dochodzi prawie 100 tys. zł za prace w radach nadzorczych dwóch spółek.

- Ale aby obraz majątku mojego i żony był pełny (…) dodam, że mamy do spłacenia 359 236, 72 franka szwajcarskiego (trzy kredyty mieszkaniowe) oraz kredyt złotówkowy. Razem, według kursu z 10 maja mamy do spłacenia 1 203 827, 47 złotych. To cztery kredyty za zakupione w przeszłości mieszkania – opisuje Paweł Adamowicz.

I zaraz dodaje:

- Dobrze zarabiając dzielimy się pieniędzmi z potrzebującymi. I to nie tylko przysłowiowym jednym procentem. W roku 2012 tylko z wypłat bankowych (z konta na konto) przekazaliśmy 25 tysięcy złotych na cele dobroczynne. Nie wliczam w to dodatkowych kilku tysięcy złotych wpłat gotówkowych. W roku 2011 przekazaliśmy 21, 5 tysiąca, a w 2010 prawie 26 tysięcy. – pisze prezydent Gdańska.

- W polskiej kulturze, w przeciwieństwie do amerykańskiej, mówienie o zarobkach, dochodach i majątku jest nacechowane niepotrzebnymi emocjami i podejrzliwością. U nas powszechnie podejrzewa się, że jak ktoś ma pieniądze, to znaczy że zdobył je w sposób przynajmniej nie do końca uczciwy. Jakoś nie mówi się, że może polega to na czym innym – na dobrym gospodarowaniu, zapobiegliwości. I raczej rzadko wyciąga się wniosek, że skoro ktoś umie sensownie gospodarować własnym majątkiem, to zwiększa to pewność, iż będzie umiał dobrze gospodarować majątkiem publicznym – opisuje Paweł Adamowicz.

Jak jest więc z prezydenckimi finansami za 2012 r.? Miasto wypłaciło na rękę Pawłowi Adamowiczowi ponad 117 tys. zł. Do tego dochodzi prawie 100 tys. zł za prace w radach nadzorczych dwóch spółek.

- Ale aby obraz majątku mojego i żony był pełny (…) dodam, że mamy do spłacenia 359 236, 72 franka szwajcarskiego (trzy kredyty mieszkaniowe) oraz kredyt złotówkowy. Razem, według kursu z 10 maja mamy do spłacenia 1 203 827, 47 złotych. To cztery kredyty za zakupione w przeszłości mieszkania – opisuje Paweł Adamowicz.

I zaraz dodaje:

- Dobrze zarabiając dzielimy się pieniędzmi z potrzebującymi. I to nie tylko przysłowiowym jednym procentem. W roku 2012 tylko z wypłat bankowych (z konta na konto) przekazaliśmy 25 tysięcy złotych na cele dobroczynne. Nie wliczam w to dodatkowych kilku tysięcy złotych wpłat gotówkowych. W roku 2011 przekazaliśmy 21, 5 tysiąca, a w 2010 prawie 26 tysięcy. – pisze prezydent Gdańska.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: TM

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Samorządy / Finansowa spowiedź prezydenta Gdańska