Firmy mięsne czeka selekcja
Co trzecia firma upadnie lub wpadnie w sidła konsolidacji
TRZY TO ZA DUŻO: Na rynku jest miejsce tylko dla dwóch grup mięsnych — uważa Mirosław Szulc, wiceprezes Polskiego Związku Producentów, Eksporterów i Importerów Mięsa, autor restrukturyzacji Morlin. fot. Borys Skrzyński
Bankructwo grozi dziś ponad połowie działających zakładów mięsnych i ubojni. Większość z nich nie może liczyć na przejęcie przez duże grupy kapitałowe z branży. Te zainteresowane są jedynie przejmowaniem dużych i dochodowych firm.
Ponad trzy tysiące z sześciu tysięcy zakładów mięsnych i ubojni musi upaść — tak przynajmniej twierdzą specjaliści. Wymusi to konkurencja i ustawa weterynaryjna o badaniu zwierząt rzeźnych i mięsa. W pierwszej kolejności pod młotek pójdą ubojnie i drobne zakłady przetwórcze, które nie spełnią wymogów nowej ustawy, obowiązującej już ponad 10 mięsięcy.
Szkoła przetrwania
Zdaniem Andrzeja Komorowskiego, dyrektora Departamentu Weterynarii w resorcie rolnictwa, wymogi ustawy mogą spełniać nawet małe firmy, o ile w przeszłości nie zaniedbywały inwestycji.
— Ustawa ma pomóc firmom, a nie im szkodzić. Jednak te, które nie inwestowały w zakład, muszą liczyć się z poważnymi tego konsekwencjami — mówi Andrzej Komorowski.
Przedstawiciele małych zakładów na razie nie chcą wypowiadać się na ten temat. Niektóre o ustawowych wymogach dowiadywała się dopiero od nas.
Mirosław Szulc, wiceprezes Polskiego Związku Producentów, Eksporterów i Importerów Mięsa, uważa, że na pierwszy ogień pójdą drobne ubojnie, których zwyczajnie nie stać na kosztowne zmiany technologii. Perspektywa jest jasna — już w niedalekiej przyszłości uboje zwierząt będą przeprowadzane niemal wyłącznie w wyspecjalizowanych zakładach, które przede wszystkim dysponują własnymi, nowoczesnymi chłodniami.
Pozostaną dwie grupy
— Mimo że każda z czterech głównych grup kapitałowych starających się skonsolidować branżę (Animex, Farm-Food, Sokołów i Morliny) posiada zarówno takie ubojnie, jak i wszelkie predyspozycje do tego, by odegrać w tym procesie znaczącą rolę, nikt z „wielkiej czwórki” samodzielnie nie będzie w stanie tego dokonać. Na rynku pozostaną dwie grupy kapitałowe, do których będzie należało ponad 30 proc. rynku — twierdzi Mirosław Szulc.
— Dzięki temu wzrosną dochody tych grup, co pozwoli im na modernizację i lepsze przygotowanie się do unijnej konkurencji — dodaje wiceprezes Polskiego Związku Producentów, Eksporterów i Importerów Mięsa.
Tylko na to czekają
Zdaniem Anny Turskiej, rzecznika prasowego Animexu, już dawno sprawa uboju powinna być uporządkowana.
— Ubój powinien odbywać się w zakładach do tego przystosowanych. Dysponujemy wystarczająco dużymi rezerwami, by prowadzić ubój nie tylko dla własnych zakładów, ale również na potrzeby innych — uważa Anna Turska.
Animex nie będzie jednak na razie przejmował małych zakładów. W centrum zainteresowania grupy są duże przedsiębiorstwa.