Naga prawda: najsłabszym ogniwem w systemach zabezpieczeń przed szpiegostwem komputerowym są pracownicy firmy.
„Puls Biznesu”: Zabezpieczenie przed szpiegostwem komputerowym to coraz poważniejszy problem w wielu firmach. Jak sobie z nim radzić?
Radosław Maćkiewicz, prezes Stowarzyszenia Informatyków Polskich:Żaden, nawet najbardziej kosztowny i skomplikowany system bezpieczeństwa w stu procentach nie zabezpieczy naszej firmy przed hakerami i wirusami. Generalna zasada mówi, że polityka bezpieczeństwa jest na tyle dobra, na ile dobre jest jej najsłabsze ogniwo. A najsłabszym ogniwem w systemach zabezpieczeń przed szpiegostwem komputerowym są, niestety, pracownicy firmy. Oni doprowadzają do wielu strat i niepotrzebnych problemów, wchodząc na niebezpieczne strony, otwierając niebezpieczną pocztę czy nie zabezpieczając dostępu do swoich komputerów hasłami. Hasła powinny być trudnym do odgadnięcia ciągiem znaków i należy je jak najczęściej zmieniać.
A firma, mimo lekkomyślności swoich pracowników, nie może stworzyć jakiejś zapory dla hakerów i wirusów?
Może. Główną rolę gra tu infrastruktura zabezpieczająca przed włamaniami z sieci zewnętrznych. Dostęp niepożądanych aplikacji do sieci firmowych blokują tak zwane firewalle. Jest kilka rodzajów takich zapór. Najbardziej rozbudowane są sprzętowe. Najtańsze można kupić za kilkaset złotych. Mogą być również firewalle aplikacyjne, czyli w formie oprogramowania — dość często wykorzystywany jest tu system Unix. Najprostsze zapory są dołączane do systemów antywirusowych. Warto też zablokować na serwerze proxy dostęp pracowników do prywatnych skrzynek e-mailowych czy szczególnie niebezpiecznych stron internetowych. Firmy, które mają bardzo rozbudowaną politykę bezpieczeństwa, stosują nawet galwaniczne sekwencyjne odseparowanie od sieci.
Co to takiego?
Polega to w skrócie na tym, że tylko umieszczony w firmie serwer pocztowy, używany do odbierania i wysyłania służbowych e-maili, łączy się z internetem. Komputery pracowników są od sieci odłączone. Serwer łączy się z internetem sekwencyjnie, tylko na krótkie chwile, kiedy co jakiś czas odbiera i wysyła przyjętą lub nadaną przez pracowników pocztę. Takie rozwiązanie ma na przykład administracja rządowa.
A systemy antywirusowe? Prawie nic pan o nich nie mówi.
Bo to powszechnie znana, najbardziej podstawowa ochrona. Dla — na przykład — średniej firmy raczej niewystarczająca.
Ale chyba warto ją mieć?
Tak, to zabezpieczenie powinno być na każdym, nie tylko firmowym, komputerze.
Według firmy Earthlink, co trzeci użytkownik komputera ma zainstalowanego szpiegowskiego konia trojańskiego. Co może taki koń, jak go wykryć i jak się przed nim zabezpieczyć?
Są dwa rodzaje takich niebezpiecznych aplikacji — typowa aplikacja szpiegująca, która instaluje się na twardym dysku, czyli tak zwany spyware, oraz aplikacja uproszczona — adware — w formie okienka wyskakującego podczas przeglądania stron internetowych. Te drugie mogą zbierać tylko niektóre informacje, na przykład o parametrach firmowego sprzętu komputerowego.
Najprościej wykryć lub nie dopuścić do zainstalowania się na komputerze konia trojańskiego za pomocą specjalnych programów — dla przykładu Microsoft Antispyware. Jeżeli nie mamy programu zabezpieczającego, to na obecność „agenta” w naszym komputerze wskazuje choćby ponadnormatywne obciążenie procesora lub twardego dysku, co sprawia, że komputer wolniej działa. Warto także korzystać z filtrów antyspamowych, które zabezpieczą firmę przed otrzymywaniem e-maili reklamowych. Według różnych źródeł od 50 do 80 proc. e-maili w sieci to spam. Oczywiście programy zabezpieczające trzeba tak skonfigurować by służyły zgodnie z potrzebami firmy.
Czy mógłby się pan pokusić o podliczenie kosztów wprowadzenia w firmie, która nie zatrudnia informatyków, bezpiecznej polityki IT, ze wszystkimi firewallami, blokującymi pocztę serwerami i antyspywerami?
Zależy to od tego, ile przedsiębiorstwo ma własnej infrastruktury komputerowej i jakiej ona jest jakości. Przygotowanie projektu kosztuje kilka tysięcy złotych netto. Wdrożenie, w razie braku odpowiedniego sprzętu w firmie, może kosztować nawet i czterdzieści lub pięćdziesiąt tysięcy złotych.
Drogo.
Bezpieczeństwo kosztuje. Ale w razie potrzeby Stowarzyszenie Informatyków Polskich może udzielić kilku wskazówek za darmo.
Okiem praktyka
Dostęp ograniczony
W No Limit dbamy o bezpieczeństwo IT na kilka sposobów. Łącze internetowe zabezpiecza działanie dwóch niezależnych łączy radiowych. Oba kończą się na routerze, który jest skonfigurowany w taki sposób, by w razie niedostępności jednego łącza drugie je w pełni zastępowało. Zabezpieczenie sieci LAN i internetu oraz serwera WWW i poczty elektronicznej dla kilku domen realizujemy za pomocą tego samego firewalla.
Dostęp do komputerów jest także kontrolowany przez przepisy porządkowe i regulamin firmy. Dostęp do serwerowni mają jedynie informatycy z firmy administrującej siecią i osoby upoważnione. Nasza sieć wykorzystuje domenę systemu Windows 2000 Native. Autoryzacja użytkowników następuje poprzez zalogowanie się do systemu za pomocą statycznego loginu i hasła. Czas trwania i format hasła jest limitowany.
Wojciech Siwoń z działu informatyki firmy logistycznej No Limit