Politycznie i arytmetycznie absolutnie nie różniło się jednak od innych głosowań, w których również wymagany jest podwyższony próg większości bezwzględnej (głosy przeciwne i wstrzymujące się sumują). Właśnie taką większością Sejm, czyli po prostu klub PiS z pojedynczymi wasalami z zewnątrz, odrzuca hurtowo na każdym posiedzeniu poprawki Senatu do ustaw, arytmetycznie nieznacznie, lecz pewnie. Dlatego głosowanie w sprawie powołania Adama Glapińskiego na jego drugą i ostatnią sześciolatkę (wynik 234:223, bez głosów wstrzymujących się) było tylko jednym z długiej sejmowej taśmy, chociaż oczywiście o ogromnym ciężarze gatunkowym.
Zwracam uwagę na kategorię prawną, która często bywa przekłamywana. Otóż prezes NBP absolutnie nie jest wybierany z kilku kandydatów, lecz powoływany – Sejm rozstrzyga alternatywę zero-jedynkową wobec jedynego zgłoszonego. To oznacza, że w sprawie obsadzenia prezesury banku centralnego od początku III RP w 99 proc. decydentem jest prezydent, zaś Sejm jedynie dostawia ten brakujący 1 proc., chociaż niekiedy ledwie, ledwie. Dlatego to powtórny wybór minimalną większością Andrzeja Dudy w 2020 r. automatycznie rozstrzygnął o powtórnym powołaniu w 2022 r. Adama Glapińskiego. Od dwóch lat prezydent nigdy nawet hipotetycznie nie rozpatrywał innego kandydata, zaś 4 listopada 2021 r., czyli z ogromnym wyprzedzeniem (kadencja szefa NBP upływa 20 czerwca 2022 r.) wręcz Adama Glapińskiego politycznie beatyfikował. Podczas Kongresu 590 w rzeszowskiej filharmonii z zaskoczenia przyznał prezesowi ekstraordynaryjną nagrodę specjalną. Poczynając od tamtego demonstracyjnego gestu jakiekolwiek dywagacje, kto stanie na czele NBP w latach 2022-28 nie miały żadnego sensu – chyba, że PiS utraciłoby większość w Sejmie, co nie nastąpiło i do końca kadencji 2019-23 nie nastąpi.

Oczywistość arytmetyki sejmowej to wątek zupełnie odrębny od uczciwej oceny prezesury 2016-22. W szczególności wypełniania przez bank centralny zadań z art. 227 Konstytucji RP: „Przysługuje mu wyłączne prawo emisji pieniądza oraz ustalania i realizowania polityki pieniężnej. Narodowy Bank Polski odpowiada za wartość polskiego pieniądza”. Największym grzechem Adama Glapińskiego było współuczestnictwo w fatalnym dla Polski procederze wielomiliardowego kreowania pustego pieniądza. Z tego źródła władcy finansują rozbuchane ponad stan programy społeczne, czytaj wyborcze, sprowadzające się do rozdawnictwa kasy. Niszcząca społeczeństwo inflacja – której spirala dopiero się rozkręca – ma oczywiście dwa składniki, symbolicznie spersonalizowane w tytule. Przyjmując umownie jej obecny poziom 12 proc., należy bardzo uczciwie rozbić oba składniki na punkty mniej więcej 7:5 lub 8:4, przy czym ta większa liczba to skutek polityki pieniężnej współprowadzonej przez NBP razem z rządem.
Opozycja pomstuje, że w przeddzień głosowania Adam Glapiński złożył interesowną wizytę w siedzibie PiS. No a gdzie miał złożyć? Wpisała się ona w generalną filozofię państwa pod przewodem tej partii i potwierdziła, że niezależność NBP to abstrakcja. Notabene prezes banku centralnego był przecież w 1991 r. współzałożycielem i wiceprezesem Porozumienia Centrum (PC), czyli dziadka PiS, jako że za ojca wypada uznać Ruch Odbudowy Polski. Członkostwo zakonu PC to przecież absolutnie najsilniejsza legitymacja do zajmowania wysokich stanowisk w epoce tzw. dobrej zmiany.
