Gordion Consulting odpiera zarzuty

Agnieszka Berger
opublikowano: 21-01-2008, 00:00

Zlecenia dla elektrowni wypełniliśmy profesjonalnie — twierdzi spółka, której właściciel czuje się dysydentem w kręgach PiS.

Wraca sprawa usług doradczych dla Kozienic

Zlecenia dla elektrowni wypełniliśmy profesjonalnie — twierdzi spółka, której właściciel czuje się dysydentem w kręgach PiS.

Spółka Gordion Consulting (GC), należąca do Stanisława Bortkiewicza, człowieka biznesu kojarzonego z PiS, byłego prezesa Ursusa i warszawskich wodociągów, czuje się dotknięta zarzutami nowych władz Elektrowni Kozienice. Kilka dni temu zarząd Kozienic zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Annę Łukaszewską-Trzeciakowską, byłą prezes. Chodziło o kilkanaście umów zawartych z firmami doradczymi. Konsulting obejmował m.in. przygotowanie organizacyjnych dokumentów firmy.

Lwią część zleceń otrzymało Gordion Consulting. Ich łączna wartość jest trudna do wyliczenia, bo realizacja usługi została wstrzymana przez nowy zarząd Kozienic, zgodnie z zaleceniem walnego, czyli grupy Enea. Z zawiadomienia skierowanego do prokuratury wynika, że w grę wchodzi kwota około 1,5 mln zł, jednak — jak twierdzi Roman Czerwiński, p. o. prezes Kozienic (były szef Zespołu Elektrowni Ostrołęka związany z SLD) — łączne wypłaty, gdyby do nich doszło, mogłyby sięgnąć nawet 3 mln zł.

To nie lada gratka dla spółki Stanisława Bortkiewicza, która pierwszą umowę z elektrownią podpisała 2 kwietnia 2007 r. — siedemnaście dni od daty zarejestrowania Gordion Consulting. Młoda firma doradcza twierdzi jednak, że rzetelnie na te pieniądze zapracowała.

 

Stajnia Augiasza

Kilka dni temu w rozmowie z „PB” szef elektrowni wyjaśniał, że powodem zawiadomienia prokuratury był pozorny charakter usług doradców wynajętych przez Annę Łukaszewską-Trzeciakowską. Miało chodzić o pospieszne przygotowanie opracowań i szybkie zainkasowanie gotówki. Roman Czerwiński miał zastrzeżenia do ich jakości. Obejrzeliśmy opracowania przygotowane przez GC. Nie wyglądają nieprofesjonalnie.

— Przygotowaliśmy od podstaw nową strukturę organizacyjną spółki, w której panował nieprawdopodobny bałagan, o czym świadczyły zastrzeżenia Najwyższej Izby Kontroli. Nowy zarząd (kierowany przez Annę Łukaszewską-Trzeciakowską, obsadzony przez PiS — przyp. red.) nie był w stanie nadzorować tego, co się dzieje w spółce, o czym świadczyły liczne nieprawidłowości i późniejsze aresztowania pracowników. Niestety, wyniki naszych prac nie zostały wdrożone, bo kolejny zarząd już po wyborach przerwał współpracę z nami — wyjaśnia Małgorzata Wcześniak, prezes GC.

 

Nie było tak źle

Zapytaliśmy ponownie szefa elektrowni o jakość pracy doradców z firmy Stanisława Bortkiewicza.

— Ja nie walczę z doradcą, tylko z poprzednim zarządem elektrowni. To do jego działalności mam poważne zastrzeżenia. Nie twierdzę, że wszystkie raporty GC były złe. Przeglądałem komplet dokumentacji autorstwa Polish Business Offer (pomniejszego usługodawcy wymienionego w zawiadomieniu —przyp. red.), która z całą pewnością była nieprofesjonalna. Osobiście analizowałem też regulamin organizacyjny przygotowany przez GC i w tym przypadku podtrzymuję, że lwia część pracy polegała na zmianie nazw istniejących w elektrowni komórek organizacyjnych. Dokument zawierał też błędy. W przypadku pozostałych opracowań, z których część trafiła do Kozienic dopiero w styczniu, polegałem na opinii Kazimierza Piątkowskiego (p. o. członek zarządu elektrowni — przyp. red.) — twierdzi Roman Czerwiński.

Kontrowersje nadal może budzić samo znalezienie się GC wśród kontrahentów Kozienic. Stanisław Bortkiewicz uważa, że nie jest zagadką to, że firma tak szybko dostała pierwsze duże zlecenie.

— Przygotowywaliśmy się do uruchomienia działalności od wielu miesięcy. Gdy się zarejestrowaliśmy, natychmiast trafiliśmy z ofertami do spółek, o których było wiadomo, że mogą potrzebować tego rodzaju usług — zapewnia Stanisław Bortkiewicz.

 

Superman mimo woli

Właściciel GC, określony przez miesięcznik „Forbes” mianem „supermana Kaczyńskich”, przekonuje, że jego kontakty w środowisku politycznym nie miały wpływu na otrzymanie zlecenia.

— W kręgach PiS byłem raczej dysydentem — twierdzi Stanisław Bortkiewicz.

Jego zdaniem, fakt, że był szefem Ursusa, gdy Anna Łukaszewska-Trzeciakowska pracowała w Bumarze, w którego grupie Ursus był przez pewien czas, również nie jest związany z otrzymaniem zlecenia.

— Mieliśmy po prostu kompetentnych ludzi z doświadczeniem w restrukturyzacji państwowych spółek i dobrą ofertę — mówi Stanisław Bortkiewicz.

On sam restrukturyzował Ursus, a potem warszawskie wodociągi za stołecznej prezydentury Lecha Kaczyńskiego. W wodociągach pracowała też Małgorzata Wcześniak. Spotkali się ponownie w PZU za czasów Jaromira Netzla.

— Odeszliśmy z własnej woli, choć posady były atrakcyjne — podkreśla właściciel GC.

Agnieszka

Berger

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu