GIEŁDA ZACZYNA DOCENIAĆ INTERNET
Giełdowi analitycy oczekują przełomu na polskim rynku internetowym w 2000 roku
Obserwując przebieg ostatnich notowań akcjami Agory, które w ciągu zaledwie dwóch sesji podrożały o kilkadziesiąt procent, można dojść do wniosku, że gorączka Internetu zaczyna infekować i rodzimych inwestorów. Jak podkreślają giełdowi analitycy, ciekawe w tym wszystkim jest to, że Internet nie jest już sprawą spó- łek stricte informatycznych.
Obecny rok, na co wskazuje już wiele faktów, może okazać się przełomowy dla polskiego Internetu. Chociaż „globalna sieć” dostępna jest na naszym rynku już od ośmiu lat, ciągle znajduje się jeszcze we wstępnej fazie rozwoju. Widać jednak pierwsze oznaki dojrzewania, czego przykładem może być walka konkurencyjna i zawierane sojusze pomiędzy firmami zainteresowanymi działalnością internetową.
Prekursorzy liderami
Spośród największych firm informatycznych, najwcześniej — bo już w 1995 r. — za Internet zabrał się nowosądecki Optimus, który poprzez specjalnie do tego celu stworzoną spółkę Optimus Pascal zarządza najpopularniejszym krajowym portalem internetowym — Onet.pl. Szacuje się, że jest on odwiedzany dziennie ponad 1 mln razy, zaś liczba zarejestrowanych użytkowników sięgnęła już 250 tys.
Magnesem, którym Optimus przyciąga nowych użytkowników, jest oferta darmowych kont e-mailowych, których jest blisko 500 tys. W podobny sposób (darmowe 15-MB konta e-mail) kusi internautów największy konkurent Optimusa, portal Wirtualna Polska, który należy m.in. do Prokom Software i funduszu inwestycyjnego należącego do Intela, amerykańskiego producenta chipów komputerowych. Liczba odwiedzin WP wynosi ponad 800 tys. dziennie.
Pozostałe spółki nie zamierzają jednak łatwo oddawać pola. W tym celu warszawski Softbank przejął Polskę OnLine, a ComArch podpisał strategiczny sojusz z Radiem RMF FM, efektem czego jest uruchomiony ostatnio wspólny portal Interia.pl (około 40 tys. zarejestrowanych użytkowników).
Chociaż Telekomunikacja Polska dosyć późno wkroczyła na rynek usług internetowych (we wrześniu 1999 r. powstała spółka tpinternet), to właśnie jej giełdowi analitycy wróżą najlepszą przyszłość.
— W przypadku TP SA mamy do czynienia z bardzo silnym monopolem nie tylko na usługi internetowe, ale przede wszystkim na ich dostarczanie. Większość operatorów Internetu musi bowiem korzystać z łączy Telekomunikacji. Dopiero rozwój sieci lokalnych i telewizji kablowych może przełamać ten monopol — tłumaczy Dariusz Turkiewicz, analityk CDM Pekao SA.
W kolejce do szczytu czekają jeszcze inne firmy, które bądź to posiadają już odpowiednie zaplecze (portale), jak choćby Poland.com, którego udziałowcami jest wydawnictwo Vogel Publishing i MCI Management, Polbox czy kilka innych firm, które dopiero taki zamiar zapowiedziały (Agora, Netia, Computer-Land, Internet Idea czy też konsorcjum Polkomtela, Tel-Energo i Euro Zet).
Dostawcy treści
Analitycy podkreślają, że Internetem interesują się nie tylko spółki typowo informatyczne. Ostatnio aktywne stały się też firmy medialne, jak choćby Agora, Vogel czy RMF FM. Problemem nie jest bowiem stworzenie struktur sprzętowych, ale zapełnienie nowo powstałych portali treścią, która przyciągnie klientów i reklamodawców. Dlatego, jak się powszechnie uważa, coraz modniejsze będą mariaże typu ComArch i RMF.
Ale Internet to nie tylko dostęp do sieci. To także, a w przyszłości przede wszystkim — e-commerce, czyli zakupy sieciowe, czy też e-business, który m.in. pozwala bez ruszania się z domu zarządzać swoimi pieniędzmi. Jak wskazują przykłady z USA, stoją za tym ogromne pieniądze i jak twierdzą prognozy, obroty związane z handlem elektronicznym mają przekroczyć w 2003 r. ponad 3 bln dolarów.
Zdaniem jednego z doradców zachodniego banku, najpotężniejsze polskie spółki internetowe będą jednak przede wszystkim zarabiać na działalności typu „business to business”.
Nieznane koszty
Dotychczas nikt nie pokusił o oszacowanie kosztów, jakie wiążą się zarówno z wejściem w Internet jak i późniejszą w nim działalnością. Powszechnie uważa się jednak, że są to jednostkowe kwoty powyżej 10 mln zł. O skali problemu przekonują z kolei zapowiedziane wydatki inwestycyjne. I tak przykładowo, w tym roku gdyński Prokom zamierza przeznaczyć na rozwój usług internetowych blisko 50 proc. zeszłorocznego zysku netto, który wyniósł 80-90 mln zł. Z kolei ComArch planuje przeznaczenie na ten cel około 16 mln zł. Inni uczestnicy rynku deklarują kwoty rzędu 3 mln dolarów.
Nikt jednak nie przebije Telekomunikacji Polskiej, która w ciągu najbliższych lat wyłoży na Internet 500 mln zł.
Co z zyskami
Mimo bardzo wysokich kosztów, operatorzy Internetu mogą, zdaniem analityków, liczyć na spore zyski. Ale jedynie ci najsilniejsi.
— Trzeba sporo włożyć w interes, by potem przy praktycznie niewielkich już nakładach i kosztach własnych zarabiać ogromne kwoty. Gdyby było inaczej, Internet nie rozwinąłby się na świecie tak spontanicznie. Trudno jednak oszacować, kiedy polskie spółki internetowe zaczną przynosić odpowiednie zyski. Prawdopodobnie nie stanie się to jednak wcześniej niż za kilka lat. Na razie mamy do czynienia z bezpardonową walką o klienta, nawet poniżej kosztów — dodaje analityk CDM Pekao SA.
SPRECYZOWANE PLANY: Giełdowi analitycy z uznaniem wyrażają się o internetowych planach ComArchu. Dowodzona przez Janusza Filipiaka spółka zamierza osiągnąć w tym roku blisko 15 proc. ogółu przychodów z Internetu. fot. Borys Skrzyński
SPÓŹNIENI, ALE NAJBOGATSI: Telekomunikacja Polska, którą kieruje Paweł Rzepka, późno wkroczyła do Internetu. Jednak planowane nakłady inwestycyjne (500 mln zł) robią na konkurentach wrażenie. fot. Borys Skrzyński