Gdy Costa del Sol tańsze od Warszawy

Agnieszka Zielińska
19-06-2008, 00:00

Polski rynek nieruchomości tkwi w stagnacji. Za to mieszkania wakacyjne sprzedają się dobrze nie tylko w Polsce, ale też za granicą. Takie nieruchomości mogą stać się alternatywą dla inwestowania na giełdzie.

Komfortowy apartament w Turcji kosztuje dziś o połowę mniej niż podobne mieszkanie w Warszawie. Luksusowy lokal w Dubaju lub w Malezji można kupić, nie ruszając się z kraju. Nieruchomości wakacyjne to dziś nowy interesujący sposób na lokowanie pieniędzy. Zdaniem ekspertów, hossa na tym rynku dopiero się zaczyna.

Cena za widok

Dom Zdrojowy w Jastarni dzieli od plaży zaledwie kilkanaście metrów.

Z okien apartamentów położonych na ostatnich kondygnacjach ponad wierzchołkami sosen rozciąga się wspaniały widok na morze. Niestety, trzeba za niego jednak słono zapłacić. Ceny za pobyt weekendowy zaczynają się tu od ponad 1000 zł od osoby.

Mimo wysokich cen w Domu Zdrojowym nie brakuje jednak gości.

Jeszcze kilka lat temu, aby spędzić czas w podobnych warunkach, trzeba było wyjechać za granicę. Dziś również w Polsce pojawia się coraz więcej luksusowych obiektów wypoczynkowych. Poza wysokim standardem wyróżnia je to, że każdy może stać się właścicielem jednego lub kilku znajdujących się w nim apartamentów.

Chętnych nie brakuje. O ile rynek mieszkaniowy w dużych miastach pogrążył się w stagnacji, o tyle mieszkania wakacyjne sprzedają się dobrze.

Przykład?

— Apartamenty w Wiśle zaczęliśmy sprzedawać 25 września 2007 r. Pierwszego października sprzedaż została zakończona. Trwała więc zaledwie cztery dni. W innej naszej inwestycji, w Karpaczu, w ramach pierwszego etapu sprzedaliśmy 32 z 34 apartamentów — mówi Jacek Twardowski, dyrektor duńskiej firmy Kristensen Group. Spółka buduje obecnie rezydencje na Mazurach oraz apartamenty nad morzem i w górach.

Co sprawia, że apartamenty wakacyjne cieszą się taką popularnością?

— Zyski z wynajmu można czerpać praktycznie przez cały rok. Dodatkowy plus? Aby stać się właścicielem trzech luksusowych lokali w turystycznych miejscowościach, nie trzeba nabywać ich w całości. Wystarczy kupić udział — wyjaśnia dyrektor Kristensen Group.

Jego firma nie ogranicza się do działalności tylko w Polsce. Luksusowe apartamenty buduje m.in. w Turcji i na Majorce. Coraz częściej kupują je Polacy.

— W większości są to nasi klienci, którzy kupili od nas apartamenty w Polsce. Zakup kilku nieruchomości wakacyjnych w różnych miejscach świata to dla nich dobry sposób na dywersyfikację inwestycyjnego portfela — ocenia Jacek Twardowski.

Wynajem opłacalny

Do kupowania zagranicznych nieruchomości zachęcają dziś wyjątkowo atrakcyjne ceny. Dom w Chorwacji, położony kilkadziesiąt metrów od plaży, kosztuje około 600 tys. zł. W Hiszpanii można z kolei znaleźć 120-metrowy apartament położony w nadmorskiej turystycznej miejscowości już za blisko 700 tys. zł.

Do niedawna koszt zakupu apartamentu w Hiszpanii zwracał się już po kilku latach. A ceny domów na hiszpańskim Costa del Sol oraz Costa Blanca rosły co najmniej o 20 proc. rocznie.

Dziś tamtejszy rynek dopadła stagnacja, a ceny nieruchomości wakacyjnych przestały rosnąć. Jednak wciąż da się zarobić na ich wynajmie.

Ile można zyskać? Sezon w Hiszpanii trwa co najmniej od czerwca do września. Turysta za wynajem trzypokojowego apartamentu na Costa Blanca płaci od ok. 500 EUR za tydzień. Poza sezonem stawka spada do 150 EUR tygodniowo. Przez rok można zyskać w ten sposób około 13 tys. EUR.

Sezon turystyczny trwa długo również w Chorwacji. Na razie jest tam stosunkowo tanio, ale za kilka lat, gdy kraj wejdzie do Unii Europejskiej, ceny nieruchomości na pewno wzrosną. Niestety, kupno domu w Chorwacji to rozwiązanie dla cierpliwych, bo trzeba spełnić wiele administracyjnych warunków.

— Na zakup innej nieruchomości niż mieszkanie potrzebne jest zezwolenie chorwackiego ministerstwa, odpowiednika polskiego MSWIA. Niestety, czeka się dość długo. Nasza firma ma w Chorwacji swojego rezydenta, który w takich sytuacjach pomaga klientom — mówi Piotr Cicharski z Carismy.

Na to trzeba uważać

Problemów nastręczają również inwestycje w Bułgarii, gdzie do niedawna ceny nieruchomości rosły nawet o 50 proc. i więcej. Był to rezultat wejścia tego kraju do Unii Europejskiej w styczniu ubiegłego roku. Niestety, zdaniem ekspertów, czas najlepszych okazji w Bułgarii już minął, a inwestowanie na tamtejszym rynku przysparza dziś sporo trudności. Powodem są ukryte obciążenia. Płacąc np. za metr kwadratowy mieszkania w Bułgarii około 1 tys. EUR, faktycznie wydaje się 1,5 tys. Bułgarzy podają ceny netto wraz ze ścianami, balkonem i częścią wspólną korytarza, dlatego rzeczywista powierzchnia mieszkania jest o 30 proc. mniejsza. Kupując mieszkanie w Bułgarii, nie uzyskuje się też udziału we własności gruntu, na którym znajduje się budynek. Bułgarzy w obawie przed masowym wykupieniem ziemi przez zagranicznych inwestorów wprowadzili okres przejściowy do 2012 r. Cudzoziemiec jako osoba fizyczna nie może zatem stać się w tym kraju właścicielem gruntu.

Sposobem na obejście tych przepisów jest założenie spółki celowej, która z kolei może nabyć ziemię. W praktyce wygląda to tak, że grunt po okresie przejściowym automatycznie przejdzie na jej własność.

Kolejny problem stanowi to, że wielu deweloperów i pośredników przedstawia swoje inwestycje w fazie projektu. Na miejscu często okazuje się, że wokoło nie ma nawet dróg. Inwestowanie na bułgarskim rynku wymaga więc wytrwałości.

Kuszenie egzotyką

Poza Europą polskich inwestorów kusi dziś także egzotyka: apartamenty w Malezji, w Dominikanie, a nawet w Dubaju. Poza wspaniałą przyrodą i słońcem przez cały rok, dalekowschodnie rynki oferują dziś dużo wyższą stopę zwrotu z inwestycji niż nieruchomości w Europie. Koniunkturę próbują wykorzystać polskie agencje nieruchomości, oferując apartamenty lub domy w tym rejonie.

Gra jest warta świeczki. Komfortowe 60-metrowe mieszkanie w powstającej inwestycji na terenie Dubaj Sports City kosztuje około 137 tys. EUR, czyli jakieś 493 tys. zł. To cena zbliżona do średniej ceny mieszkań we Wrocławiu i niższa niż w Warszawie.

Z kolei w ofercie Klubu Inwestora firmy redNet Investment znajdują się m.in. luksusowe apartamenty w Dominikanie. Inwestycja jest w trakcie realizacji, a znajduje się w regionie Punta Cana nad Morzem Karaibskim.

Najtańszy apartament kosztuje tam 2650 USD za mkw., zaś najdroższy blisko 11 tys. W pakiecie kupujący dostaje też gwarancję 8 proc. zwrotu z inwestycji przez okres do 10 lat, o ile wynajmie zakupione mieszkanie. Nie interesują go też żadne koszty administracyjne. Nie płaci podatku dochodowego ani VAT.

Dominikana to nie jedyny kraj, do którego dotarła firma redNet. W maju 2008 r. oferowała również 40 apartamentów w Malezji. Wszystkie sprzedały się w zaledwie kilka dni.

Ceny? Za apartament w okolicy słynnych bliźniaczych wież Petronas Towers w Kuala Lumpur pod koniec ubiegłego roku trzeba było zapłacić zaledwie 3 tys. zł za mkw. Za takie pieniądze w Warszawie niczego się dzisiaj nie kupi.

— Stopy zwrotu w Kuala Lumpur są dużo wyższe niż w Europie. Przykładowo w Hiszpanii ceny są już przewartościowane, a rynek znajduje się w fazie odwrotu — podkreśla Robert Chojnacki, prezes redNet.

Jego zdaniem, wiele osób, które w ciągu ostatnich trzech lat zarobiły na nieruchomościach w Polsce, wykorzysta szansę, która teraz się przed nami otwiera poza naszym krajem. l

W Berlinie i Budapeszcie taniej

Pomimo schłodzenia koniunktury ceny nieruchomości w Polsce wciąż trzymają się mocno. Taniej niż w Warszawie jest np. w Berlinie. Metr kwadratowy apartamentu w nowym budownictwie w stolicy Niemiec kosztuje około 6 tys. zł. Tymczasem w Warszawie średnia cena mkw. wynosi około 9 tys. Niemcy jako jedyny kraj w Europie ominęły wzrosty cen nieruchomości. Dlatego inwestorzy już szukają tam okazji do zbicia fortuny. W ubiegłym roku banki i fundusze inwestycyjne zainwestowały w niemiecki sektor mieszkaniowy ponad 10 mld EUR.

Atrakcyjnie niskie ceny nieruchomości są obecnie również na Węgrzech. W Budapeszcie za 1 mkw. trzeba zapłacić średnio od 4 do 5 tys. zł. Dwupokojowe mieszkanie w ścisłym centrum stolicy Węgier kosztuje w przeliczeniu 250 tys. zł. Na oddalone od centrum o 15 minut jazdy trzeba zaś wydać około 150 tys. zł.

Natomiast za 700 tys. można stać się właścicielem 100-metrowego apartamentu w XIX-wiecznej kamienicy położonej 200 metrów od Dunaju. Zagraniczne firmy korzystają z chwilowego ochłodzenia koniunktury na Węgrzech i wykupują tam całe budynki. Adaptują je na komfortowe apartamenty i sprzedają po cenie od 15 do 20 tys. zł za mkw.

Agnieszka Zielińska

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Zielińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / / Gdy Costa del Sol tańsze od Warszawy