Firmy boją się eksodusu pracowników za Odrę

opublikowano: 06-01-2020, 22:00

Niemcy borykają się z brakami kadrowymi i liberalizują przepisy, aby przyciągnąć cudzoziemców pochodzących spoza UE. Czy im się uda? Polscy przedsiębiorcy obawiają się realizacji czarnego scenariusza

Wśród pracodawców od dłuższego czasu panuje niepokój. Przede wszystkim z powodu trudności ze znalezieniem poszukiwanych przez nich specjalistów. Co prawda ostatnio coraz częściej mówi się o tym, że rynek pracy przestaje być rynkiem pracownika, ale zbliżająca się liberalizacja prawa niemieckiego dotycząca zatrudnienia obcokrajowców budzi kolejne obawy polskich przedsiębiorców — martwią się oni głównie o odpływ za naszą zachodnią granicę Ukraińców, którzy w wielu firmach wypełniali braki kadrowe.

Mimo niedawnych badań, według których prawie 60 proc. Ukraińców
chciałoby opuścić Polskę po otwarciu niemieckiego rynku pracy, wydaje się, że
po wejściu w życie tamtejszych zmian w prawie skala tego nie będzie tak duża —
prognozuje Katarzyna Gospodarowicz, radca prawny, partner w Kancelarii Prawnej
Schampera, Dubis, Zając (SDZLegal).
Zobacz więcej

DEKLARACJE TO NIE DECYZJE:

Mimo niedawnych badań, według których prawie 60 proc. Ukraińców chciałoby opuścić Polskę po otwarciu niemieckiego rynku pracy, wydaje się, że po wejściu w życie tamtejszych zmian w prawie skala tego nie będzie tak duża — prognozuje Katarzyna Gospodarowicz, radca prawny, partner w Kancelarii Prawnej Schampera, Dubis, Zając (SDZLegal). Tomasz Walków

Bundestag idzie na rękę

Wspomniana zmiana prawa niemieckiego to odpowiedź na tamtejsze problemy kadrowe.

— Niemiecki rząd dostrzegł u rodzimych przedsiębiorców zwiększające się zapotrzebowanie na wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Szansy na jego spełnienie postanowiono poszukać za granicami Unii Europejskiej — mówi Katarzyna Gospodarowicz, radca prawny, partner w Kancelarii Prawnej Schampera, Dubis, Zając (SDZLegal).

Do przyjazdu do Niemiec i zatrudnienia tam ma zachęcić obcokrajowców ustawa o imigracji wykwalifikowanego personelu (Fachkräfteeinwanderungsgesetz), uchwalona przez Bundestag 7 czerwca 2019 r. Wejdzie ona w życie 1 marca. Zapowiada wiele ułatwień dla zagranicznych specjalistów, m.in. prawo do 6-miesięcznego pobytu w celu znalezienia pracy, uproszczenie i przyspieszenie procedury uznawania kwalifikacji, dostosowanie rekrutacji pracowników do potrzeb niemieckiej gospodarki czy ułatwienie i upowszechnienie nauki języka niemieckiego jeszcze w kraju pochodzenia. Katarzyna Gospodarowicz podkreśla, że ustawa ma ułatwić migrację zarobkową jedynie — jak to określono — „wykwalifikowanych wyszkolonych specjalistów z krajów trzecich”.

— Z ustawy można wywnioskować, że chodzi głównie o zawody związane z medycyną i usługami powiązanymi, ale także z innych grup specjalistycznych. Adresatem nowych przepisów są zatem osoby z wykształceniem zawodowym, a więc również absolwenci, ale nie obejmą one pracowników magazynów i produkcji bez wykształcenia kierunkowego — wyjaśnia radca.

Półtora miliona etatów

Z doniesień niemieckiego rynku wynika, że na obywateli spoza Unii Europejskiej czeka nawet 1,4 mln wolnych stanowisk. Wykwalifikowanych pracowników potrzebuje wiele firm, szczególnie w sektorze opieki zdrowotnej, a także w rzemiośle. Poszukiwani są też matematycy, informatycy, znawcy nauk przyrodniczych i technologii. Za Odrą trudno o absolwentów wyższych uczelni z takich kierunków. Nowe przepisy teoretycznie umożliwiają przyjazd i rozpoczęcie pracy w Niemczech obywatelom wszystkich państw. Stąd wspomniane obawy polskich pracodawców o masowe wyjazdy zatrudnionych u nich cudzoziemców.

— Moim zdaniem są to obawy nieuzasadnione, ponieważ tak naprawdę w niemieckich przepisach wiele się nie zmienia. Procedura wydawania zezwoleń na pracę dla osób spoza UE jest bardzo skomplikowana, nowe przepisy lekko ją upraszczają, ale w dalszym ciągu będzie ona obowiązywać — twierdzi Katarzyna Bereś, prezes agencji pośrednictwa pracy Polski HR East.

Jej zdaniem główną różnicą w prawie będzie rezygnacja z tzw. testu rynku pracy.

To nieznacznie ułatwi uzyskanie zezwolenia, ale — jak podkreśla Katarzyna Bereś — nie jest to równoznaczne z pełnym otwarciem granic.

— Zmiany w niemieckich przepisach będą dotyczyły specjalistów, a więc osób, które już od dawna trudno jest rekrutować do Polski, np. w branży budowlanej. Firmy zatrudniające osoby niewykwalifikowane, a takich u nas jest najwięcej, nie mają powodów do obaw. Tacy kandydaci wciąż nie będą mieli łatwej drogi na zachód. Wynika to nie tylko z niewielkiego zapotrzebowania na nisko wykwalifikowanych pracowników, ale w dużej mierze z tego, że oni sami niechętnie decydują się na wyjazd do Niemiec czy Francji. Problemem bywa również odległość, bariery językowe i większe różnice kulturowe. O ile specjaliści, ludzie wykształceni nie mają z tym problemów, to ci, którzy wykonują proste, fizyczne prace, rzadko podejmują taką decyzję — tłumaczy prezes agencji Polski HR East.

Katarzyna Gospodarowicz też nie spodziewa się poważnych konsekwencji zmian na niemieckim rynku dla polskich przedsiębiorców.

— Już chociażby wymóg dobrej znajomości języka niemieckiego może świadczyć o tym, że nowa ustawa nie będzie ułatwieniem dla wszystkich. Poza tym większość pracujących w Polsce Ukraińcówjest zatrudnionych na stanowiskach produkcyjnych i jako pracownicy magazynów. Scenariusz nagłego odpływu tysięcy pracowników w związku ze zmianami za zachodnią granicą wydaje się mało realny — ocenia radca z kancelarii SDZLegal.

Problem o szerszym zasięgu

Zwraca przy tym uwagę, że inne państwa też szykują się do zatrudniania większej liczby wykwalifikowanych pracowników. Mówi się głównie o Czechach, Słowacji czy Węgrzech, co również może wpłynąć na nasz rynek.

— Tymczasem, mimo licznych zapowiedzi ułatwiania legalizacji pobytu i pracy w Polsce, niestety wciąż brak zmian. Coraz częściej spotykamy się też z zaostrzaniem stanowisk Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) czy resortu pracy w sprawie warunków zatrudnienia. Ostatnio inspektorzy PIP wręczali pracodawcom kary za angażowanie pracowników do pracy ponad liczbę godzin wskazaną w oświadczeniu czy zezwoleniu na pracę, mimo że ci otrzymują za to wynagrodzenie — mówi Katarzyna Gospodarowicz.

Zgodnie z poglądem inspekcji i ministerstwa firmy nie powinny zlecać pracy w godzinach nadliczbowych cudzoziemcom, bo narusza to przepisy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy.

— Takie stanowisko budzi zdziwienie i może prowadzić do dyskryminacji ze względu na narodowość. Zaistnieje bowiem konieczność zlecania pracy wyłącznie Polakom. Ponadto utrudnia pracodawcom zatrudnianie cudzoziemców, którzy są dla nich deską ratunku, ograniczając je wyłączenie do wartości nominalnej etatu — dodaje radca.

Katarzyna Bereś uważa, że polski rząd w porozumieniu z pracodawcami powinien pomyśleć o uproszczeniu procedur dotyczących pracowników spoza UE, co pomogłoby im w pokryciu ewentualnych braków kadrowych spowodowanych zmianami w niemieckim prawie pracy.

— W dłuższej perspektywie, nawet jeśli do Niemiec nie wyjedzie znaczna grupa ukraińskich pracowników, w gospodarce nadal będzie niedobór pracowników. Już teraz wiele firm ściąga ich z Bangladeszu czy Wietnamu. Procedury są jednak długotrwałe i kosztowne — mówi prezes agencji Polski HR East.

Twierdzi, że zarówno polskim władzom, jak i przedsiębiorcom powinno zależeć na jak najprostszej procedurze sprowadzania pracowników, ponieważ będzie to korzystne dla obydwu stron.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Iwona Jackowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu