Ministerstwo Zdrowia próbuje ograniczyć swobodę działalności gospodarczej — twierdzi branża farmaceutyczna. Resort się broni.
Przedsiębiorcy działający w przemyśle farmaceutycznym nieczęsto mówią jednym głosem. Tym razem jednak są zaskakująco zgodni: resort zdrowia przygotował bubel, jakich mało. Mowa o niepozornym fragmencie projektu nowelizacji ustawy o świadczeniach zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych. Pomysłodawcy chcą wprowadzić do noweli zapis zakazujący przedstawicielom branży przyjmowania korzyści majątkowych w zamian za uzyskanie określonego poziomu sprzedaży leków refundowanych. Idea jest szczytna: chodzi między innymi o ograniczenie korupcji między hurtownikami, aptekarzami i lekarzami oraz tworzenia sztucznego popytu na leki. Gdyby chodziło tylko o łapówki, sprawa byłaby prosta. Jednak zapis sformułowany jest na tyle ogólnie, że stanowi próbę uniemożliwienia przedsiębiorcom stosowania jakichkolwiek instrumentów marketingowych, prowadzących do osiągnięcia zysku. Przyznają to zresztą sami projektodawcy.
Zapis zakazuje bowiem przyjmowania korzyści uzależnionych od „takich działań, które prowadzą lub mogą prowadzić do zwiększenia poziomu sprzedaży”. A to już pojęcie bardzo pojemne. Dotyczyć może zarówno rabatów udzielanych aptekom przez hurtownie, jak też np. zawieranych między nimi umów marketingowych. A nawet, w skrajnym przypadku, szkoleń branżowych prowadzonych przez lekarzy. Te też, pośrednio, mogą prowadzić do wzrostu sprzedaży niektórych leków refundowanych, a w efekcie przynieść zysk producentom i sprzedawcom.
— Zapis jest niejasny. Gdyby interpretować go dosłownie, jest rozwiązaniem wybitnie antybiznesowym. Ustawodawca, chcąc ograniczyć negatywne zjawiska występujące na rynku, powinien zrobić to precyzyjnie. Tak jak w Niemczech, gdzie zakazane jest wyłącznie udzielanie rabatów aptekom — mówi Cezary Śledziewski, prezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego.
Przeciw ministerialnemu pomysłowi wystąpiła również Naczelna Izba Aptekarska (NIA), której przekazano projekt do konsultacji.
— Zaproponowaliśmy, aby wykreślić w całości ten fragment. Czytając go dosłownie, można zrozumieć, że przyjmowanie wszelkich innych korzyści materialnych jest dopuszczalne. Zresztą cały projekt nowelizacji ustawy zaopiniowaliśmy negatywnie — wyjaśnia Andrzej Wróbel, prezes NIA.
Co na to resort zdrowia? Paweł Trzciński, rzecznik ministerstwa, nie broni zgodności przepisu z zasadą wolności działalności gospodarczej, wynikającej z konstytucji.
Argumentuje jednak, że ograniczenie tej wolności jest dopuszczalne w drodze ustawy oraz ze względu na „ważny interes publiczny”. A oba warunki, jak twierdzi, są w tym przypadku spełnione.
— Projektowane regulacje pozwolą ograniczyć wydatki NFZ na refundację leków i wyrobów medycznych co najmniej o miliard złotych — mówi Paweł Trzciński.
Okiem eksperta
Skutki sprzeczne z deklaracjami
Projektowany artykuł to pierwszy przypadek, w którym prawodawca uznaje generalnie działania przedsiębiorców służące zwiększaniu sprzedaży za przestępstwo. To wyjątkowo rażące naruszenie konstytucyjnego prawa do prowadzenia działalnosci gospodarczej. A co więcej, także prawa pacjenta do ochrony zdrowia, którego elementem jest dostęp do leków. Np. dzięki zwiększeniu przez firmy farmaceutyczne wiedzy lekarzy o nowoczesnych lekach refundowanych więcej pacjentów jest leczonych tymi lekami i poprawia się stan zdrowia społeczeństwa. Ograniczanie za pomocą sankcji karnych takiego działania zagraża ochronie zdrowia pacjentów. Projektowane przepisy prowadzą zatem do skutków sprzecznych z deklaracjami ich autorów.
Wojciech Kozłowski Partner, kancelaria Salans