Gniew trzeba kontrolować

Tadeusz Markiewicz
06-04-1999, 00:00

Gniew trzeba kontrolować

Nie zawsze złość szefa może zmotywować podwładnego

Specjaliści ds. zarządzania zasobami ludzkimi nie są zgodni, czy gniew menedżera może być dobrym motywatorem dla jego podwładnych. Przyznają, że są sytuacje, w których szef musi uderzyć pięścią w stół. Dodają jednak, że trzeba wiedzieć, jak to robić i z kim można tak postępować.

Zdaniem Agnieszki Flis, psychologa z krakowskiego Banku Kadr Test, gniew przełożonego zdecydowanie może być czynnikiem motywującym, jeżeli nie jest on nadużywany. Jeśli jednak tak się dzieje, to wówczas jego wartość — jako motywatora — szybko może się zdewaluować. Według naszej rozmówczyni, okazywanie złości (jeśli już jest konieczne) powinno być formą ataku na konkretny problem, a nie na osobę, która w oczach przełożonego jest jemu winna. Jak mówi Agnieszka Flis, gniew musi być kierowany bardzo precyzyjnie.

— Jeśli zaczniemy eskalować nasze niezadowolenie i będziemy przypominać dawniejsze historie, to zamiast skruchy u osoby karconej wywołamy opór — tłumaczy.

Z kolei Mariusz Wyżycki, konsultant Hay Management Consultants, uważa, że gniew nie jest dobrym motywatorem.

— W każdym razie nie można stosować go permanentnie. Psychologia wprawdzie zakłada możliwość mobilizowania ludzi przez czynniki negatywne, lecz na dłuższą metę jest to szkodliwe — twierdzi Mariusz Wyżycki.

— Są sytuacje, kiedy gniew jest rzeczywiście użyteczny. Warunkiem podstawowym są wcześniejsze dobre kontakty przełożonego z podwładnym. Wówczas osoba karcona nie odczuwa, że gniew „idzie po linii personalnej”. Nawet jeśli reprymenda jest w ostrej formie, to może przynieść bardzo dobre skutki. Gorzej, jeśli kontakty między przełożonym i podwładnym są kiepskie. Wówczas każda reprymenda może być traktowana jako atak na osobę — uważa Grzegorz Filipowicz, konsultant Specialist Interpersonal Staff Training.

Czy można kontrolować owe wybuchy gniewu? Zdaniem Agnieszki Flis, większość ludzi, którzy mają skłonność do okazywania gniewu, robi to w sposób spontaniczny. Tymczasem — według naszej rozmówczyni — silne emocje można opanować i poddać autokontroli: nie tylko w życiu zawodowym, ale i prywatnym. Podobnego zdania jest Grzegorz Filipowicz.

— Jeśli chce się stosować gniew w pracy, to trzeba to robić w sposób świadomy. Twierdzę, że można się tego nauczyć. W Stanach Zjednoczonych są robione nawet szkolenia dla kadry menedżerskiej z umiejętności wyrażania negatywnych emocji. W Polsce prawdopodobnie jeszcze takich nie ma, ale o ten problem ocierają się kursy dotyczące asertywności — mówi.

Jak dodaje Lucyna Chrościcka, dyrektor personalny Sanofi-Biocom, jeśli szef chce strofować swego podwładnego, musi to zrobić w cztery oczy — a nie, broń Boże, w obecności innych współpracowników.

Jest jeszcze jedna ważna kwestia. Szef powinien znać choć odrobinę psychikę podwładnego. Jak podsumowuje Grzegorz Filipowicz, są ludzie, po których reprymenda może spłynąć jak woda, mogą być też tacy, którzy przerażeni li tylko jej perspektywą, nie dadzą powodu do wybuchu szefowskiego gniewu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tadeusz Markiewicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Gniew trzeba kontrolować