Firmy doceniają pracę dyplomatów

opublikowano: 06-09-2012, 00:00

Rząd zaczyna wspierać polski biznes za granicą. Jednak najwięcej do zrobienia ma na własnym podwórku.

Najprężniejsi polscy przedsiębiorcy nie rozmawiali w Krynicy o kryzysie — chyba że w kontekście szans, jakie on niesie.

— Gdyby nie kryzys w 2009 r., nie mielibyśmy swojego punktu na Times Square w Nowym Yorku, nie byłoby dla nas miejsca — mówi Zbigniew Inglot, szef firmy kosmetycznej Inglot, która działa w 41 krajach, gdzie ma ponad 300 punktów sprzedaży.

Jej założyciel zapowiada, że do 2014 r. ich liczba placówek wzrośnie do 500, a polska marka pojawi się na kolejnych 20 zagranicznych rynkach.

Takich marek o międzynarodowej renomie zebrało się w Krynicy całkiem sporo. Przedsiębiorcy rozmawiali o polskich inwestycjach zagranicznych i roli, jaką w tej ekspansji ma do odegrania państwo.

Pomoc się opłaca

Sporo ciepłych słów padło pod adresem polskiej dyplomacji, która, jak powiedział Krzysztof Domarecki z Seleny, zerwała z modelem niemieszania się do spraw gospodarczych.

— Od 7 lat obserwuję pozytywną ewolucję polskiej administracji w zakresie wspierania firm za granicą. Polska dyplomacja zrozumiała, że wspieranie przedsiębiorczości jest fundamentalnym celem, bo potem przekłada się to na wpływy z podatków — mówi Krzysztof Domarecki.

Herbert Wirth, szef KGHM, nie wyobraża sobie robienia interesów w Chinach bez parasola rządowego i żałuje, że wcześniej władze tego nie rozumiały.

— Po wizycie prezydenta Komorowskiego relacje z Chinami odblokowały się, zostaliśmy uznani za partnera strategicznego — mówi szef koncernu miedziowego. Przedsiębiorcy przywołują pozytywne przykłady działań ambasad, zaangażowanych we wspieranie polskiego biznesu, choć większość z nich pytana, czy potrzebuje lub korzysta z pomocy państwa, odpowiada, że sama daje sobie radę.

— Nie potrzebujemy wsparcia państwa, ale cieszę się, że rząd zaczyna angażować się we wspieranie biznesu. Bez tego na niektórych rynkach bylibyśmy postrzegani jako dziwny kraj — mówi Dariusz Mioduski, prezes Kulczyk Investments. Ryszard Florek, szef Fakro, dodaje łyżkę dziegciu do tej beczki miodu. Jego firma bez rządowego wsparcia walczy w sądach z zagranicznym konkurentem wykorzystującym monopolistyczną pozycję.

— Kiedy sprawa miała trafić do Komisji Europejskiej, duński rząd nie opuszczał Brukseli — mówi Ryszard Florek.

Zacznijmy od siebie

Jednak żeby wspierać rodzimych przedsiębiorców, urzędnicy wcale nie muszą podróżować za granicę. Najwięcej mogą zdziałać na krajowym podwórku. Krzysztof Domarecki zauważa, że popieranie polskiej przedsiębiorczości za granicą w bardzo niewielkim stopniu wpływa na powodzenie przedsięwzięcia.

— Po 12 latach prowadzenia ekspansji zagranicznej mogę powiedzieć, że 99 proc. zadań, jakie władza ma do zrealizowania, nie ma nic wspólnego z dyplomacją. Chodzi o fundamentalne umocnienie gospodarki, o drugą falę jej modernizacji — uproszczenie podatków i zaprzestanie kuglowania prawem. Potrzebne jest strategiczne myślenie. Minister finansów nie może być tylko księgowym, myślącym o kolejnym kwartale — mówi Krzysztof Domarecki.

Zdaniem Rafała Brzoski, szefa InPostu, podstawowego wsparcia ze strony rządu biznes od dawna nie może się doczekać. — Co roku Lewiatan przekazuje białą księgę zmian, jakich wymagają przepisy. Bez żadnego efektu — mówi Rafał Brzoska.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: ET

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu