Z tego scenariusza wyłamały się tylko notowania funta, który w ostatnim tygodniu potaniał o ponad 15 groszy i obecnie jest wart 5,4350 zł. Było to jednak wynikiem sporej przeceny brytyjskiej waluty na rynkach międzynarodowych za sprawą eskalacji obaw związanych z kondycją tamtejszego sektora bankowego. Nasiliły się one po tym jak jeden z największych instytucji udzielających pożyczek hipotecznych, po tym jak klienci Northern Rock zaczęli masowo szturmować oddziały tego banku po tym jak poinformował on o swoich problemach, a w miniony piątek Bank Anglii podjął nadzwyczajną decyzję o udzieleniu mu linii kredytowej. W efekcie notowania GBP/USD spadły z okolic 2,03 w czwartek, kiedy to na rynek zaczęły się pojawiać pierwsze informacje na ten temat, do 1,9880 dzisiaj rano.
Sytuację nieco ustabilizowały informacje, które napłynęły dzisiaj przed południem - brytyjski rząd podał, że będzie ręczył za wszystkie wkłady złożone przez klientów w Northern Rock. Trzeba przyznać, że to odważna decyzja , chociaż ile jeszcze trupów znajduje się w szafie? Pytanie też, czy nie pociągnie za sobą krytyki ze strony Komisji Europejskiej. Tak czy inaczej jednym z głównych powodów silnej przeceny funta w ostatnich dniach jest też szybko oddalająca się perspektywa ewentualnych podwyżek stóp procentowych przez Bank Anglii. W sytuacji, kiedy londyńskie banki zaczynają sobie wzajemnie patrzeć na ręce, a inflacja konsumencka w sierpniu spadła do 1,8 proc. r/r z 1,9 proc. r/r, prędzej można się będzie spodziewać poluzowania polityki monetarnej.
Na tym tle "niezwyciężony" pozostaje Europejski Bank Centralny, którego przedstawiciele w ostatnich dniach wprawdzie nie wykluczali, że sytuacja zaczyna być poważna dla przyszłości gospodarczej koniunktury, to natychmiast dodawali, iż dbałość o stabilność cen jest najważniejszym celem. Zostawiono więc sobie furtkę do dalszych podwyżek za parę miesięcy, co sprawiło, że notowania EUR/USD nie podążyły w ostatnich dniach śladem GBP/USD. Obrona okolic 1,3850 w zasadzie się udała, co może sugerować kolejny ruch w górę w najbliższych dniach. Plotki o możliwości zorganizowania nadzwyczajnego posiedzenia ECB jeszcze dzisiaj po południu wydają się być wyssane z palca, chociażby dlatego, że w najbliższy czwartek przedstawiciele banku centralnego i tak spotykają się na roboczym posiedzeniu. Obniżka stóp procentowych już teraz tylko w odpowiedzi na oczekiwany ruch ze strony FED byłaby mało zasadna. Przedstawiciele ECB nie mają też celu w uleganiu presji polityków krytykujących zbyt wysoki kurs euro względem dolara.
Dzisiaj uwaga inwestorów na całym świecie będzie,
zatem skoncentrowana na wieczornym (godz. 20:15) komunikacie amerykańskiego FED.
Oczekuje się, iż po raz pierwszy od kilku lat jego przedstawiciele zdecydują się
na poluzowanie polityki monetarnej. Spodziewana jest obniżka głównej stopy
funduszy federalnych z obecnych 5,25 proc. do 5,00 proc., chociaż nie można
wykluczyć, że ruch wyniesie nawet 50 p.b. Biorąc pod uwagę ostatnie słabsze dane
o sierpniowej sprzedaży detalicznej w ujęciu bazowym i niższą dynamikę produkcji
przemysłowej, a także coraz częstsze straszenie recesją przez różne osobistości
(wczoraj po raz kolejny zrobił to Alan Greenspan), byłaby ona uzasadniona.
Jeżeli jednocześnie FED zasygnalizuje w komunikacie, że jest to dopiero początek
cyklu obniżek, to będzie można spodziewać się osłabienia dolara. Głównie
względem euro, które może sięgnąć okolic 1,3950. Względem funta odreagowanie
będzie niewielkie i zostanie sukcesywnie wykorzystane przez sprzedających
brytyjską walutę.
Jak to wszystko może przełożyć się na złotego? Wczorajsze
dane o średniej płacy w sierpniu, której dynamika okazała się wyższa od prognoz
i wyniosła 10,5 proc. r/r, ponownie zwiększyły oczekiwania odnośnie podwyżek
stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej. Przypomnijmy, iż spadły one po
tym jak sierpniowa inflacja wyniosła 1,5 proc. r/r wobec oczekiwanych 1,9 proc.
r/r. Także październikowa podwyżka o 25 p.b. wciąż jest możliwa, co będzie w
najbliższym czasie wspierać notowania złotego. Zwłaszcza, jeżeli dodatkowo
dojdzie do osłabienia dolara na świecie, a inwestorzy zaczną się obawiać, że
kolejne główne banki centralne pójdą w ślady FED. Zresztą analiza techniczna
złotego pokazuje, że brakuje jeszcze jednej fali umocnienia, która powinna
sprowadzić notowania EUR/PLN w okolice 3,7550-3,7600, a USD/PLN 2,6900-2,7000
zł. W dłuższym okresie (październik) złoty będzie jednak ponownie słabszy.
Będzie to wynikiem ponownego wzrostu globalnego ryzyka będącego wynikiem
rosnących obaw, co do spowolnienia światowej gospodarki za sprawą rozszerzania
się kryzysu na rynku nieruchomości na kolejne kraje.
Marek Rogalski
Główny Analityk
First
International Traders Dom Maklerski S.A.
www.fitdm.pl