Frank odchodzi. Niech żyje euro

Kamil Zatoński
opublikowano: 2010-09-20 07:09

Jeśli cię stać i akceptujesz ryzyko, bierz kredyt w unijnej walucie, bo jest tańszy — mówią doradcy.

Choć Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) stara się jak może, by zniechęcić banki do udzielania, a klientów do zaciągania kredytów hipotecznych w walutach obcych, to dla tych ostatnich wciąż najważniejszym argumentem jest koszt. W przypadku finansowania zakupu mieszkania pożyczką w euro rata wciąż jest sporo niższa, niż w złotych. Dziś jest to około 20 proc. Ceną za to jest jednak ryzyko walutowe. Wysoka ostatnio zmienność na rynkach walut powoduje często duże wahania wysokości comiesięcznych kosztów spłaty kredytu. To się nie zmieni dopóki nie wejdziemy do strefy euro, czyli w 2015, a może dopiero w 2019 r. — jak oceniają dziś rynki finansowe.

Większość specjalistów radzi jednak podjąć ryzyko. Nie tylko ze względu na wspomniane niższe oprocentowanie, które będzie się utrzymywać, ale i oczekiwanie na umocnienie złotego w dłuższym terminie. Niższego oprocentowania nie zmienią wyższe marże, doliczane przez banki do kredytów w euro. Według prognoz, na koniec tego roku kurs EUR/PLN wynosić będzie 3,89 zł, a już na koniec 2011 r. spadnie do 3,68 zł.

Doradcy zastrzegają jednak, że kredyt w euro (i ogólnie w walutach obcych) to dobra propozycja dla lepiej zarabiających, czyli tych, którzy mogą sobie pozwolić na okresowe płacenie wyższych rat. Zresztą, by dostać kredyt walutowy, trzeba spełnić wyższe wymagania, czyli mieć wyższą zdolność kredytową. Miesięczny dochód musi być mniej więcej o 20 proc. wyższy, niż ten, który pozwoli otrzymać kredyt w złotych. I jeszcze jedno — to, co "zaoszczędzimy" na różnicy w wysokości raty kredytu w euro (względem raty w złotych), warto systematycznie inwestować w bezpieczne instrumenty, które zamortyzowałyby ewentualne wzrosty miesięcznych obciążeń przy osłabieniu złotego.

Co z frankiem? Po latach dominacji kredytów w tej walucie banki podchodzą do nich z wielką rezerwą. Zniechęciły ich nie tylko wspomniane działania KNF, ale i trudności w zdobyciu finansowania na rynku międzybankowym. Obecnie — jak przyznają doradcy — klienci ze świecą muszą szukać ciekawych ofert we frankach. Tymczasem stopy procentowe w Szwajcarii wciąż są najniższe w historii i po ostatnich komunikatach Szwajcarskiego Banku Narodowego można z małym ryzykiem obstawiać, że przez długi czas się to nie zmieni. Ponadto kurs CHF/PLN jest bliski rekordom (zarówno wobec złotego, jak i euro), co zdaniem analityków zmniejsza prawdopodobieństwo, że notowania te jeszcze istotnie wzrosną. Z drugiej strony — nie należy się też spodziewać szybkiego umocnienia złotego do franka, choć według prognoz specjalistów, na koniec 2011 r. kurs CHF/PLN spadnie do 2,70 zł, a więc bardziej, niż kurs EUR/PLN (11 wobec 7 proc.).

Więcej w poniedziałkowym "Pulsie Biznesu"Frank odchodzi. Niech żyje euro