Gdzie Odys romansował z Kalypso

Karolina Guzińska
opublikowano: 04-07-2003, 00:00

Legenda głosi, że statek Odyseusza — mitycznego, greckiego podróżnika — osiadł na mieliźnie na wyspie Mljet. Odys spotkał tu nimfę Kalypso. Zakochał się i ponoć przeżyli razem niezapomniane chwile... Dziś została po nich tylko jaskinia. Jedna z wielu turystycznych atrakcji Chorwacji.

— Bardzo romantyczny kraj! Chyba myślała tak Agatha Christie, bo swój miesiąc miodowy spędziła w Dubrowniku — mówi Monika Marcinkiewicz, konsultant Narodowego Ośrodka Informacji Turystycznej Republiki Chorwacji.

Ponad cztery lata mieszkała w miejscowości Vodice (Dalmacja). Wśród Chorwatów.

— Zazdrościłam im luzu, zrelaksowanego stylu życia... Tego, że dążą do kontaktu z drugim człowiekiem — w tym kraju nie da się być samotnym! W knajpkach ludzie zapraszają obcych do stolików, na ulicy nieznajomi pozdrawiają się nawzajem, w sklepach obowiązuje small talk z ekspedientką... I wprost nie do pomyślenia, by nie znać swoich sąsiadów — twierdzi.

Co sprawia, że Chorwaci żyją bez stresu, a popularnym powiedzonkiem jest: „Bit će bolje” — „Będzie lepiej”? Klimat! — bez wahania odpowiada Bojan Baketa, dyrektor Narodowego Ośrodka Informacji Turystycznej Republiki Chorwacji. I wielokulturowe wpływy: z Włoch, Austrii, Bośni, Węgier — dodaje.

Od 2 lat mieszka w Warszawie. Kiedy przyjechał, nie znał ani słowa po polsku.

— Ale nauczyłem się szybko... Podobieństwo naszych języków sprawia, że i Polacy czują się świetnie w Chorwacji. Łatwo im się porozumieć już po kilku dniach pobytu — uważa Bojan Baketa.

Turyści z Polski są tym mile zaskoczeni, jednak — z góry zakładając, że rozumieją i są rozumiani — wpadają w zabawne sytuacje. Na przykład, kiedy pytany o drogę Chorwat życzliwie odpowie: „pravo” — skręcają...

—„Pravo” to po chorwacku: „prosto”. Z kolei wyraz „prosto” znaczy: „wulgarny”. A „awantura” to w naszym języku nic innego jak „przygoda” — wyjaśnia Bojan Baketa.

Przykłady lingwistycznych „fałszywych znaczeń” można mnożyć. Ot, choćby polskie „już”. Kiedy słyszy je Chorwat, myśli, że ktoś chce „jeszcze”.

— Też to mylę! Parę razy jechałem samochodem z polskimi przyjaciółmi, którzy — chcąc bym się zatrzymał — mówili: już! A ja, zamiast hamować, naciskałem pedał gazu — opowiada Bojan Baketa.

Chorwacki mąż twierdzący, że jego żona jest: „vrijedna” uważa ją za pracowitą. A jeśli powie: „trudna” — niebawem powiększy im się rodzina... Z kolei Polacy słysząc: „polako” sądzą, że o nich mowa. Tymczasem znaczy to: „powoli” — słowo często używane przez wyluzowanych Chorwatów. I jeszcze jedno — swojsko brzmiąca „godina” to po chorwacku cały rok! Ale śmieszne wpadki językowe dodają tylko smaku wzajemnym kontaktom. Zresztą, od czego mamy ręce? Gestykulacja tłumaczy wszelkie nieporozumienia.

Chorwaci przywiązują wagę do dobrego jedzenia i wina. Celebrują posiłki, uwielbiają przesiadywać w knajpkach ze znajomymi. Wielu rozpoczyna dzień w kawiarniach — z gazetą i kawą.

— Jest gdzie pójść! W małej wiosce potrafi być 40 knajpek — każdy chce mieć swoją, nawet jeśli obrót nie będzie duży — dorzuca Monika Marcinkiewicz.

Chorwacka kuchnia łączy tradycje turecko-orientalne, bałkańskie, greckie, austriackie. Dość, by zaspokoić wyrafinowane podniebienie. Do typowych chorwackich dań zalicza się minestra — zupa jarzynowa z ryżem i parmezanem. Smakosze cenią też zupę z mięsa jagnięcego. Za delikates uchodzi pršut — suszona na dworze wieprzowa szynka, podawana z pepperoni, grzybami, oliwkami, serami. Podstawą tradycyjnej kuchni na wybrzeżu są ryby — np. pieczone na ruszcie — i owoce morza. Przysmakiem jest sałatka z ośmiornicy na zimno czy ostrygi z lodami i cytryną. A z mniej wymyślnych dań — risotto z małżami, krewetkami, a nawet mątwą (tzw. czarne risotto). Swój raj znajdą tu amatorzy trufli — „białego złota” Istrii, wyjątkowo bogatej w rzadkie, białe trufle. Osiągają one astronomiczne ceny za kilogram, a przyrządza się je z kopytkami, makaronem, małżami, kotletami, jajami albo podaje na deser z serem i miodem.

— Miejscowi poszukiwacze trufli — i wielu turystów — wykorzystują jesienne dnie i noce do „polowania”. Wyruszają ze specjalnie tresowanymi psami. W Chorwacji mówią, że to musi być kundel, bo psy rasowe mają genetycznie zakodowane zapachy, które rozpoznają — mówi Monika Marcinkiewicz.

Chorwackie wina. Można je kupić zarówno w sklepie, jak i u gospodarzy. To specyfika tego kraju.

— „Domowa produkcja trunków” — to w Polsce źle brzmi, ale tu jest całkowicie legalna! Robi to każdy, kto ma winnicę. Ja z ojcem destyluję 7 rodzajów rakii! Takie hobby.... — zapewnia Bojan Baketa.

Twierdzi, że nigdy nie kupuje wina ani rakii w sklepach. Bo „domowe” to synonim jakości.

Turyści mogą uczestniczyć w zbiorach oliwek, pomarańczy, kasztanów — tym zajmuje się wielu Chorwatów po sezonie wakacyjnym. Są chętni, bo jesiennym zbiorom towarzyszą lokalne fiesty. A gdy nadchodzi zima, nastaje czas karnawału. Pochody przebierańców spotyka się wszędzie.

— Chorwaci świętują cały karnawał — nie tylko początek i ostatki, jak my. Każda miejscowość ma wyznaczony dzień na własny festyn. Ludzie planują przebrania wiele tygodni wcześniej — dzieci, dorośli, starcy. Wszyscy — opowiada Monika Marcinkiewicz.

Chorwacki karnawał ma dwie twarze. Międzynarodowa impreza w Rijece — jedna z największych w Europie — gdzie na bal w Pałacu Gubernatora zjeżdżają osobistości ze świata polityki i kultury. I karnawał wiejski, którego najbarwniejszą częścią są tradycyjne procesje zwonczarów (dzwonników). Obchody zaczynają się 17 stycznia, w dniu św. Antoniego, patrona pasterzy i bydła. Zwonczarzy obchodzą okoliczne wsie. Wszędzie są mile goszczeni. Czasem dostają dary — jajka, mięso, pieniądze... Wieczorem szykują kolację, w której uczestniczy każdy, kto ma ochotę.

— Zwonczarzy idą opatuleni w baranie skóry, kryjąc twarze za maskami zwierząt. Pobrzękują przewieszonymi u pasa dzwonami. Ich dźwięk odstrasza złe duchy... Rodowód tego zwyczaju tłumaczą dwie legendy. Pierwsza głosi, że w XV w. tak przebrani Chorwaci ruszyli przeciwko Turkom, napadającym na ich ziemie. Widząc nadciągający dziwaczny tłum, wrogowie rozpierzchli się w popłochu. Wedle drugiego podania, przebranie chroniło pasterzy i ich stada przed mocą wiedźm — wyjaśnia Monika Marcinkiewicz.

Ale na zimę czekają nie tylko miłośnicy karnawału. Także kibice narciarstwa.

— Też mamy swojego Małysza — a nawet dwóch! Janicę i Ivicę Kostelić, zwycięzców mistrzostw świata w narciarstwie w 2003 r. Choć brakuje nam narciarskich tradycji — w Chorwacji są trzy wyciągi narciarskie i tylko jeden z nich działa... Jak sobie radzili? Ojciec wnosił małą Janicę na górę na własnych plecach... Tak zaczynali — twierdzi Bojan Baketa.

W 2002 r. wypoczywało w Chorwacji 8 mln turystów — w tym pół miliona Polaków. Nieźle, jak na czteroipółmilionowy kraj.

— Latem temperatura wód Adriatyku nie spada poniżej 25 stopni! Chorwacja to leżące najbliżej Polski państwo z ciepłym morzem — jakieś 18 godzin jazdy samochodem z Warszawy... To u Polaków lubię: kiedy słyszą, że będą tyle czasu w podróży, mówią: to nic! Chorwaci zaś powiedzieliby: w takim razie dziękujemy! Coś w tym jest, że największy podróżnik świata — papież — jest Polakiem! — uważa Bojan Baketa.

Chorwacja kusi morzem i słońcem — teraz w Dubrowniku jest 30 stopni i podobnie będzie do końca września — ale przyjezdnych znad Wisły i Odry nie zadowala leżenie na plażach.

— Polacy kupują najwięcej jednodniowych wycieczek: 2-3 w ciągu 8-10 dni pobytu. Często — rozmawiając z Polakami, którzy byli w Chorwacji — jestem pod wrażeniem tego, ile zobaczyli. Wynajdują nawet miejsca nie opisane w przewodniku! Ale jest też druga strona tej ciekawości. Symbioza gór i morza fascynuje. No i w góry wędrują ludzie bez doświadczenia... Najwięcej turystów uratowanych w nadmorskich górach w 2002 r. to Polacy — przypomina Bojan Baketa.

Jest dumny, że natura uczyniła Chorwację tak urozmaiconą: 5835 km morskiego wybrzeża, 1185 wysp (tylko 67 zamieszkanych!), 7 parków narodowych, 6 parków przyrody, ponad 15 tys. zabytków kultury, 4 kompleksy urbanistyczne pod ochroną UNESCO (Dubrownik, Pałac Dioklecjana w Splicie, Trogir, Katedra w Šibeniku)... Nie wiadomo co wybrać! Może wyspy — małe, duże, górzyste, płaskie... Choćby wypoczynek robinsonów — na pustkowiu, gdzieś w dzikim archipelagu Kornati (170 wysp).

— W przypadku słabych połowów nie trzeba się martwić. Łódź z żywnością przypływa co drugi dzień — uspokaja Bojan Baketa.

Wyspy Brijuni to ostoja bażantów, jeleni i saren. Nęci też Krk, którą z lądem łączy most. Albo Cres — ze starym miastem, gdzie groby rodzinne wmurowane są w stare domy...

— Każda wyspa ma swoją specyfikę. Pag słynie z koronek, Hvar z kwitnącej lawendy, Biševo z licznych jaskiń, Korczula z małży i win. I z mereški. Tradycyjnego tańca z mieczami — alegorii walki dobra ze złem. Tańczą czarny i biały król oraz ich świty. 29 lipca, w dzień św. Teodora, patrona miasta Korczula — opowiada Monika Marcinkiewicz.

Znany Polakom i najbardziej urozmaicony region turystyczny Chorwacji to półwysep Istria. Z takimi atrakcjami jak Pula — szczycąca się szóstym co do wielkości amfiteatrem z czasów rzymskich, czy Poreč, którego chlubą jest bazylika Eufrazjusza z doskonale zachowanymi mozaikami bizantyjskimi. Inny popularny region — Dalmacja — jest dumny m.in. ze Splitu, którego życie toczy się wokół pałacu cesarza Dioklecjana... Nie sposób doradzić, co warto zwiedzić w Chorwacji. Za dużo tego. Sami zaś Chorwaci kuszą turystów nie tylko pięknem swojej ziemi.

— Chorwacja należy do najbezpieczniejszych państw w Europie. I najczystszych na świecie. Zajęła 12 miejsce wśród 142 krajów włączonych w ankietę indeksu stanu środowiska naturalnego (ESI). A chorwacki Adriatyk ogłoszono najczystszym morzem w basenie Morza Śródziemnego! No i inwestycje. Tylko w tym roku powstało 150 km autostrad! Za prawie 3 mln zł — sumuje Bojan Baketa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Guzińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu