Nie chcemy rozpoczynać z rządem strzelaniny. Chcemy najpierw rozmawiać — mówi członek zarządu jednego z dużych ubezpieczycieli. W ten sposób stara się ostudzić gorącą atmosferę, która od kilku dni panuje w branży. Chodzi o budzący kontrowersje podatek od aktywów. Choć jego wprowadzenie było zapowiadane przez PiS od dłuższego czasu, to miał dotknąć przede wszystkim banków. Uderzył jednak w ubezpieczycieli, i to tak mocno, że rozważają nawet sięgnięcie po międzynarodowy arbitraż, który miałby orzec, czy wprowadzając podatek, Polska nie naruszyła międzypaństwowych umów o ochronie inwestycji. Najpierw jednak chcą przekonać stronę rządową argumentami, a zgromadzili ich całkiem sporo.
— Jesteśmy gotowi płacić podatek od aktywów, ale niech ma on ręce i nogi. Zaprezentowany przez rząd jest kompletnie oderwany od rzeczywistości i nijak ma się do sytuacji branży ubezpieczeniowej w Polsce — mówi prezes dużego ubezpieczyciela.
Trzy ciosy
Jego zdaniem, branżę najbardziej bolą trzy rzeczy. Pierwszą jest wysokość daniny.Ma wynieść 0,6 proc. w skali roku od aktywów ponad 4 mld zł. To znacznie więcej niż w przypadku banków, których aktywa zostały obłożone podatkiem w wysokości 0,39 proc. Powód, dla którego tak się stało, jest prozaiczny: powołując się na dane Komisji Nadzoru Finansowego, według której ubezpieczyciele zarobili w pierwszej połowie tego roku 3,5 mld zł, twórca projektu ustawy uznał, że sektor ubezpieczeniowy jest bardziej rentowny niż bankowy.
— To błędne wyliczenia, zawyżone o ponad 1 mld zł dywidendy za 2014 r., którą PZU Życie wpłaciło do PZU. Po odjęciu zysków, które wypracowuje PZU, cała branża zarabia mniej niż jeden duży bank w Polsce — mówi przedstawiciel jednego z ubezpieczycieli.
Branża będzie więc przekonywać rząd do obniżenia stawki podatkowej, wskazując na niską rentowność działalności ubezpieczeniowej w Polsce — poza PZU nikt na niej nie zarabia kroci. Spadają także zyski — ze wstępnych szacunków wynika, że po trzech kwartałach tego roku będą niższe o 23 proc. w porównaniu z osiągniętymi rok temu. Kolejnym problemem jest brak wyłączeń. W przypadku banków projekt przewiduje obniżenie podstawy opodatkowania o kapitały własne. W przypadku ubezpieczycieli będą liczone wszystkie aktywa, łącznie z rezerwami.
— Aż 75 proc. aktywów ubezpieczycieli to kwoty na pokrycie obecnych i przyszłych zobowiązań wobec klientów i poszkodowanych. Pełnią one ważną funkcję społeczną — zostaną wypłacone ubezpieczonym w formie odszkodowań i świadczeń — mówi Jan Grzegorz Prądzyński, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU), podkreślając, że połowa aktywów towarzystw życiowych, które dotknie podatek, to oszczędności ich klientów, ulokowane w ubezpieczeniach inwestycyjnych. Dlatego PIU domaga się, by ubezpieczycieli obowiązywało podobne wyłączenie, jakie ma obowiązywać banki.
— Od podstawy opodatkowania powinna być odjęta wartość kapitałów własnych zakładów ubezpieczeń, które wynoszą obecnie ponad 30 mld zł. To gwarancja bezpieczeństwa zakładów ubezpieczeń i ich klientów — podkreśla szef PIU. Ostatnią bolączką branży jest zachwianie konkurencji na rynku. Według naszych rozmówców, podatek dotknie zaledwie trzech ubezpieczycieli majątkowych (PZU, Ergo Hestia i Warta) oraz siedmiu towarzystw życiowych. Wszystko przez zapisany w projekcie próg 4 mld zł aktywów — podmioty o niższych aktywach nie będą nim objęte. W ten sposób daniny nie zapłacą np. spółki wchodzące w skład grupy VIG Polska, która jest trzecią siłą na rynku majątkowym, choć ich łączne aktywa przekraczają ten próg. — Próg 4 mld zł pasuje do sektora bankowego, bo rozdziela banki komercyjne od SKOK-ów i banków spółdzielczych.
W przypadku branży ubezpieczeniowej sztucznie podzieli rynek na dwie części, negatywnie wpływając na biznes towarzystw, których dotknie — mówi przedstawiciel jednego z ubezpieczycieli.
Możliwości ograniczone
W grę wchodzi także spadek konkurencyjności na rynku produktów emerytalnych ze wsparciem państwa (IKE i IKZE). Są one sprzedawane także przez objęte niższą stopą podatku banki oraz zwolnione z podatku towarzystwa funduszy inwestycyjnych.
— Wejście w życie podatku w projektowanej formie spowoduje zastopowanie rozwoju branży ubezpieczeniowej w Polsce i ograniczenie inwestycji — uważa Maciej Bitner, główny ekonomista Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych (WISE). Jego zdaniem, ubezpieczyciele nie mają takiej możliwości jak banki — nie mogą szybko przerzucić kosztów podatku na klientów. Dlatego początkowo będą musieli wziąć jego ciężar na siebie i podnieść ceny i opłaty w nowych produktach. To obniży i tak niską rentowność ubezpieczeniowego biznesu.
— Klienci nie mają alternatywy dla depozytu bankowego czy kredytu hipotecznego i są skazani na usługi bankowe. Produktów ubezpieczeniowych, poza obowiązkowym OC, mogą po prostu nie kupować, szczególnie jeśli będą za drogie — podkreśla Maciej Bitner.



