Zalew akcji pracowniczych PKO BP wywołał gigantyczne obroty, ale głębszy spadek kursu powstrzymały fundusze. Dziś może być podobnie.
W poniedziałek do obrotu na GPW weszło 105 mln akcji PKO BP należących do pracowników. Pokusa realizacji zysków stojąca przed 48 tys. zatrudnionych w banku była duża, ale spadek kursu PKO BP niewielki. Wyceny bronili inwestorzy instytucjonalni, którzy na początku sesji doprowadzili nawet do poprawy notowań giganta.
— Wiele funduszy zrobiło sobie miejsce w portfelach na akcje PKO BP. Kupują więc wszystkie dostępne walory i czekają na rozwój sytuacji — komentuje Piotr Zaręba, zarządzający PZU Asset Management.
Sytuacja zmieniła się szybko, bo po dwóch godzinach handlu kurs zniżkował już o blisko 2 proc., wobec wyraźnego wzrostu reszty rynku. Wyprzedaż zatrzymała się jednak powyżej 39 zł. Towarzyszyły jej gigantyczne obroty, które już do południa przekroczyły 300 mln zł. Łącznie pierwszego dnia właściciela zmieniło 7,95 mln papierów PKO BP, czyli 7,6 proc. wszystkich akcji pracowniczych. Gdy w 2000 r. na giełdę wchodziły pracownicze papiery Pekao i Telekomunikacji Polskiej (TP), relacja ta wyniosła odpowiednio 6,5 i 4,5 proc., a obroty pozostawały zdecydowanie wyższe od przeciętnych jeszcze przez wiele tygodni. Co ważne dla inwestorów, kursy Pekao i TP po debiucie akcji pracowniczych zachowywały się wyraźnie lepiej od rynku. Jak będzie w przypadku PKO BP?
— Nadal nie widać końca hossy, więc ci pracownicy, którzy jeszcze mają akcje, będą chcieli zarobić więcej i pewnie zarobią. Wystarczy spojrzeć na walory innych banków, które od lipca zdrożały o kilkadziesiąt procent. Nie można wykluczyć, że zobaczymy początkowe osunięcie kursu, ale bardzo szybko ceny tych akcji zaczną rosnąć — optymistycznie ocenia Piotr Kuczyński, analityk firmy Xelion.
Finisz sesji potwierdził jego słowa. Akcje PKO BP zamknęły dzień spadkiem o 0,5 proc., a do rekordów z lipca brakuje im tylko 2,5 proc.