Gdynia Główna na czerwonym świetle

Beata Chomątowska
07-08-2006, 00:00

Tegoroczna przebudowa stacji Gdynia Główna, od której miała ruszyć modernizacja trasy do stolicy, stanęła pod znakiem zapytania.

Prace nad przekształceniem Gdyni Głównej w nowoczesny węzeł kolejowy miały ruszyć od razu po podpisaniu kontraktu przez wykonawcę i potrwać 36 miesięcy. O realizację inwestycji ubiegały się cztery konsorcja: Volker Rail wspólnie z wrocławskim Dolkomem, PRK7 do spółki z firmą Agat z Koluszek, Budimex Dromex wraz z Ferrovialem oraz konglomerat firm Torpol, PKP Energetyka, Rebeka Radom i Pomorskie Przedsiębiorstwo Mechaniczno-Torowe. Na pierwszy etap — wymianę torów, instalacji, urządzeń do kierowania ruchem i odwodnienie torowisk — przeznaczono ponad 27 mln EUR (ponad 105 mln zł). Komu przypadną te pieniądze, wciąż nie wiadomo —ogłoszony w kwietniu przez PKP Polskie Linie Kolejowe (PKP PLK) przetarg został właśnie unieważniony. Powód? Zbyt wysokie kwoty podane przez oferentów.

— Zaczyna się procedura odwoławcza. Jeśli wysokość ofert, które wpłyną w kolejnym terminie, nadal nie będzie odpowiadać memorandum, będzie trzeba zastanowić się nad jego modyfikacją. Inna możliwość to rezygnacja z części zakresu rzeczowego zamówienia, ale na to musiałaby zgodzić się Unia Europejska — mówi Krzysztof Łańcucki, rzecznik PKP PLK.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że jeden z oferentów przekroczył kosztorys inwestorski zaledwie o 0,7 proc. Tak niewielka różnica może oznaczać, że przyczyną zawyżenia oferty były różnice kursowe, na których niekorzystny wpływ skarżą się firmy współpracujące z PKP PLK. Jak pisaliśmy w „PB”, problem zasygnalizował władzom spółki Jerzy Wawruk, szef Sekcji Budownictwa Kolejowego w Izbie Gospodarczej Transportu Lądowego. Mają zastanowić się wspólnie, jak go rozwiązać.

— Jestem zaskoczony unieważnieniem przetargu. Będziemy walczyć o jego przywrócenie — zapowiada Przemysław Wróbel, wiceprezes PRK7, firmy biorących w nim udział.

Procedura odwoławcza może potrwać nawet trzy miesiące. Jeśli w terminie nie zostanie wyłoniony wykonawca, robót nie uda się rozpocząć w 2006 r., co oznacza utratę przez PKP PLK środków przeznaczonych na ten cel z tegorocznego budżetu.

— Byłoby to dla nas bardzo niekorzystne — mówi Krzysztof Łańcucki.

PKP PLK dostają na inwestycje współfinansowane z programów unijnych coraz więcej pieniędzy, jednak mają spore kłopoty z ich wykorzystaniem. Na poślizg w podpisywaniu i realizacji kontraktów wpływają m.in. opóźnienia w przygotowaniu projektów. Wykonawcy szacują, że do końca roku spółka może nie wchłonąć więcej niż 66 proc. przyznanych jej środków.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Beata Chomątowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Gdynia Główna na czerwonym świetle