Sieć szpitalna Grupa Nowy Szpital (GNS) nie ma czasu na wakacyjny odpoczynek — pracuje nad zebraniem funduszy, które umożliwią nie tylko wykup założyciela — Adama Roślewskiego, ale też dalszy rozwój. Choć część ekspertów rynku kapitałowego ma wątpliwości, czy przy proponowanej wycenie (120-139 mln zł) uda się zamknąć transakcję, Marcin Szulwiński, drugi z założycieli GNS, zapewnia, że zainteresowanie ze strony inwestorów jest na tyle duże, że zakończy się ona sukcesem.



— W związku z tym, że niektórzy inwestorzy potrzebują zgody korporacyjnej, a jest okres wakacyjny, zamknięcie zapisów i przydział akcji planowane są na początek września — informuje Marcin Szulwiński. Po zamknięciu oferty, skierowanej do instytucji, spółka zadebiutuje na GPW. Marcin Szulwiński i Adam Roślewski mają po połowie akcji. Plan jest taki, aby najpierw pierwszy z nich kupił od drugiego 25 proc. akcji, drugie 25 proc. trafiłoby do nowych inwestorów. Dodatkowo spółka w ramach emisji pozyskałaby kapitał na rozwój.
Na ten drugi cel spółka może pozyskać pieniądze również z emisji obligacji. Marcin Szulwiński zastrzega, że ewentualny miks akcji i obligacji będzie zależał od zainteresowania inwestorów. Według raportu DM Vestor, do którego dotarł „PB”, cała spółka została wyceniona na 120-139 mln zł, co oznacza, że wskaźnik cena/zysk wynosi 8,7-9,7.
Autorzy raportu zwracają uwagę, że proponowana wycena, porównując ją między innymi do transakcji zakupu EMC Instytutu Medycznego przez czeską Pentę, jest bardzo atrakcyjna. Gdyby uwzględnić wskaźniki tamtejszej transakcji,GNS byłaby wyceniana na 240-282 mln zł. W skład sieci wchodzi obecnie 12 szpitali, ale spółka prowadzi zaawansowane negocjacje w sprawie inwestycji w trzy szpitale, na wstępnym etapie są rozmowy w sprawie kolejnych 10.
— W średnim terminie celem spółki jest przejmowanie jednego, a w dalszej perspektywie 4 szpitali rocznie — czytamy w raporcie. Spółka nie będzie oszczędzała na inwestycjach. Nakłady w latach 2015-18 wyniosą 60 mln zł, z czego 27 mln zł będzie pochodzić z dotacji unijnych. Większość pójdzie na dostosowanie infrastruktury do wymogów prawa.
Zdaniem autorów raportu, największym ryzykiem dla prognoz i wycen są ewentualne zmiany regulacyjne dotyczące kontraktowania z Narodowym Funduszem Zdrowia. W przypadku GNS, to element szczególnie istotny — fundusz odpowiada za blisko 90 proc. przychodów grupy.
Czarne chmury zbierają się nad nią w związku z jesiennymi wyborami. PiS, które umacnia się w sondażach, negatywnie wypowiada się o prywatyzacji służby zdrowia. Inwestorów i ekspertów zniechęcają też inne aspekty.
Jeden z zarządzających funduszem, chcący zachować anonimowość, zwraca uwagę, że wycena GNS, jest dość wysoka, a cała grupa, choć jedna z największych w Polsce, nadal mała. Nasz rozmówca uważa, że dobrym krokiem byłoby połączenie GNS z EMC Instytutem Medycznym.
Powstałaby duża, licząca się sieć szpitalna. Zdaniem założyciela GNS, taki scenariusz nie wchodzi w grę, szczególnie że planuje on pozostać większościowym akcjonariuszem spółki. Zdaniem innego eksperta, to lepsza opcja niż giełda.
— Dziwię się, że GNS w ogóle chce przeprowadzić IPO. Podmioty medyczne na takim etapie rozwoju powinny poszukać raczej inwestora finansowego lub strategicznego i rozwijać się poza giełdą, szczególnie gdy uwzględni się atrakcyjne wyceny ostatnich transakcji. Biznes operatorów szpitali jest długoterminowy i kapitałochłonny, co prowadzi do dużej zmienności wyników, szczególnie jeśli inwestują dużo w rozwój. Liczące się sieci szpitalne na giełdach w Europie Zachodniej i USA mają po kilkadziesiąt lub nawet kilkaset placówek — wskazuje Adrian Kowollik, partner zarządzający w firmie East Value Research.
Porównuje też wycenę GNS do porównywalnych spółek zagranicznych. Gdyby uwzględnić te wskaźniki, polska sieć byłaby warta 156-178,7 mln zł.
— Jednak polscy inwestorzy, szczególnie OFE, są dość wybredni — dodaje Adrian Kowollik.