Gang syndyka w nieruchomościach

opublikowano: 15-11-2022, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Według prokuratury na sprzedaży trzech nieruchomości dwie upadłe firmy straciły 30 mln zł. Zyskał syndyk Tomasz S., firma jego ojca oraz dobry znajomy Daniel B.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • Z jakich upadłych firm, zdaniem prokuratury, zostały za bezcen wyprowadzone trzy stołeczne nieruchomości?
  • jak beneficjentami całego procederu zostali syndyk Tomasz S., firma jego ojca, a także znajomy prawnik Daniel B.?
  • jakie zarzuty w tej sprawie uszłyszał biegły rzeczoznawca majątkowy Marek S.?
  • i jak swoje decyzje, podejmowane w trakcie postępowań upadłościowych, tłumaczył Sławomir B., były sędzia, poszukiwany dziś przez organy ścigania w związku z zarzutami korupcyjnymi?

Tydzień temu ujawniliśmy w „PB” szczegóły aktu oskarżenia w aferze upadłościowej, której głównymi bohaterami jest dwoje byłych syndyków: Tomasz S. i Anna Sz. Według śledczych przy udziale 17 innych osób wyprowadzili oni z dziewięciu upadłych firm, bagatela, prawie 85 mln zł! Jak napisaliśmy, pieniądze wyciekały głównie na podstawie lewych umów i faktur za fikcyjne usługi oraz na prywatne wydatki dwójki syndyków. Ostatnią z metod defraudacji było przejmowanie za bezcen nieruchomości firm - bankrutów, po wcześniejszym odpowiednim „ustawieniu” procedur ich sprzedaży. Szkoda, stanowiąca różnicę między ceną a faktyczną wartością nieruchomości, sięgnęła w tym wypadku prawie 30 mln zł.

Wspólny interes dwóch hersztów

„Syndyk masy upadłości Konsorcjum Inwestycyjne II sp. z o.o. informuje, iż posiada do sprzedaży majątek masy upadłości. Szczegółowe informacje w biurze syndyka”. Takie ogłoszenie zamieścił 12 czerwca 2013 r. w jednej z gazet Tomasz S., ówcześnie jeden z najbardziej znanych syndyków w kraju. Lakoniczność ogłoszenia nie była przypadkowa. Już osiem dni później warszawskie centrum hotelowo-biurowe „Fort Piontek”, czyli „majątek masy upadłości” Konsorcjum Inwestycyjnego II, zostało kupione przez spółkę Invest 4 Elite za 9,35 mln zł. Cztery razy taniej, niż wynosiła jego wartość rynkowa, sięgająca według wyceny biegłego prawie 37,5 mln zł!

Kupiec Fortu Piontek, w którym mieści się m.in. trzygwiazdkowy hotel, również nie był przypadkowy. Jedynym właścicielem niedawno powołanej do życia Invest 4 Elite był Daniel B., radca prawny, którego z Tomaszem S. łączyły bliskie relacje towarzyskie i biznesowe, a także wspólne biuro w tym samym budynku na warszawskiej Woli. Dziś obu prokuratura uznaje za szefów gangu, wyprowadzającego miliony z upadłych firm, a także największych beneficjentów tego procederu. W przeciwieństwie do byłego syndyka prawnik nie zasiądzie jednak na ławie oskarżonych. Mimo wydanego za nim już w 2019 r. listu gończego Daniel B. skutecznie bowiem ukrywa się przed prokuraturą poza granicami Polski.

Jak pisaliśmy przed tygodniem – Tomasz S. poszedł na szeroką współpracę z prokuraturą i liczy na status tzw. małego świadka koronnego, a co za tym idzie — nadzwyczajne złagodzenie kary. Przyznaje się do wszystkich 11 zarzutów, w tym najpoważniejszego, dotyczącego kierowania zorganizowaną grupą przestępczą. W sprawie Fortu Piontek były już syndyk zeznał w prokuraturze, że zmierzał do tego, by obiekt po zaniżonej cenie kupił Daniel B., czyli - według niego - „architekt” całej transakcji.

W jaki sposób Tomasz S. zmierzał do tego celu? Zdaniem śledczych m.in. zwodząc i wprowadzając w błąd przedstawicieli banków Pekao i BZ WBK, czyli wierzycieli Konsorcjum Inwestycyjnego II, oraz publikując ogłoszenie o przetargu, w którym nie było nic ani o jego przedmiocie, ani o terminie i warunkach, a tym samym w oczywisty i rażący sposób naruszając nie tylko przepisy prawa upadłościowego, ale też kodeksów: cywilnego i postępowania cywilnego.

Tomasz S. i Daniel B. stali też za późniejszą transakcją, którą prokuratura uznaje za pranie pieniędzy. Chodzi o wydarzenia ze stycznia 2014 r., kiedy to za 9 mln zł, płatne w ratach do 2025 r., Invest 4 Elite odsprzedało nieruchomość Fortu Piontek nowo powstałej spółce o łudząco podobnej nazwie: Invest For Elite. Jej właścicielem była cypryjska Kessa Holding, której działalnością - zdaniem śledczych - „faktycznie zajmowali się” Tomasz S. i Daniel B. (o powiązaniach obu z Kessą zeznali m.in. pracownicy spółki Taxways, będącej polskim agentem Kessy, a także były prezes Invest 4 Elite i Invest For Elite).

Prokuratura kładzie łapę, ale tylko częściowo...
Prokuratura kładzie łapę, ale tylko częściowo...
Warszawski Fort Piontek został przejęty przez gang kierowany przez Tomasza S. i Daniela B. w 2013 r. Cztery lata później prokuratura w ramach zabezpieczenia ustanowiła zakaz zbywania i obciążania tej nieruchomości. Z ustaleń “PB” wynika jednak, że zarówno przed tą decyzją, jak i po niej, dochody z centrum konferencyjno-hotelowego szerokim strumieniem płynęły do obu domniemanych szefów gangu, a także firm i osób z nimi związanych.
Marek Wiśniewski

Przychylny sędzia przed urlopem

Zdaniem śledczych cały przekręt nie byłby możliwy, gdyby nie przychylność Sławomira B., pełniącego funkcję sędziego komisarza wielu postępowań upadłościowych, w których Tomasz S. był syndykiem - w tym Konsorcjum Inwestycyjnego II. W 2019 r. sąd dyscyplinarny uchylił Sławomirowi B. immunitet i zezwolił na pociągnięcie go do odpowiedzialności karnej za łapówki, jakie miał przyjmować od Tomasza S. Zarzutów w odrębnym śledztwie, które prowadzi Wydział Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej, sędziemu nie udało się jednak przedstawić, bo podobnie jak Daniel B. ukrywa się poza Polską.

Wcześniej przed sądem dyscyplinarnym, który badał sprawę Fortu Piontek, Sławomir B. zeznał m.in., że działał szybko, bo bał się, że znaleziony przez syndyka nabywca wycofa ofertę, a poza tym chciał, aby sprzedaż centrum biurowo-hotelowego nastąpiła… przed rozpoczęciem przez niego urlopu. Dlatego skrócił termin składania ofert poniżej prawnie przewidzianego minimum, czyli dwóch tygodni! Te wyjaśnienia nie przekonały sądu dyscyplinarnego, który za umyślne łamanie przez Sławomira B. przepisów nałożył na niego karę nagany.

Taką samą karę poszukiwany dziś sędzia usłyszał również za nieprawidłowości, jakich dopuścił się w postępowaniu upadłościowym hurtowni perfum i kosmetyków Extreme Projects. Jej syndykiem była Anna Sz., która próbowała przekonać prokuraturę, że w prowadzonych przez siebie upadłościach była jedynie „słupem” Tomasza S. Z ustaleń śledczych wynika, że Anna Sz. sprzedała po zaniżonych cenach dwie stołeczne nieruchomości Extreme Projects, przy czym jedną z nich nabyła spółka Optymus, której właścicielem był… ojciec Tomasza S., Michał, dziś już nieżyjący.

Sprzedający kupującym

Chodzi o nieruchomość przy ulicy Gąsienicowej w Warszawie, którą Optymus kupił za 481,2 tys. zł, choć jej faktyczna wartość sięgała prawie 2 mln zł. Co ciekawe, Anna Sz. za zgodą Sławomira B. nie zorganizowała ani jednego przetargu, lecz od razu sprzedała nieruchomość z wolnej ręki. Doszło do tego 29 maja 2013 r., czyli… dwa dni przed tym, jak w jednej z gazet został opublikowany tzw. opis i oszacowanie wartości tej nieruchomości, pod adresem którego wszyscy zainteresowani mogli złożyć zarzuty.

Takie zarzuty chciał wnieść m.in. główny wierzyciel Extreme Projects, czyli Raiffeisen. Pracownicy banku mówili o tym Annie Sz. na spotkaniach 3 i 6 czerwca 2013 r., a syndyk - choć kilka dni wcześniej sprzedała tę nieruchomość spółce ojca Tomasza S. -deklarowała pomoc i sugerowała sposób wniesienia zarzutów!

Zarzuty w tej sprawie usłyszał też Kamil W., współpracownik Tomasza S., który występował w dwóch rolach. Z jednej strony był pełnomocnikiem Anny Sz. i m.in. wnosił do Sławomira B. o zgodę na sprzedaż nieruchomości przy Gąsienicowej z wolnej ręki, a z drugiej… kupił ją jako prezes Optymusa. W tym ewidentnym konflikcie interesów Kamil W. nie widział nic złego, a przesłuchany przez prokuraturę nie przyznał się do winy.

Do winy nie przyznała się też Anna Sz. Zeznała, że dopiero u notariusza dowiedziała się, że kupującym nieruchomość przy Gąsienicowej jest Optymus i reprezentujący tę spółkę jej pełnomocnik Kamil W. Nie była przy tym w stanie wyjaśnić, dlaczego nie zamieściła informacji o sprzedaży tej nieruchomości w sprawozdaniu dla sądu. A przedstawicieli Raiffeisena nie poinformowała o wszystkim, bo… potrzebowała czasu na wyjaśnienie sprawy.

Podejrzany biegły

Anna Sz. nie przyznała się też do zarzutu dotyczącego sprzedaży po zaniżonej cenie innej z nieruchomości Extreme Projects – lokalu położonego przy ulicy Walecznych. Anna Sz. sprzedała go za 345,1 tys. zł, choć biegły wycenił jego wartość na co najmniej 563,8 tys. zł. I w tym wypadku Sławomir B. wyraził zgodę na sprzedaż nieruchomości z wolnej ręki. Co ciekawe, zrobił to, mimo że nie rozpoznał złożonych wcześniej zarzutów Raiffeisena dotyczących opisu i oszacowania wartości lokalu przy Walecznych.

16 września 2013 r. Sławomir B. przyznał pisemnie, że wydając zgodę przed rozpoznaniem zarzutów, pomylił się, a cała sytuacja „nie powinna mieć miejsca”. Uchylenie wcześniejszego postanowienia i w tym wypadku było jednak typową musztardą po obiedzie. Sześć dni wcześniej, 10 września 2013 r., Anna Sz. zdążyła już bowiem sprzedać lokal przy Walecznych.

Łączna szkoda Konsorcjum Inwestycyjnego II i Extreme Projects, a tak naprawdę ich niezaspokojonych wierzycieli, poniesiona na sprzedaży po zaniżonych cenach ich nieruchomości, sięgnęła prawie 30 mln zł. Według prokuratury jej wyrządzenie było możliwe również dzięki Markowi S., biegłemu rzeczoznawcy majątkowemu, który przygotował „lewe” operaty szacunkowe wszystkich trzech nieruchomości.

Marek S. miał stworzyć je wspólnie i w porozumieniu z Tomaszem G., jednym z najbliższych współpracowników Tomasza S., który jednak nie poniesie odpowiedzialności, bo zmarł w 2016 r. Marek S. usłyszał natomiast trzy zarzuty, dotyczące poświadczenia nieprawdy i złożenia w sądzie fałszywych wycen. Nie przyznaje się do żadnego z zarzucanych mu czynów.

Wcześniej sprawę badała komisja odpowiedzialności zawodowej rzeczoznawców majątkowych. W prawomocnym postanowieniu stwierdziła, że Marek S. w bardzo poważnym stopniu naruszył przepisy prawa w zakresie wycen nieruchomości, co skutkowało rażącym zaniżeniem ich wartości. W konsekwencji zawiesiła Markowi S. uprawnienia rzeczoznawcy majątkowego na jeden rok.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane