Globalny kryzys wzmocnił stocznie

Magdalena Kozmana
15-10-1998, 00:00

Globalny kryzys wzmocnił stocznie

Europejscy budowniczowie statków tracą — Koreańczycy zacierają ręce

Azjatycki kryzys nie uderzył w japońskie i koreańskie stocznie. Wręcz przeciwnie — zwiększył ich konkurencyjność. Nie dość, że są największe i najlepsze na świecie, to jeszcze dewaluacja wona i jena spowodowała, że budują statki tańsze od konkurencji.

Kiedy w grudniu ubiegłego roku upadała koreańska stocznia Halla, specjaliści z branży otrzymali sygnał, że gwałtowna ekspansja dalekowschodnich konglomeratów powinna zostać zahamowana. Na nieszczęście dla europejskiego przemysłu stoczniowego — tak się nie stało.

Rozdrobniona Europa

Europejski przemysł stoczniowy jest znacznie mniej skoncentrowany niż dalekowschodni. Pięć największych stoczni dostarcza 36 proc. produkcji (liczonej w tzw. tonach przeliczeniowych). W Korei ten sam wskaźnik wynosi 99 proc.

Przewaga dalekowschodnich gigantów polega również na ich wszechstronności — Koreańczycy ukuli slogan „from chips to shipsŐŐ (od chipów do statków) — dzięki czemu są mniej wrażliwe na wahania koniunktury. Hyundai jest największym producentem statków na świecie, do roku 2000 zamierza jednak ograniczyć udział tego sektora w obrotach z 42 proc. do 30 proc., dostosowując się do wskazówek Daiwa Securities.

— Dzięki temu posunięciu zyski Hyundaia powinny znacznie wzrosnąć — prognozują analitycy.

W ubiegłym roku HHI przyniósł korporacji 2,7 mld dolarów zysku (9,54 mld zł). Z zaległymi zamówieniami na 90 statków o łącznej wartości 3,6 mld dolarów firma ma przed sobą spokojne dwa lata pracy.

Niebezpieczna zależność

Samsung jest najbardziej zależny od przemysłu stoczniowego, który odpowiada za 69 proc. jego obrotów. Koncern nie zamierza jednak tego zmieniać, wręcz przeciwnie — po pozbyciu się niedochodowej branży maszyn budowlanych koncentruje się na budowie statków. Chce, by branża ta generowała 75 proc. jego obrotów. W sierpniu Samsung Heavy Industries dostał zamówienia na budowę siedmiu statków dla europejskich armatorów o łącznej wartości 410 mln dolarów (1,5 mld zł), od 1996 roku w SHI zamówiono 12 statków wiertniczych, co stanowi ponad 60 proc. światowych zamówień na sprzęt tego rodzaju. Jest to złoty interes — mówią przedstawiciele firmy.

Światowe zamówienia na produkcję statków osiagną w najbliższych latach 30 mld dolarów — prognozują specjaliści. Azja otrzyma z tego 60 proc. W tym roku koniunktura jest bardzo słaba — armatorzy złożą zamówienia warte 20-24 mld dolarów, z czego 8 mld powinno trafić do stoczni w Korei — wynika z obliczeń dalekowschodnich analityków.

KOREA GÓRĄ: Hyundai Heavy Industries utrzymuje swoją pozycję, największego producenta statków, od 1985 roku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Kozmana

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Globalny kryzys wzmocnił stocznie