Trudna sytuacja na rynku zmusiła polskich producentów mebli biurowych do podwyższenia jakości obsługi nabywców.
Zachodni dystrybutorzy mebli biurowych rzadko podpisują umowy z polskimi producentami. Preferują znane marki — Steelcase, Martela czy Kinnarps — które oferują meble oryginalne i drogie. Takie produkty trafiają do polskich gabinetów.
Rynek mebli biurowych zaczął się załamywać w 2000 r., wraz z końcem boomu inwestycyjnego na biurowce. Zamknął się też chłonny wschodni rynek.
— Kilka lat temu klient płacił za produkt, transport i montaż. Teraz transport i montaż ma gratis. Zachętą do zakupu stały się liczne rabaty. Skrócił się też czas dostaw: kiedyś były to 3-4 tygodnie, teraz 14 dni od złożenia zamówienia — mówi Sławomir Modrzejewski z działu handlowego Balmy, firmy produkującej meble biurowe.
Znani polscy producenci mebli biurowych — Balma, Maro, Fabryka Mebli Biurowych MDD i Mikomax — są w trudnej sytuacji. Brak im prestiżu zachodnich konkurentów, więc ciężko im walczyć o klienta, gotowego wydać spore pieniądze na wyposażenie biura.
—Depczą nam też po piętach tzw. garażowcy — mali przedsiębiorcy, którzy podrabiają oryginały i sprzedają po atrakcyjnie niskich cenach — mówi Sławomir Modrzejewski.
Rozwiązanie — promocja własnej marki, obniżanie ceny zakupu towaru przy jednoczesnym zachowaniu jego jakości.