Projekt powołania specjalnego funduszu wkrótce trafi do konsultacji społecznych, a po wakacjach do Sejmu.
Bez promocji branżę mięsną czeka w najlepszym wypadku stagnacja, bo konkurencja jest bardzo ostra. Aby utrzymać pozycję w Unii i podbijać rynki dalekowschodnie, przedsiębiorcy muszą zainwestować. Pomoc oferuje UE, ale trzeba mieć wkład krajowy. Branża mięsna chce, wzorem mleczarskiej, stworzyć specjalny fundusz. Z projektem zapoznał się już Andrzej Lepper, minister rolnictwa, który wstępnie go zaakceptował. W lipcu trafi on do konsultacji społecznych, a we wrześniu jako projekt resortu rolnictwa — pod obrady Sejmu (w ramach noweli ustawy o Agencji Rynku Rolnego).
— Zależało nam, by projekt trafił do Sejmu przed wakacjami, ale resort rolnictwa zażądał konsultacji społecznych. Obawiamy się zwłaszcza związków zawodowych, które mogą zniekształcić cały plan — mówi Witold Choiński, prezes Polskiego Związku Producentów, Eksporterów i Importerów Mięsa.
Skąd będą pochodzić środki?
— Proponujemy, by wszystkie rzeźnie odprowadzały 0,30 zł od każdej ubitej sztuki świń i 1,20 zł od bydła. Składka byłaby obligatoryjna — wyjaśnia Witold Choiński.
Jego zdaniem, roczne wpływy do funduszu sięgnęłyby 6-7 mln zł.
— Unia dofinansowuje projekty na promocję w 80 proc., pod warunkiem że nie są to wyroby konkretnych firm — dodaje Witold Choiński.
Przedsiębiorcy trzymają kciuki.
— To ciekawy projekt. Opłata będzie pobierana sprawiedliwie, bo odpowiednio do ilości wprowadzanego na rynek towaru — zaznacza Maciej Duda, prezes PKM Duda.
Przedsiębiorcy podkreślają, że przy tak dużej konkurencji, nie tylko na unijnym rynku, każda rzetelna informacja o walorach polskich produktów jest niezwykle cenna.