Firmy coraz częściej kupują shareware

Kamil Kosiński
opublikowano: 1999-08-16 00:00

Firmy coraz częściej kupują shareware

Legalizacja zagranicznego oprogramowania rozprowadzanego przez Internet

ZMIANA KONWENANSU: Ludzie już przestają się chwalić nielegalnie skopiowanymi programami. Osoby, potrafiące sobie „załatwić” oprogramowanie, powoli przestają być uważane za „lepiej dostosowane społecznie” od tych, które kupują licencje — twierdzi Piotr Skulski, pośrednik w obrocie licencjami programów typu shareware. fot. MP

Aby legalnie korzystać z zagranicznych programów rozpowszechnianych przez Internet, trzeba wnieść pewne opłaty na rzecz ich producentów. Ze względu na brak kart płatniczych i problemy z księgowaniem takich transakcji, polskie firmy, które chcą być w zgodzie z prawem, skazane są na korzystanie z usług pośredników wyspecjalizowanych w legalizacji sharewareŐu.

Początkowo legalizacją programów rozpowszechnianych przez Internet zainteresowani byli wyłącznie pasjonaci, odczuwający dyskomfort psychiczny związany z używaniem pirackiego softwareŐu. Rok temu legalnym wykorzystywaniem zagranicznego sharewareŐu zainteresowały się firmy i instytucje państwowe. To one zaczęły nakręcać obroty pośredników w obrocie licencjami programów komputerowych.

— Trzy czwarte moich klientów to osoby prywatne, ale 80 proc. przychodów pochodzi z transakcji z klientami instytucjonalnymi. Wartość licencji, za którą płaci osoba prywatna, z reguły nie przekracza 300 zł. Zamówienia od firm opiewają zwykle na 1- 5 tys. zł — twierdzi Piotr Skulski, pośrednik w legalizacji zagranicznego sharewareŐu.

Brak faktury

Polskie firmy korzystają z pośrednictwa głównie ze względów księgowych.

— Dokumentacja finansowa, którą dostarcza zagraniczny producent oprogramowania rozpowszechnianego przez Internet, z reguły nie spełnia wymagań polskich przepisów o rachunkowości. Najczęściej pocztą elektroniczną dostaje się jedynie odpowiednik naszego rachunku uproszczonego. Dopiero przy dużych zamówieniach zagraniczni producenci sharewareŐu są skłonni przysłać fakturę zgodną z polskimi przepisami — wyjaśnia Piotr Skulski.

Wielu krajowych odbiorców sharewareŐu nie zadowalają jednak faktury wystawiane przez zagraniczne firmy.

— Pośrednikom płacimy w złotych. Kupując bezpośrednio od producenta, musielibyśmy płacić w dolarach, a księgowość miałaby problemy z zarachowaniem transakcji — tłumaczy Kajetan Wojsyk z Urzędu Miasta Częstochowy.

— Samodzielna rejestracja programu typu shareware nastręcza wiele trudności. Nie wiadomo np., czy należy dokonać odprawy celnej oprogramowania ściągniętego z Internetu czy nie i czy taką transakcję należy zaksięgować jako zakup czy jako usługę. Korzystanie z usług wyspecjalizowanego pośrednika rozwiązuje takie problemy — zauważa Tomasz Tomaszek ze spółki żeglugowej Unity Line.

Użytkowników zagranicznego sharewareŐu, do korzystania z usług pośrednictwa w jego legalizacji popycha także konieczność wniesienia opłaty rejestracyjnej przy użyciu międzynarodowych kart płatniczych. Wiele polskich form i osób prywatnych nie ma „plastikowych pieniędzy”, a zachodni producenci oprogramowania nie są z kolei zainteresowani płatnościami w formie przelewu.

Kuszenie ceną

Duży wpływ na zainteresowanie programami typu shareware ma ich cena. Jest ona wielokrotnie niższa od ceny softwareŐu rozprowadzanego w tradycyjny sposób. Nie zawiera bowiem kosztów dostawy programu i utrzymywania regionalnych oddziałów jego producenta. Dodatkowo kusząca jest możliwość wielokrotnego uaktualniania sharewareŐu po jednorazowym wniesieniu opłaty rejestracyjnej. Producenci programów rozprowadzanych w tradycyjny sposób każą sobie płacić za każdą nową wersję.