Gdzie są wieże z tamtych lat

Emil Górecki
opublikowano: 2011-02-14 00:00

Gdyby spełniły się wszystkie zapowiedzi inwestorów, już w 2012 r. centrum Warszawy stałoby się Manhattanem.

Deweloperzy posłali planowane stołeczne drapacze chmur do poprawki

Gdyby spełniły się wszystkie zapowiedzi inwestorów, już w 2012 r. centrum Warszawy stałoby się Manhattanem.

Budowa warszawskich drapaczy chmur stanęła, bo hurraoptymistyczne plany zweryfikował kryzys. Dziś nie wszystko idzie po myśli deweloperów. Wystarczy wspomnieć problemy Orco Property Group, inwestora apartamentowca Złota 44, którego budowę zablokowała grupa sąsiadów. Ale kłopoty mają też inni.

Biura zamiast mieszkań

Lilium Tower miał być najbardziej rozpoznawalnym budynkiem stolicy. Sięgający 260 m wieżowiec u zbiegu Alej Jerozolimskich i ul. Chałubińskiego zaprojektowała znana brytyjska architekt Zaha Hadid. W 2007 r. koszt hotelowo-apartamentowej wieży, która miała ozdobić miasto na Euro 2012, szacowano nawet na 300 mln EUR. Budowa miała ruszyć trzy lata temu. Dziś spółka LIM, do której należy projekt, zastanawia się, czy planowane wcześniej przeznaczenie budynku ma sens.

— Jeśli nie, to złożymy wniosek o zmianę warunków zabudowy. Jednak nie ma wątpliwości, że Lilium Tower powstanie, choć terminu realizacji na razie nie znamy — mówi Rafał Gierczak, dyrektor generalny LIM.

Marvipol miał ambitne plany budowy wysokościowego apartamentowca przy ul. Prostej. Jednak w 2008 r., kiedy trwała już budowa części podziemnej, deweloper zmienił przeznaczenie Prostej Tower.

— Nasi sąsiedzi budują wokół biurowce Warszawskiej Dzielnicy Biznesowej. Takie miejsce nie jest atrakcyjne do mieszkania — tłumaczy Michał Okoń, dyrektor marketingu Marvipolu.

Zamiast 60 mieszkań budynek pomieści 8,5 tys. mkw. biur. Choć budynek będzie gotowy już w czerwcu, deweloper nie chce ujawnić, ile już udało się wynająć.

Podobną jak Marvipol decyzję podjęła w zeszłym roku Irlandzka Grupa Deweloperska. O sięgnięciu warszawskiego nieba marzyła od 2007 r. Przy ul. Grzybowskiej 78 chciała zbudować 84-metrowy budynek z 250 apartamentami. Gdy sytuacja na rynku mieszkaniowym się pogorszyła, inwestor wystąpił o zmianę warunków zabudowy.

— Projekt wraz z ważnym pozwoleniem na budowę jest wystawiony na sprzedaż. Prowadzimy rozmowy z potencjalnymi nabywcami — mówi Padraic Coll, dyrektor zarządzający spółki Reinhold Polska, która przejmuje projekty Irlandczyków.

Grzybowska 78 nie wpisuje się w strategię Reinholda, który ma odpowiadać za nieruchomości komercyjne grupy Alterco.

Pół Kulczyka

W 2007 r. spółka Chmielna Development, należąca do Kulczyk Holding, zapowiedziała budowę najwyższego drapacza chmur w kontynentalnej części Europy. 280-metrowa Kulczyk Tower, z ponad 100 tys. mkw. biur, miała stanąć blisko pl. Zawiszy. Początek budowy planowano na 2009 r.

— W połowie zeszłego roku otrzymaliśmy warunki zabudowy, które dopuszczają budowę wieżowca o wysokości do 130 m i powierzchni około 40 tys. mkw. Trwają prace nad szczegółami projektu, ostateczne parametry budynku będą znane dopiero po otrzymaniu pozwolenia na budowę. Inwestycję zrealizujemy z partnerem — firmą Silverstein Properties, znaną m.in. z zabudowy miejsca po wieżach World Trade Center — mówi Marta Wysocka, rzeczniczka Kulczyk Holding.

Budowa ma ruszyć w drugim półroczu 2012 r.

OKIEM EKSPERTA

Niełatwa sztuka sprzedaży

Mikołaj Martynuska, szef działu doradztwa deweloperskiego agencji CB Richard Ellis

Budowa 1 mkw. powierzchni w wieżowcu jest nawet 40-50 proc. droższa od budowy metra regularnego projektu. Trzeba do tego doliczyć dodatkowe ryzyko przy jego budowie. Koszty te często nie mają przełożenia na cenę najmu. Jeśli w biurowcu na Mokotowie można wynająć biura za 14-15 EUR/mkw., to stawka rzędu 22 EUR w centrum Warszawy może nie uzasadnić inwestycji. Ponadto wieżowca nie da się oddawać do użytku etapami, czego konsekwencją jest trudność w uzyskaniu odpowiednio dużej liczby umów przednajmu, a co za tym idzie — finansowania. Wysokościowce są więc uzasadnione jedynie w kluczowych miejscach w centrum, gdzie podaż gruntu jest znikoma. Niektórzy inwestorzy jednak tę zasadę ominęli, chcąc na małej działce zbudować maksymalną liczbę metrów kwadratowych powierzchni użytkowej.