FIRMY POŁOWOWE SĄ BLISKIE PLAJTY

Cezary Pytlos
opublikowano: 2000-05-29 00:00

FIRMY POŁOWOWE SĄ BLISKIE PLAJTY

Do końca czerwca flota musi zapłacić Rosjanom 10 mln zł za kwoty połowowe

MARZENIA ŚCIĘTEJ GŁOWY: Potrzebna jest systemowa polityka, nie tylko wobec floty dalekomorskiej, ale całego sektora morskiego — twierdzi Włodzimierz Kłosiński, prezes Dalmoru. Zdaniem przedstawicieli Odry i Gryfa są to marzenia ściętej głowy, bowiem upadek floty dalekomorskiej jest przesądzony. fot. GK

Przedsiębiorstwa połowów dalekomorskich muszą do końca czerwca zapłacić Rosjanom blisko 10 mln zł za nie odłowione w ubiegłym roku kwoty połowowe na morzu Beringa. Jeśli nie zapłacą, będą musiały opuścić rosyjskie łowiska, co byłoby równoznaczne z ich bankructwem.

W ubiegłym roku trzy przedsiębiorstwa połowów dalekomorskich nie odłowiły blisko 14 tys. ton mintaja na morzu Beringa (limit połowów — 40 tys. ton ryb). Zgodnie z umową, muszą za to zapłacić. Prawdopodobnie jednak Rosjanie otrzymają pieniądze wyłącznie od Dalmoru.

— Właśnie przekazaliśmy Rosjanom pierwszą transzę środków, a do końca czerwca uregulujemy wszystkie należności — twierdzi Włodzimierz Kłosiński, prezes Dalmoru.

Puste kasy

Dwa pozostałe przedsiębiorstwa — Odra i Gryf — raczej nie znajdą na to pieniędzy. Odra, która musi zapłacić najwięcej, buntuje się przeciw ustaleniom umowy.

— Nie zamierzamy płacić za ryby, których nie złowiliśmy — stwierdza Ryszard Smolik z Odry.

Gryf także nie zamierza zapłacić za nie odłowione ryby.

— Przede wszystkim dlatego, że nie mamy z czego — przyznaje Barbara Nowicka z Gryfa.

Jedynym ratunkiem jest pomoc rządu, na którą jednak nikt w przedsiębiorstwach nie liczy.

W tył zwrot

Firmy regulowały zobowiązania jeszcze do ubiegłego roku, ale nie odłowione limity były wówczas nieznaczne. Jednak w 1999 r. Rosjanie ustanowili dodatkową pięciomilową strefę buforową, która objęła najwydajniejsze w ryby obszary. Ten fakt oraz anomalie pogodowe przyczyniły się do tego, że limitów nie zrealizowano. Rząd podjął wprawdzie w grudniu ubiegłego roku starania o renegocjację umowy, ale bez powodzenia.

— Termin uregulowania zaległości upływa z końcem czerwca. Jeśli nie zapłacimy, musimy pożegnać się z łowiskami i to będzie praktycznie nasz koniec — mówi Barbara Nowicka.

W tym roku polskie trawlery dopiero rozpoczynają połowy na morzu Beringa, dokąd przenoszą się co roku o tej porze z Morza Ochockiego. Jest ono bardziej zasobne w ryby i z wykorzystaniem limitów nie ma problemu. Jednak jeśli Rosjanie nie otrzymają pieniędzy za nie odłowione ryby z morza Beringa, nie wpuszczą w przyszłym roku polskich trawlerów także na Morze Ochockie.

Czekanie na dotacje

Sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że umowa polsko-rosyjska w tym roku wygasa, choć Rosjanie deklarują, że w ich strefie można łowić do 2002 roku. Dlatego resort rolnictwa poszukuje nowych łowisk dla polskich trawlerów.

— Prowadzimy rozmowy z kilkoma krajami — mówi Jadwiga Berak, wiceminister rolnictwa i gospodarki żywnościowej.

Już niedługo polskie firmy będą mogły poławiać ostroboki w Peru, kalmary w Korei Płn., a także makrele i sardynki na wodach Maroka, Mauretanii oraz Angoli. Same łowiska nie rozwiążą jednak problemów polskich firm. Po pierwsze — dlatego, że trawlery przystosowane są do połowów ryby białej. Po drugie — polskie jednostki są mocno zużyte.

Ponadto opłaty za limity połowowe proponowanych ryb są wyższe niż za mintaja, dlatego przydałyby się wyższe subwencje rządowe dla polskich firm.

— Żeby skorzystać z nowych łowisk, musimy dostać dotacje. Rząd oferuje nam dopłaty wysokości 16 USD (prawie 70 zł) do tony ryb, podczas gdy np. subwencje rządu japońskiego dla tamtejszych trawlerów sięgają 160 USD. Wątpię, czy możemy na to liczyć — kończy Barbara Nowicka.