Forum na Manhattanie i w Porto Alegre

Stanisław Albinowski
opublikowano: 2002-02-11 00:00

Światowe Forum Ekonomiczne, jednorazowo przeniesione w tym roku z Davos do Nowego Jorku, miało złą prasę. Więcej zresztą pisano o antyglobalistach na Manhattanie i o ich konkurencyjnym Forum w Porto Alegre niż o miliarderach, politykach i gwiazdorach estrad, którzy — odizolowani od reszty świata w hotelu Waldorf-Astoria — demonstrowali solidaryzm wobec zagrożenia ze strony terroryzmu i mieli debatować o „wizji wspólnej przyszłości” świata.

Rewelacyjnych konkretów nikt nie oczekiwał, ale efekty debaty są przygnębiające. Wprawdzie sekretarz stanu Colin Powell z okazji Forum przyznał, że „pożywką terroru” jest ubóstwo i głód, a prezydent George W. Bush miał nawet zapowiedzieć „osuszanie mokradeł”, czyli tego światowego podłoża nędzy — ale, jak wiadomo, dla Białego Domu priorytet mają działania militarne, a nie melioracyjne. Karcącym ubolewaniom nad egoizmem bogatych ze strony artystów towarzyszyły apele ekonomistów o szersze otwarcie rynków. Unikano już mówienia o globalizacji, która w wielu krajach wywołała tak ostre protesty. W roli panaceum występuje teraz liberalizacja handlu światowego.

Jeśli jednak ktoś nie chce ulegać złudzeniom, powinien sięgnąć do studium Banku Światowego „Global Economic Prospects 2002”, gdzie w rozdziale VI znajdzie zestawienie wyników sześciu różnych obliczeń efektów pełnej liberalizacji. Korzyści z wprowadzenia wolnego handlu obliczono na kwoty od 254 do 1860 mld USD, a tak dużą rozpiętość wyników tylko częściowo wyjaśniają różnice założeń. Znamienne jest też, że w połowie ekspertyz korzyści krajów ubogich są większe niż bogatych, a w drugiej połowie — mniejsze.

Prognoza własna autorów cytowanego studium szacuje te łączne korzyści na 832 mld USD (z 1997 r.), z czego 293 mld USD ma przypaść w udziale krajom uprzemysłowionym, a pozostałe 539 — rozwijającym się. Liczby te ukazują, o ile w roku 2015 PKB tych grup krajów może być wyższy w stosunku do prognozy bazowej. Wprawdzie nikt w pełną liberalizację handlu nie wierzy, ale na chwilę przyjmijmy tę projekcję za dobrą monetę. Otóż za 13 lat wspomniane 539 mld USD zwiększyłoby PKB krajów ubogich o 90 USD na jednego mieszkańca, podczas gdy ustalona przez Bank Światowy granica nędzy, poniżej której żyje dziś 1,2 miliarda ludzi, wynosi 365 USD rocznie. Taka jest skala dysproporcjonalności między głębią zacofania gospodarczego Południa naszego globu a środkami, które mają to zacofanie zmniejszać. Diagram obok ukazuje rozmiary luki rozwojowej — dziś i w perspektywie roku 2015.

Sytuacja ta potęguje radykalizm Światowego Forum Społecznego, które równolegle do imprezy na Manhattanie zorganizowało w brazylijskim Porto Alegre pokojową demonstrację pod hasłem „Możliwy jest lepszy świat”. 60 tys. ludzi protestowało przeciw tej filozofii ładu światowego, jaką głosi Forum „klubu miliarderów”. Na czele ruchu sprzeciwu, który zorganizował się już w wielu krajach, stoi Bernard Cassen, redaktor „Le Monde Diplomatique”. Protesty przestały być celem samym w sobie — służą nagłośnieniu własnych programów. Radykalizm niektórych postulatów zakrawa na utopię, ale o jednym z nich będzie jeszcze głośno. Chodzi o tzw. podatek Tobina — sprawa wymaga odrębnego omówienia.

Autor jest niezależnym publicystą, stałym komentatorem „Pulsu Biznesu”

[email protected]