Na najnowsze wyniki finansowe Orlenu, czyli opublikowany w czwartek raport za pierwsze półrocze 2023 r., trzeba jeszcze patrzeć poprzez pryzmat dopiętej w zeszłym roku fuzji z Lotosem i PGNiG. Lotos został wchłonięty w sierpniu 2022 r, a PGNiG w listopadzie 2022 r., dzięki czemu powstał koncern multienergetyczny, największa firma w naszym regionie Europy. Stąd skok wyników, jeśli porównujemy tegoroczne liczby z pierwszym półroczem 2022 r.
Przychody Orlenu wzrosły zatem ze 103 do 185 mld zł, przy czym koncern szacuje, że około 75 mld zł z tego wzrostu to czysty efekt przyłączenia Lotosu i PGNiG. Zysk EBITDA (zysk operacyjny plus amortyzacja) skoczył z 11,6 do 23,7 mld zł, a zysk netto z 6,5 do 13,65 mld zł.
Spowolnienie ciąży
Na poziomie przychodowym i operacyjnym rynek spodziewał się jednak skoku jeszcze większego, co obrazuje konsensus przygotowywany przez PAP.
Menedżerowie Orlenu wyjaśniali w czasie czwartkowej prezentacji, że odczuwalny był m.in. spadek konsumpcji oleju napędowego wynikający ze spowolnienia gospodarczego, widocznego w Polsce, Niemczech i Czechach, gdzie Orlen prowadzi sieci stacji. Wzrost widać było jedynie na Litwie. Ponadto eksperci Orlenu podkreślali znaczenie niższych notowań produktów rafineryjnych, produktów petrochemicznych oraz węglowodorów, czyli ropy i gazu.
Zeszłoroczne kontrakty sprzyjają
Rzut oka na wyniki segmentów działalności Orlenu, których po fuzjach jest aż siedem, pokazuje, że w drugim kwartale spadki zaliczyło sześć z nich. Na plusie był zaś tylko jeden – gaz, rozumiany jako dystrybucja oraz obrót i magazynowanie. Dodał Orlenowi do wyniku operacyjnego aż 5,6 mld zł.
Przedstawiciele Orlenu wyjaśniają, że ten dobry wynik jest efektem zeszłorocznego kryzysu na tym rynku, wzrostu cen i ogólnej niepewności, które przełożyły się na sposób kontraktacji gazu przez klientów. Kupowali z wyprzedzeniem, w wysokich cenach, tymczasem dziś światowe ceny gazu są relatywnie niskie. Orlen sprzedaje więc surowiec z ceną z zeszłego roku, a pozyskuje go, również dzięki własnemu wydobyciu, o wiele taniej. Spadek cen wpływa też na zmniejszenie kosztów obracania gazem na giełdzie, ponieważ koszty są procentowo zależne od bieżących cen surowca.
Wydobycie na minusie
Warto jednak pamiętać, że to, co sprzyja handlowi gazem i ropą, szkodzi finansowo wydobyciu tych surowców. Dlatego spadek cen węglowodorów przełożył się na gorszy wynik tego segmentu. Ujemnie działał też segment rafineryjny (Orlen ma już siedem takich zakładów w grupie), co było skutkiem ograniczenia przerobu tańszej ropy rosyjskiej. Od pierwszego kwartału, kiedy to Rosja odcięła Polsce dostawy, Orlen przerabia w kraju ropę wyłącznie nierosyjską. Ropa ze Wschodu płynie jednak nadal do orlenowskich rafinerii w Czechach, ponieważ ten kraj, bez dostępu do morza, dopiero pracuje nad dywersyfikacją dostaw.
Słabiej radził sobie też segment petrochemii, energetyki i detalu, wzrost kosztów widać też w segmencie korporacyjnym, co Orlen wyjaśnia rozrostem grupy kapitałowej.
Ropa za 80 USD
W drugiej połowie roku Orlen spodziewa się ożywienia gospodarczego w Polsce, ale w skali całego roku - jak zapowiada spółka – zobaczymy spadek konsumpcji paliw i produktów petrochemicznych. Spadnie też zużycie gazu, w efekcie kryzysu energetycznego, wysokich cen surowca oraz oszczędności firm.
Ceny ropy Brent, według analityków Orlenu, spadną w 2023 r. do ok. 80 USD za baryłkę.
- Ropy na świecie jest po uszy – komentuje to Adam Czyżewski, główny ekonomista Orlenu.
Podkreśla, że popyt w skali świata wzrósł, ale podaż wzrosła jeszcze silniej, bo w czasie wysokich cen spółki uruchomiły inwestycje, które teraz przekładają się na wzrost produkcji.

