Zatrudnienie rośnie tak szybko, jak w czasie wybuchu kryzysu
Liczba miejsc pracy bije rekordy. Przedsiębiorcy dmuchają jednak na zimne.
Kryzys na rynku pracy zatoczył koło. Przez ostatnie 12 miesięcy w polskim sektorze przedsiębiorstw liczba miejsc pracy powiększyła się o 4,1 proc. — informuje Główny Urząd Statystyczny (GUS). Tak wysoką roczną dynamikę statystycy odnotowali we wrześniu 2008 r., kiedy w USA upadał bank Lehman Brothers.
— Mimo sezonu zimowego, niesprzyjającego zatrudnieniu, liczba zatrudnionych wzrosła w lutym o 12 tys. Firmy czują nasilenie popytu i coraz śmielej zakładają, że poprawa koniunktury się utrzyma — mówi Karolina Sędzimir, ekonomistka rynku pracy PKO BP.
Bez ślubowania
W firmach zatrudniających przynajmniej 10 osób pracuje już 5,51 mln ludzi. Od początku roku liczba miejsc pracy w tym sektorze utrzymuje się na najwyższym poziomie od początku transformacji. Przed wybuchem kryzysu, kiedy gospodarka była rozgrzana, w firmach pracowało najwyżej 5,4 mln osób.
— Ostatnie dane potwierdzają, że na rynku pracy stopniowo postępuje ożywienie —komentuje Kaja Retkiewicz-Wijtiwiak, ekonomistka Banku BPH.
Przedsiębiorcy nadal jednak nie przesadzają z optymizmem. Jak pisaliśmy dwa tygodnie temu, firmy unikają stałych związków z pracownikami. Cały wzrost zatrudnienia z ostatnich kilku kwartałów zawdzięczamy stanowiskom czasowym — liczba umów o pracę na czas nieokreślony spadła, a umów na czas określony —szybko rośnie.
— Optymizm wśród pracodawców postępuje, ale powoli. Firmy zwiększają zatrudnienie, jednak nadal nie wykluczają pogorszenia sytuacji na rynku, dlatego preferują czasowe formy zatrudnienia — tłumaczy Karolina Sędzimir.
Podobną ostrożność widać w danych o inwestycjach — cały czas w skali makro nie odnotowano odbicia nakładów.
Płace na uwięzi
Oprócz wydatków na inwestycje firmy trzymają w ryzach wydatki na pensje dla pracowników. Choć dynamika zatrudnienia wróciła do poziomów sprzed kryzysu, dynamika płac nadal jest znacznie niższa niż we wrześniu 2008 r. Jak podał GUS, w lutym przeciętna pensja pracownika polskiej firmy wyniosła 3422 zł i była o 4,1 proc. wyższa niż przed rokiem. Kiedy upadał Lehman Brothers, roczne tempo wynagrodzeń wynosiło 10,9 proc.
— Choć zatrudnienie przyspiesza, żywność drożeje coraz szybciej, a oczekiwania inflacyjne w społeczeństwie umacniają się, pensje cały czas zachowują umiarkowaną dynamikę. Presja na podwyżki jest niewielka głównie ze względu na nadal dość wysokie bezrobocie [w lutym wyniosło, według szacunków resortu pracy, 13,2 proc. — red.] — uważa Jakub Borowski, główny ekonomista Invest-Banku.
Według większości prognoz, w najbliższych kwartałach nie należy spodziewać się istotnego przyspieszenia płac.
— W całym 2011 r. przeciętna pensja wzrośnie o 4,9 proc. — prognozuje Karolina Sędzimir.
4,1
proc. O tyle przez rok wzrosła liczba miejsc pracy w firmach. Ostatnio taki wynik zanotowano we wrześniu 2008 r., kiedy za oceanem wybuchał światowy kryzys finansowy.