Na amerykańskich rynkach akcji znów dominował popyt. Jak zwykle tłumaczono to różnie. Według jednej z interpretacji, tak w środę, jak i w poprzednich dniach, wzrost cen wynikał z zamykania krótkich pozycji przez grających na spadki kursów. Środową zwyżkę cen akcji tłumaczono również reakcją na „minutes” Fed, z których odczytano zmianę planów banku centralnego co do tempa podwyższania stóp w tym roku i jego bardziej gołębie nastawienie. Staniały obligacje skarbowe USA, osłabił się dolar. Złoto drożało przed „munutes”, ale potem popyt na nie osłabł. Ropa wyraźnie zdrożała, bo inwestorzy uznali za dobry sygnał raczej niejednoznaczną wypowiedź irańskiego ministra ropy o wtorkowej deklaracji „zamrożenia” wydobycia przez Rosję i trzy państwa OPEC.

Na zamknięciu rosły indeksy 9 z 10 głównych segmentów S&P500. Najmocniej drożały spółki z branży energii (2,9 proc.), IT (2,3 proc.) i dostawcy dyskrecjonalnych dóbr konsumpcyjnych (2,1 proc.). Najsłabsze były segmenty usług telekomunikacyjnych (0,3 proc.) i użyteczności publicznej (-0,2 proc.). Na zamknięciu drożało 88 proc. spółek z S&P500. Z 30 blue chipów ze średniej Dow Jones zdrożało 28. Najmocniej rosły kursy producenta ciężkiego sprzętu budowlanego Caterpillar (3,1 proc.), koncernu lotniczego Boeing (3,3 proc.) i drugiej amerykańskiej spółki naftowej - Chevron (4,1 proc.). Jako jedyne wśród blue chipów staniały McDonald's (-0,5 proc.) i Pfizer (-0,6 proc.).