Czytasz dzięki

Fortuna na EURO podskoczy

opublikowano: 27-01-2020, 22:00

Firma bukmacherska, kontrolowana przez fundusz Penta, w ubiegłym roku urosła o ponad 20 proc. Głównie dzięki nowym klientom

„Hazard stwarza wysokie ryzyko straty finansowej, a nadmierna gra niesie ze sobą potencjalne zagrożenie dla zdrowia” — w taki sposób muszą ostrzegać swoich klientów działające w Polsce firmy bukmacherskie.

Ostrzeżenie nie działa szczególnie zniechęcająco. Od 2017 r., gdy w życie weszła znowelizowana ustawa hazardowa, obroty zarejestrowanych w Polsce i płacących tu podatki firm gwałtownie rosną. Jeszcze w 2017 r. wynosiły łącznie 3,3 mld zł, tymczasem w 2018 r. było to 5,2 mld zł, a w 2019 r. 6,7 mld zł. Ponad 45 proc. legalnego rynku ma STS, kontrolowany przez rodzinę Juroszków. Silnym numerem dwa jest natomiast Fortuna należącą do funduszu Penta i notowana niegdyś na GPW. Udziały żadnego z pozostałych graczy nie przekraczają 10 proc.

— W ubiegłym roku nasze przychody urosły o 22 proc., nasz udział w legalnym rynku wynosi około 32 proc. Udało się go obronić, mimo że na rynek weszło kilka nowych firm, które agresywnie walczyły o klientów promocjami i bonusami — mówi Konrad Komarczuk, prezes Fortuny w Polsce.

Dynamiczny wzrost przychodów w ostatnich latach to efekt nowej ustawy hazardowej — ale według prezesa Fortuny nie chodzi tylko o to, że wprowadziła ona możliwość blokowania stron internetowych nielicencjonowanych bukmacherów.

— Pomogło przede wszystkim to, że legalni bukmacherzy otrzymali możliwość informowania o swoim istnieniu, a do potencjalnych klientów trafił komunikat, że zakłady bukmacherskie to coś normalnego, nie podejrzanego. Klientów więc przybyło — ocenia Konrad Komarczuk.

Skok wyników

22-procentowy wzrost oznacza, że ubiegłoroczne przychody Fortuny w Polsce sięgnęły około 2,1 mld zł.

— Najlepszym miesiącem w roku był grudzień, gdy grały jeszcze ligi piłkarskie, doszły bardzo popularne w Polsce zakłady na skoki, a klienci mieli więcej pieniędzy po udanym dla nich listopadzie — mówi prezes Fortuny.

Fortuna ofertuje zakłady w internecie i w sieci stacjonarnej, która liczy ponad 600 placówek i jest największą tego typu siecią w kraju. Zdecydowanie najszybciej rośnie sprzedaż zakładów w kanale mobilnym.

— W ubiegłym roku skoczyła ona o ponad 55 proc. Kanał stacjonarny nadal trzyma się dobrze i lekko rośnie, widzimy natomiast odpływ klientów ze zwykłej strony internetowej, na którą wchodzi się z komputera osobistego — mówi Konrad Komarczuk.

Te zmiany preferencji użytkowników sprawiają, że Fortuna modyfikuje strategię i ofertę.

— Zastanawiamy się nad sensem inwestycji w streaming wydarzeń sportowych, bo jest to coś, co miało przyciągać użytkowników desktopów — ci jednak, podobnie jak wszyscy inni, coraz chętniej obstawiają zakłady live i niekoniecznie chcą oglądać wydarzenia sportowe, po prostu śledzą wyniki wydarzeń w internecie i na bieżąco obstawiają — mówi prezes Fortuny.

Kupowanie graczy

O ile kilka lat temu klienci w Polsce najczęściej obstawiali w ciągu tygodnia wyniki kilku czy kilkunastu weekendowych spotkań piłkarskich, o tyle teraz zakładają się na żywo.

— Klienci nie chcą mrozić na dłuższy czas pieniędzy, rotują one znacznie szybciej. Od stycznia wprowadziliśmy możliwość obstawiania zakładów live także w sieci stacjonarnej, w której rozstawiamy maszyny do obstawiania, by rozwiązać problem kolejek. Do końca roku w każdym punkcie będą dwie-trzy takie maszyny — mówi Konrad Komarczuk.

Na rynku dominują STS i Fortuna, ale ścigający ich peleton jest coraz większy. Licencję Ministerstwa Finansów ma już 18 firm, a następne czekają na zezwolenie. W ubiegłym roku na rynku zadebiutował m.in. Betclic, który wcześniej był jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek wśród firm bez licencji w Polsce.

— Nowe firmy kupują sobie udziały rynkowe, subsydiując graczom podatek od zakładów wzajemnych. To jednak może działać tylko na krótką metę. Obserwujemy kilkunasto- czy kilkudziesięciodniowy spadek aktywności klientów, gdy nowa firma wprowadza atrakcyjne bonusy, ale potem gracze do nas wracają. Wśród tych najbardziej aktywnych powszechne jest zresztą dzielenie portfela między kilka firm — nazywamy ich panterami, to całkiem liczna grupa klientów, którzy przeskakują między bukmacherami, poszukując najlepszych kursów i bonusów — mówi Konrad Komarczuk.

Piłkarska gorączka

Nowi bukmacherzy podpisują też spore kontrakty z gwiazdami sportu, które stają się „ambasadorami marek”.

— To naturalne działanie przy rynkowym debiucie, gdy trzeba się jakoś uwiarygodnić. Nam, przy naszej pozycji rynkowej, ambasadorzy nie są specjalnie potrzebni. Zwiększenie się liczby firm bukmacherskich nie podbiło wartości kontraktów sponsoringowych z klubami czy ligami, ale bez wątpienia więcej płacić teraz trzeba za miejsce w blokach reklamowych czy na łamach prasy — mówi szef Fortuny.

W tym roku wyniki bukmacherów może podbić piłkarskie EURO.

— Intensywnie się do niego przygotowujemy, zmieniamy system informatyczny, modyfikujemy ofertę i pozycjonowanie marki. EURO na pewno zaktywizuje graczy weekendowych, którzy grają rzadko i za małe stawki. Czekamy też na połowę lutego, gdy wystartuje Ekstraklasa, która jest popularna wśród graczy i w której wyniki na tle innych lig piłkarskich są bardzo losowe — mówi Konrad Komarczuk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane