Dla MSC odpowiednikiem Klausa Schwaba, czyli ojcem założycielem, był w 1963 r. Ewald-Heinrich von Kleist-Schmenzin (zmarł w 2013 r.), który jako młody porucznik Wehrmachtu uczestniczył w 1944 r. w zamachu na Adolfa Hitlera, ale uniknął losu spiskowców. Przez ponad pół wieku dwie globalne inicjatywy rosły w siłę na ścieżkach równoległych. Traktowanie przez władze Polski od 1990 r. obu wielkich zbiórek przypominało sinusoidę, obecnie krzywa wzbiła się do maksimum – w tym roku i w Davos, i w Monachium stawili się zarówno prezydent Andrzej Duda, jak też premier Mateusz Morawiecki.

Liczba uczestników MSC jest mniejsza niż WEF, ale też znacząca, w weekend 17-19 lutego 2023 r. przewinęło się ich około 700. Konferencja skupia prezydentów, premierów, ministrów obrony i spraw zagranicznych, urzędników wysokiego szczebla, a także ekspertów międzynarodowych, sektor prywatny, naukę i media. Naturalne jest pytanie o przekładalność na konkrety debat i konkluzji, które przecież nie owocują formalnymi decyzjami. Zestawię dwa przykłady MSC z przeszłości. W 2007 r. w 43. edycji uczestniczył prezydent Władimir Putin, który zaskoczył wszystkich atakiem na USA i NATO. Zarzucił Zachodowi, że wykorzystując upadek ZSRR dąży do świata jednobiegunowego pod hegemonią USA, czego Kreml nigdy nie zaakceptuje. Było to jeszcze przed uderzeniem Rosji na Gruzję w 2008 r., które stało się pierwszą – po krwawym zdławieniu Czeczenii – agresją na niepodległą byłą republikę radziecką. Werbalny atak cara w Monachium uznano za histerię, jako że wtedy Rosja uczestniczyła w szczytach G8 i współpracowała z NATO. Druga warta przypomnienia MSC to 58. edycja rok temu, przebiegająca w cieniu „kryzysu” między Rosją a Ukrainą. Uczestnicy rozjechali się w niedzielę 20 lutego 2022 r. z nadzieją, że przedyskutowany temat przewodni „Odwrócić bieg rzeczy, oduczyć się bezradności” daje Europie poczucie bezpieczeństwa. W czwartek 24 lutego Putin odpowiedział na naiwne „oduczanie się bezradności” i w sposób tragiczny dla Ukrainy zmaterializował fobie, które właśnie w Monachium objawił 15 lat wcześniej…
Cennym materiałem analitycznym okazał się publikowany corocznie przed MSC tzw. raport bezpieczeństwa. Tym razem za główne zagrożenie uznano nasilający się autorytarny rewizjonizm i konfrontację między rozbieżnymi wizjami porządku międzynarodowego. Potęgami odrzucającymi globalne przewodnictwo Zachodu są Rosja i Chiny, zaś w pewnej odległości Indie. Kreml przekroczył czerwoną linię konfrontacji pełnoskalową agresją militarną, natomiast Pekin zajmuje pozycję sprzyjającego tej agresji obserwatora i analizuje jej opłacalność. Zdominowana przez Zachód monachijska MSC zjednoczyła się w potępieniu zbrodniczej wojny, deklarując solidarną obronę wolnego świata, opartego na prawie międzynarodowym. W debatach nad perspektywami choćby przygaszenia agresji nie sposób było jednak uniknąć wątku dysproporcji. Bogatsza część świata, dysponująca kapitałem i potencjałem PKB, ostro potępiła Rosję i nałożyła sankcje, notabene w znacznym procencie dziurawe. Państwa zamieszkiwane przez większość ponad 8-miliardowej ludności Ziemi zachowują jednak neutralność kibiców lub otwarcie popierają Rosję. Ta polaryzacja przypomina o nierównym rozkładzie dobrobytu, który kształtuje postawy opinii publicznej i decyzje polityczne. Warto o tej okoliczności pamiętać w oczekiwaniu na warszawskie przemówienie prezydenta Josepha Bidena.
