Gaz tanieje, problemy pozostają

opublikowano: 25-10-2022, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Ujemne ceny gazu, które pojawiły się na holenderskiej giełdzie, dotyczą sytuacji krótkoterminowej. Europa wciąż stoi przed zimowym wyzwaniem, ale mechanizmy zostały przetestowane.

Z tego artykułu dowiesz się:

  • z czego wynikały ujemne ceny gazu,
  • jak wyglądają perspektywy rynku gazu na 2023 rok,
  • jak analitycy prognozują ceny gazu.

To, co po wybuchu pandemii można było zaobserwować na rynku ropy naftowej - kolejki tankowców i ceny kontraktów z natychmiastowym odbiorem poniżej zera - stało się też udziałem uczestników rynku błękitnego paliwa. W Holandii na giełdzie TTF cena kontraktu “next hour” w poniedziałek zeszła do -15 EUR/MWh, a najpopularniejszego - miesięcznego - poniżej 100 EUR/MWh.

– Ujemne ceny gazu wynikały z wystąpienia wyjątkowo rzadkiej sytuacji, w której popyt na gaz był zdecydowanie mniejszy niż dostępna podaż. Co więcej, dotyczyło to jedynie kontraktu na dostawę na najbliższą godzinę, dlatego możemy taką sytuację traktować jedynie jako anomalię – zaznacza Michał Stajniak, analityk XTB.

Do takiej sytuacji doprowadziły dwa czynniki – po pierwsze wypełnienie magazynów, po drugie redukcja popytu.

– Obecnie magazyny gazu w Europie są wypełnione w ponad 93 proc., natomiast w krajach regazyfikacyjnych [czyli tam, gdzie są terminale LNG, jak np. Hiszpania - red.] wypełnienie jest jeszcze większe. Skutkuje to tym, że w momentach, kiedy elektrownie gazowe nie muszą działać na większych obrotach ze względu na relatywnie wysokie temperatury oraz wysoką produkcję ze źródeł odnawialnych, brakuje chętnych na natychmiastową dostawę gazu. Warto jednak pamiętać, że taka sytuacja może zaistnieć tylko na relatywnie mało płynnych kontraktach, gdzie dostawa musi być fizyczna. Podobna sytuacja wystąpiła na rynku ropy WTI w kwietniu 2020 r. – mówi Michał Stajniak.

Dodatkowo ciepła jesień oraz reakcja przemysłu zmniejszyły popyt.

– Skala destrukcji popytu zaskoczyła wszystkich. Po stronie przemysłowej wzmacnia to, co się dzieje u klientów indywidualnych i w sektorze ciepłowniczym w związku z dobrą pogodą. Mieliśmy okres paniki przed okresem grzewczym, gdy wszyscy chcieli uzupełnić magazyny, co w całym tym napięciu cenowym podbijało ceny. Teraz sytuacja jest odwrotna – magazyny są pełne, a popyt bieżący jest dużo niższy od standardowego – mówi Kamil Kliszcz, analityk mBanku.

Ratunek od LNG
Ratunek od LNG
Napływ LNG pozwolił obniżyć ceny gazu z rekordowych poziomów, ale przyszły rok wciąż jest niepewny - mówi Michał Stajniak, analityk XTB

Także w Polsce redukowano zużycie gazu. Grupa Azoty ograniczyła produkcję nawozów rolniczych do minimum przez 1,5 miesiąca, przeczekując okres wysokich cen gazu. Podobnie postąpiło kilkadziesiąt zakładów azotowych w całej Europie.

– Myślę, że spadek popytu już się nie będzie pogłębiać. Zmniejszenie zużycia w trzecim kwartale sięgało nawet 50 proc. w części przemysłowej, a w sieci dystrybucyjnej były kilkunastoprocentowe. Duży wpływ na to miało ograniczenie produkcji nawozów oraz wykorzystania gazu w rafineriach. W energetyce wolumeny też były mniejsze. Odreagowanie przy niskich cenach spotowych może nastąpić, ale myślę, że będzie to oportunistyczne, bo to, co się dzieje w dostawach natychmiastowych, trwa dopiero od kilku-kilkunastu dni. Sytuacja może zmieniać się w zależności od pogody, dlatego jest za wcześnie na wyciąganie wniosków w długim horyzoncie – mówi Kamil Kliszcz.

Krzywa opadła

Choć ujemne ceny są pewną aberracją, warto zwrócić uwagę, że coraz bardziej oddalamy się od szczytów cen gazu osiągniętych pod koniec sierpnia powyżej 300 EUR/MWh.

– Ceny na spocie bardzo mocno spadły. Zaczyna się normalizować sytuacja w okresie miesięcznym – kontrakty na przyszły miesiąc zeszły poniżej 100 EUR. Natomiast kontrakt roczny nadal jest w przedziale 140-150 EUR – mówi Kamil Kliszcz.

Analityk nie spodziewa się jednak powrotu do rekordów cenowych.

– Ryzyko, że cena wyznaczy nowe maksimum w przyszłym roku, jest ograniczone. To będzie kolejny rok kryzysu. Widać, że pewne mechanizmy zadziałały, pojawiają się pewne regulacje, elastyczność popytu zafunkcjonowała nawet mocniej niż zakładano. Są mechanizmy, aby rynek przetrwał, stąd katastroficznych scenariuszy na stole nie ma. Ale na twierdzenia, że od teraz ceny będą tylko spadały jest jeszcze za wcześnie – uważa Kamil Kliszcz.

Na ostatnim szczycie UE przyjęto wspólne zakupy gazu, ale wprowadzenie ograniczeń cenowych nie zyskało wystarczającego poparcia. Taki mechanizm popiera większość krajów unijnych, ale nie ma zgody co do tego, jak on miałby konkretnie wyglądać.

LNG ratuje sytuację

Wstrzymanie dostaw rosyjskiego gazu przez Nord Stream, następnie wysadzenie dwóch z trzech nitek gazociągu, a także susza podbiły ceny gazu do rekordowych poziomów. Tę lukę wypełniło LNG.

– W przypadku LNG należy pamiętać, że udało się sprowadzić sporą ilość do Europy, ale wyzwaniem będzie uzupełnienie magazynów w przyszłym roku bez dostępu do gazu europejskiego. Kraje, takie jak Australia czy Katar, mają swoich długoterminowych kontrahentów, natomiast Europa nie jest obecnie skora do podpisywania takich kontraktów. Właśnie dlatego głównym dostawcą LNG do Europy są Stany Zjednoczone, które sprzedają gaz na rynku spot. Niemniej warto pamiętać, że moce eksportowe USA również są ograniczone – mówi Michał Stajniak.

Na razie rosyjski gaz wciąż trafia do Europy gazociągiem Braterstwo, który dociera na Bałkany, do Polski czy Niemiec. Wstrzymanie dostaw tą trasą to groźba kolejnego wstrząsu, na szczęście Polska zrobiła wiele, aby uniezależnić się od gazu z Rosji.

– Polska zapewniła sobie dużą część dostaw gazu poprzez kontrakty LNG oraz otworzony niedawno gazociąg Baltic Pipe. Z drugiej strony jeśli Polska nie będzie mogła kupować gazu od takich sąsiadów, jak Niemcy, Czechy czy Litwa – jak było do tej pory - to może się okazać, że nie tylko będzie trudno uzupełnić magazyny na przyszłą zimę, ale może dojść również do problemów z dostępem do surowca wcześniej – mówi Michał Stajniak.

Włochom udało się zastąpić rosyjski gaz algierskim. Problemem pozostają Niemcy.

– Niemcy decydują się na start pływających terminali LNG oraz chcą rozpocząć budowę gazociągu z Hiszpanii, która nie tylko sprowadza spore ilości LNG, ale ma również dostęp do rynku gazu afrykańskiego. Niemniej obecnie trudno wskazać, jak bardzo będzie napięty rynek w przyszłym roku, gdyż kluczowym aspektem jest to, ile gazu zostanie zużyte podczas nadchodzącej zimy – mówi Michał Stajniak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane