Gdy rozum przegrywa z demonami

Rozmawiała Małgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 21-11-2019, 22:00

To mit, że ograniczenie hodowli zwierząt uwolni ziemię — twierdzi Piotr Kulikowski, prezes Indykpolu. Choć szanuje konsumenta, będzie postępował zgodnie z tym, w co wierzy, czyli produkował dobre mięso

„PB”: Czy polscy producenci mięsa inwestują w substytuty roślinne lub hodowlę mięsa?

Piotr Kulikowski: Niektóre firmy inwestują w substytuty mięsa. Nie słyszałem, żeby któraś zajmowała się jego hodowaniem. Może dlatego, że hodowla mięsa w probówce wygląda trochę inaczej, niż przedstawiają to zajmujące się tym firmy. Mięso z probówki pochodzi z komórek macierzystych lub wyodrębnionych komórek mięsnych, ale komórka nie będzie rosła, żywiąc się powietrzem i słońcem. Potrzebuje tzw. bulionu, a koszt jego przygotowania jest znacznie większy niż paszy dla zwierzęcia. Ponadto wynalazcy skrzętnie ukrywają informacje o systemie sterowania komórką. Komórka mięśniowa nie jest bakterią, nie jest zdolna do samodzielnego funkcjonowania. Dlatego dzisiejsze technologie opierają się na pozyskaniu ze zwierząt krwi, z której odsącza się związki chemiczne sterujące komórkami i organami. Dopiero wzmocnienie bulionu tymi związkami powoduje, że komórka zaczyna prawidłowo rosnąć. Każdy kilogram hamburgerów z probówki jest okupiony śmiercią żywych zwierząt.

A co pan powie o modzie na ograniczanie spożycia mięsa, czyli fleksitarianizmie?

Wychowywałem się w komunie, gdy poniedziałki były bezmięsne, bo tak sobie wymyślili komuniści, a piątki były bezmięsne, bo tak chciał Kościół. Jedliśmy wtedy dużo więcej warzyw, owoców, produktów bezmięsnych i nikt wtedy do tego nie dorabiał wielkiej ideologii. Polska kuchnia jest bogata w produkty bezmięsne, z którym można ułożyć doskonałe menu. Wielokrotnie powtarzałem — i tym się różnię od moich kolegów z branży — że ludzie powinni jeść mniej mięsa niż w cywilizacji zachodniej, w której je się 60-80 kg rocznie. Mniej, ale zdrowszego.

Dyskusję o podstawowym problemie próbuje się jednak zastąpić teoriami i hasłami, a prawdziwym problemem jest to, że wszelkie obciążenia naszej planety są powodowane przez ludzi, których za 100 lat może być już 15 miliardów. Cokolwiek byśmy wymyślili, spowodują obciążenie planety. Na tym powinniśmy się skoncentrować.

Skąd się bierze trend wege?

Jest spowodowany trzema motywacjami. Pierwsza — etyczna. Trudno z nią dyskutować, jako prezes Indykpolu i Krajowej Rady Drobiarstwa uważam, że branża powinna poprawiać dobrostan zwierząt. Jeżeli ktoś mówi: nie jem mięsa z powodów etycznych, trzeba to uszanować, ma takie prawo. Mam jednak wątpliwości do dwóch pozostałych motywacji: zdrowotnej i ekologicznej. Nigdzie nie znalazłem wiarygodnych badań wskazujących, że całkowite przejście homo sapiens na dietę bez białka zwierzęcego jest dobre. Najbardziej frustrujący jest dla mnie aspekt ekologiczny, bo świadczy o tym, jak rozum przegrywa z demonami, jak ignorancja używająca nośnych sloganów potrafi ludziom namieszać w głowie. To mit, że rezygnacja z produkcji mięsa da więcej ziemi na lasy. Dżungla amazońska będzie wycinana pod uprawę soi, której ludzie będą potrzebowali więcej. Kolejnym dowodem na mieszanie pojęć jest mówienie o ekoprodukcji — zagrodowej, XVII-wiecznej, która mniej obciąża środowisko.

Amerykanie zrobili bardzo dokładne badania, z których wynika, że tylko ciężarówek wożących paszę i żywiec musiałoby być o 80 tys. więcej niż dziś. Miastowi chcieliby, żeby na wsi mnóstwo osób produkowało dla nich tanią żywność w tradycyjny sposób. To się ekonomicznie, biologicznie i środowiskowo nie składa. Wszystkie badania dowodzą, że jeśli chcemy wyżywić świat, to produkcja przemysłowa obciąży środowisko mniej. Nie rozumiem postępowania moich kolegów, którzy zaczynają produkować substytuty mięsa. Jestem dumny, że wytwarzamy bezpieczne, dobre, zdrowe produkty, relatywnie mało obciążające środowisko. Jest tyle fajnych rzeczy, na które mogę przeznaczyć energię: starać się produkować jak najlepsze mięso, zaoszczędzić jak najwięcej energii i wody — to są rzeczy, które mnie o wiele bardziej pasjonują niż próby wychodzenia naprzeciw konsumentom, którzy oszukani i zmanipulowani podejmują takie, a nie inne decyzje. Szanuję konsumenta, ale mam prawo robić to, w co sam wierzę.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiała Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy