Brak pracowników, surowców i niebezpiecznie rosnący stopień wykorzystania mocy wytwórczych mogą spowolnić tempo wzrostu.
Nawet w czasach względnej prosperity przedsiębiorcy wypatrują zagrożeń. W 2006 r. obawiano się bariery popytu. Tymczasem 6,1-procentowy wzrost PKB w dużej części wypracowała wysoka konsumpcja i inwestycje.
Zdaniem ekspertów Lewiatana, w pierwszej połowie 2007 r. było jeszcze lepiej.
— Wszystko wskazuje na to, że tempo wzrostu PKB wyniosło w tym czasie 6,7-6,8 proc. PKB. To rezultat wzrostu spożycia indywidualnego o prawie 7 proc. i inwestycji o ponad 20 proc. (w I kwartale 2007 r. o 29,6 proc.). Niepokoiła jedyniesłabnąca dynamika eksportu (12 proc. w czerwcu 2007 r.), i rosnąca dynamika importu — mówi Małgorzata Krzysztoszek, ekspert Lewiatana.
Zmieniły się też obawy przedsiębiorców. Na początku 2006 r. firmy, które nie inwestowały (40 proc.) jako główną przyczynę (ponad 70 proc.) wymieniały słabą koniunkturę i brak popytu. Teraz popyt jest bardzo wysoki.
— Powoduje to, że utrwala się malejąca dynamika eksportu. Zamiast bariery popytu jest problem z podażą, co oznacza, że gospodarka wpada w nożyce — zauważa Małgorzata Krzysztoszek.
Ogranicza to możliwość realizacji przez firmy zamówień. W sektorze budownictwa, aż 40 proc. badanych przez NBP firm zgłasza problemy dotyczące realizacji zleceń.
— Barierę podaży widać coraz wyraźniej w trzech obszarach: na rynku pracy, na rynku surowców i materiałów i w stopniu wykorzystania mocy wytwórczych — wyjaśnia Małgorzata Krzysztoszek.
Jej zdaniem, należałoby ograniczyć możliwość wcześniejszego przechodzenia na emeryturę, wprowadzić możliwość zatrudnienia obcokrajowców na czas realizacji zleceń, a nie na trzy miesiące oraz zreformować system edukacji zawodowej.