Gnijąca pomarańcza

Adam Sofuł
opublikowano: 17-09-2008, 00:00

Obserwujemy chyba ostateczny koniec pomarańczowej rewolucji. Skłócone obozy premier Julii Tymoszenko i prezydenta Wiktora Juszczenko z sojuszników, a potem partnerów stały się śmiertelnymi wrogami. Stawia to pod znakiem zapytania proeuropejski i proatlantycki kurs Ukrainy.

Konflikt na Kaukazie postawił na porządku dziennym problem członkostwa Ukrainy i Gruzji w UE i NATO. Dziś z ust szefa NATO płyną do Kijowa zaproszenia. Wygląda na to, że za późno. Bo Ukraina, która wszak do Sojuszu się i wcześniej nie paliła, dziś jest zdecydowanie sceptyczna. Otwarcie za członkostwem w NATO opowiada się praktycznie jedynie prezydent, którego pozycja na scenie politycznej z dnia na dzień słabnie.

Polska polityka wschodnia opierała się w ostatnich latach na założeniu, że głównym celem Polski powinno być wciągnięcie Ukrainy do struktur euroatlantyckich. Był to słuszny kierunek, ale wobec ostatnich wydarzeń u naszego wschodniego sąsiada stał się niepokojąco mało realny.

Zamieszanie na ukraińskiej scenie politycznej zwykliśmy tłumaczyć rywalizacją między premierem a prezydentem przed wyborami prezydenckimi. W Polsce mamy do czynienia z podobną rywalizacją, chociaż na szczęście temperatura polskich sporów jest znacznie niższa niż ukraińskich. Pocieszaliśmy się, że trudna polska kohabitacja wydaje się sielanką w porównaniu z wydarzeniami w Kijowie. Teraz powodów do pocieszania się już nie ma. Sytuacja na Ukrainie skłania do przemyślenia polskiej polityki zagranicznej, ale też do refleksji, że wewnętrzne spory polityczne mogą łatwo wymknąć się spod kontroli. A gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu