Gospodarka: Droga ropa może zaszkodzić

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2011-03-25 00:00

Po doskonałym styczniu w lutym pojawiło się zagrożenie. Był nim wzrost ceny ropy, wynikający z arabskiej "zimy ludów". Sytuacja w świecie arabskim jest czynnikiem, o którym przez dłuższy czas zapomnieć się nie da. Wiadomo na przykład, że w Egipcie społeczeństwo zamieniło na razie Gierka na Jaruzelskiego, ale czy skończy się podobnie, jak to się stało w Polsce, tego nie wiemy i dużo jeszcze czasu upłynie, zanim się dowiemy.

W Libii sytuacja była poważniejsza. Niespokojnie było też w Maroku, Bahrajnie, Jemenie i w innych krajach Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Zanosiło się również na wybuch niezadowolenia w Arabii Saudyjskiej. Tam rodzina królewska przekupiła poddanych kwotą 36 mld USD, ale nie wiadomo, czy to wystarczy. Wprowadzony przez Saudyjczyków zakaz demonstracji może sygnalizować, że nie. Świat zaczął się obawiać tego, że rewolucja ogarnie również inne państwa arabskie. Nic dziwnego, że ropa gwałtownie drożała. Cena przekroczyła 100 USD za baryłkę, ale granica bólu jest wyżej. Gdzie? Tego nikt nie wie.

Tym bardziej palący staje się problem inflacji. Ben Bernanke mówi zadziwiające rzeczy na ten temat. Twierdzi, że inflacja jest nadal zbyt niska, a oczekiwania co do jej przyszłej wielkości stabilne. Nie boi się jej wzrostu z powodu zwyżki cen surowców i żywności, bo bezrobocie jest wysokie. Szef Fed chyba od dawna nie widział wykresów cen surowców i towarów rolnych. Najbardziej wymowne było oświadczenie, zgodnie z którym Fed nie będzie podnosił stóp i/lub zaostrzał polityki monetarnej tylko po to, żeby spełnić wymagania rynków rozwijających się. Taka postawa Fed powodowała, że do wybuchu rewolucji libijskiej rosły indeksy w USA i na części rynków europejskich. Wynikało to z przechodzenia kapitałów, opuszczających rynki obligacji (wysoka inflacja bardzo zaszkodzi ich cenie) i wchodzących w akcje.

W kontekście wzrostu inflacji dobrym pytaniem jest: czy Fed w czerwcu podejmie decyzje o kontynuowaniu druku pieniędzy (skupu obligacji)? Coraz głośniejsze są protesty Republikanów. Poza tym administracja USA chce wdrożyć ostre cięcia budżetowe. Cięcie z jednej strony i drukowanie z drugiej wyglądałoby bezsensownie. Można sobie jednak wyobrazić zakończenie skupu obligacji w połączeniu z cięciami budżetowymi. Rezultat łatwy do przewidzenia: zahamowanie ożywienia gospodarczego, a może i recesja.

Zakładam, że po okresie hamletyzowania wystraszony Fed podejmie jednak decyzję o kolejnym skupie obligacji. Nie bardzo będzie miał wyjście. Taka decyzja przedłużyłaby hossę na surowcach i akcjach do końca roku. Wiele jednak zależeć będzie od tego, co będzie się działo w Afryce Północnej i na rynku ropy. Jeśli sytuacja się tam uspokoi to cena ropy natychmiast zanurkuje, a indeksy będą znowu biły kolejne rekordy. Jeśli sytuacja się zaostrzy i zagrożone będzie wydobycie na Bliskim Wschodzie, to nic nas nie uratuje przed przeceną. Niestety, jeśli chodzi o ten czynnik, nie potrafię postawić prognozy. l

Teksty powstały przed tragedią w Japonii