Fiskus za darmo ma drogocenną bazę danych

opublikowano: 18-04-2012, 00:00

Przedsiębiorcy mają dość kosztownego i uciążliwego obowiązku raportowania o transakcjach

Urzędnicy Ministerstwa Finansów (MF) wiedzą nie tylko o tym, że kupiłeś willę, apartament czy jacht, ale także o tym, że nabyłeś np. samochód, motocykl, duży pakiet akcji lub wziąłeś w leasing maszynę budowlaną, jeżeli tylko ich wartość przekracza próg 15 tys. EUR (62,7 tys. zł). Podległy ministerstwu generalny inspektor informacji finansowej (GIIF) kontroluje setki milionów takich transakcji pod pretekstem walki z praniem brudnych pieniędzy. Skuteczność GIIF, choć inspektor chwali się jej poprawą (patrz obok), jest jednak niewielka w porównaniu z kosztami ponoszonymi przez firmy zmuszone do spełniania biurokratycznego obowiązku.

— Banki każdego roku przekazują do GIIF informacje o około 25 mln transakcji. Koszty raportowania obciążają sektor na ponad 100 mln zł rocznie. Uważamy, że należy odstąpić od tworzenia tak kosztownych baz danych, tym bardziej że GIIF nie jest w stanie ich wszystkich przeanalizować pod kątem walki z przestępczością finansową — mówi Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich (ZBP).

Jego opinię potwierdzają inni przedstawiciele sektora finansowego, a także Najwyższa Izba Kontroli (NIK).

Biurokratyczna gehenna

O wszystkich transakcjach przekraczających 15 tys. EUR oraz podejrzanych muszą raportować m.in. banki, firmy leasingowe i ubezpieczeniowe, fundusze inwestycyjne, firmy faktoringowe, SKOK, domy maklerskie, notariusze,firmy przyjmujące płatności gotówkowe. Aby skutecznie raportować i nie narazić się na wysokie kary (do 750 tys. zł i nawet do 8 lat więzienia), firmy na bieżąco monitorują wszystkie swoje kontrakty i analizują je pod kątem wymogów GIIF. Inspekcja oczekuje nie tylko suchych informacji o transakcjach, ale konkretnych danych o tym, kto, co, kiedy i po co kupił, sprzedał, wyleasingował. Podmioty zobowiązane muszą więc posiadać odpowiednie systemy informatyczne oraz ludzi, którzy pracują na potrzeby GIIF.

— Prawie każda umowa leasingu kwalifikuje się do zgłoszenia. Żeby temu podołać, firmy muszą zaprojektować oprogramowanie i zbudować system informatyczny pozwalający na bezpieczny transfer danych do GIIF. Wiąże się to ze znacznymi wydatkami — mówi Andrzej Sugajski, dyrektor generalny Związku Polskiego Leasingu.

Dotyczy to praktycznie wszystkich firm zmuszonych do spowiadania się GIIF. Nie mają na to najmniejszej ochoty, lecz zaciskają zęby i spełniają uciążliwy obowiązek.

— Niewątpliwie przedsiębiorcy ponoszą niemałe koszty raportowania— mówi Marcin Łuczyński, członek zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Wiktor Kamiński, wiceprezes Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych (SKOK), uważa, że to syzyfowe prace.

— Transakcje przekraczające 15 tys. EUR wyłapuje system, lecz wyszukiwanie transakcji podejrzanych wymaga już sporego zaangażowania. Robimy to, chociaż żadnych podejrzanych transakcji nigdy nie zauważyliśmy — stwierdza Wiktor Kamiński.

Polska nadgorliwość

Polskie przepisy są bardziej rygorystyczne niż wymogi unijne.

— W Polsce obowiązek raportowania jest zbyt szeroki i znacznie wykracza poza standardy unijne. Raportowanie powinno być ograniczone do transakcji podejrzanych — mówi Krzysztof Pietraszkiewicz.

Potwierdza to Adam Wnęk, ekspert PwC.

— Polska należy do wyjątków, gdzie raportuje się także o przelewach bankowych. GIIF zarzucony jest masą informacji, z którą nie bardzo wie, co robić. Uzasadnione są obawy o bezpieczeństwo tych wrażliwych danych oraz pytanie, do jakich tak naprawdę celów mogą zostać wykorzystane — mówi Adam Wnęk.

Podobne wątpliwości ma Jerzy Bielawny, wiceprezes Instytutu Studiów Podatkowych. — Tej ogromnej bazy danych urzędnicy nie są w stanie skontrolować na potrzeby walki z praniem brudnych pieniędzy. Można się tylko domyślać, że fiskus posiłkuje się nią na potrzeby innych swoich działań — mówi Jerzy Bielawny.

O bezpieczeństwo danych zbieranych przez GIIF obawia się Jarosław Nowrotek, prezes Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej.

— Ta baza to łakomy kąsek nie tylko dla urzędników. To, że nie słychać o wyciekach, nie musi oznaczać, że ich nie ma — mówi Jarosław Nowrotek. MF zapewnia, że dane są bezpieczne. Pod koniec 2011 r. NIK opublikował raport, w którym zarzucił GIIF liczne zaniedbania grożące nieszczelnością systemu. Czy przedsiębiorcy mogą liczyć na poluzowanie wymogów związanych z działalnością GIIF?

— Ministerstwo Gospodarki pracuje nad ograniczeniem obowiązków informacyjnych firm. To dobry moment, aby wzięło pod uwagę także postulaty sektora finansowego — mówi Adam Szejnfeld, poseł PO.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu