Gowin chce wypełnić biznesową niszę

opublikowano: 01-08-2013, 00:00

Program konkurenta premiera Tuska to mieszanka populizmu oraz ciekawych, ale kosztownych pomysłów — oceniają eksperci

Były minister sprawiedliwości odkrył karty. Z 14 stron jego programu połowę poświęcono gospodarce. To znak, że Jarosław Gowin marzy o zagospodarowaniu przedsiębiorców, którym opatrzyły się rządy PO. „Polscy przedsiębiorcy odnoszą sukcesy nie dzięki dobrze zorganizowanemu państwu, ale bardzo często wbrew niemu, walcząc z opornymi urzędnikami. Dalszy rozwój Polski nie jest możliwy bez zdecydowanego poprawienia warunków do prowadzenia działalności gospodarczej” — wykłada swoje credo Jarosław Gowin.

Zobacz więcej

BÓJ O DUSZE PRZEDSIĘBIORCÓW: Drogi dawnych partnerów politycznych się rozchodzą. Jarosław Gowin zaczyna zabiegać o głosy przedsiębiorców. Premier Tusk jest wytrawnym politykiem i wie, że nie może sobie pozwolić na utratę do niedawna żelaznego elektoratu PO. [FOT. AGENCJA GAZETA]

Podatkowa litania życzeń

Głównym punktem programu jest uproszczenie prawa podatkowego — aby ściganie i kontrola podatników były jak najmniej uciążliwe. Temu celowi służyć ma m.in. powołanie Rzecznika Praw Podatników oraz opracowanie Karty Praw Podatnika i kodeksu podatkowego.

— Tego typu postulaty nie są nowe i co jakiś czas pojawiają się na politycznej giełdzie. Oczywiście, że przydałby się rzecznik praw podatników, kodeks podatkowy czy karta praw. Pytanie o szczegóły tych rozwiązań — czy rzecznik miałby narzędzia prawne do skutecznego działania i czy karta praw dawałabyrzeczywistą ochronę przed arbitralnością organów skarbowych — zastanawia się Andrzej Nikończyk, przewodniczący rady podatkowej Konfederacji Lewiatan. Inny pomysł to skrócenie do 3 lat terminu przedawnienia zobowiązań podatkowych.

— Wielkim problemem jest nadużywanie przez skarbówkę przepisów o przedawnieniu w ten sposób, że wykorzystują inne przepisy pozwalające przerwać bieg przedawnienia. Problem leży więc gdzie indziej niż w samym terminie przedawnienia. Możemy zapisać, że wynosi dwa lata, a i tak fiskus znajdzie sposoby, by do przedawnienia nie dopuścić — mówi Andrzej Nikończyk.

Jarosław Gowin proponuje też odebranie Ministerstwu Finansów (MF) prawa wydawania wiążących interpretacji podatkowych i przekazanie go niezależnemu organowi.

— Nie bardzo rozumiem, kto miałby być tym niezależnym organem? Jaki wpływ miałby taki organ na skarbówkę, która musi wiążące interpretacje honorować i stosować się do nich? Teraz MF, lepiej czy gorzej, ale jakoś sobie radzi w tej kwestii — uważa ekspert Lewiatana.

Kosztowne pomysły

Jarosław Gowin kładzie duży nacisk na zwiększenie finansowego wsparcia rodzin i dzieci. Proponuje, aby urlopy macierzyńskie przysługiwały nie tylko kobietom odprowadzającym składki, ale też bezrobotnym, studentkom i rolnikom w spódnicy. „Wysokość zasiłku macierzyńskiego wynosiłaby 80 proc. wynagrodzenia za ostatni rok dla osób pracujących lub prowadzących działalność gospodarczą. Natomiast dla osób nieosiągających dochodów 80 proc. minimalnego wynagrodzenia” — proponuje były minister sprawiedliwości.

— To chyba żart. Jak urlop może dostać ktoś, kto nie pracuje? Absurd. Osobom korzystającym z urlopów macierzyńskich zasiłki płaci ZUS, czyli wszyscy Polacy. Skąd Jarosław Gowin weźmie pieniądze na pokrycie dodatkowych świadczeń? — pyta Jeremi Mordasewicz, członek rady nadzorczej ZUS, przedsiębiorca. Program tego nie wyjaśnia.

— Przyznawanie rolnikom kolejnych przywilejów też jest nieuzasadnione. Przynajmniej do czasu, aż zaczną płacić podatki i składki na równi z innymi. Dziś rocznie na KRUS idzie z budżetu państwa ponad 15 mld zł — zaznacza Jeremi Mordasewicz.

Kolejnym pomysłem byłego ministra jest przyznawanie tzw. bonu wychowawczego wysokości 550 zł miesięcznie na każde dziecko od 1 roku życia do czasu rozpoczęcia nauki w szkole. Pieniądze dostaną rodzice.

— Niewątpliwie rodzice zrobią z tych pieniędzy najlepszy użytek i wydadzą je w sposób optymalny — twierdzi Jarosław Gowin.

— Pomijając milion rodzin patologicznych, może pozostali wydadzą te pieniądze właściwie. Nie, to bardzo zły pomysł. Dla 2 mln dzieci rocznie byłyby to kwoty grubo powyżej 15 mld zł. Państwa na to nie stać — mówi Jeremi Mordasewicz.

— Ta propozycja jest nierealna. Wiara w to, że państwo udźwignie tak wielki ciężar, jest taka sama jak w to, że pieniądze z tych bonów zostaną wydane na rozwój dzieci — mówi Maciej Grelowski, szef rady głównej Business Centre Club.

Jarosław Gowin chce też zwiększyć ulgi dla dzieci.

— Uważam, że to słuszna droga, ponieważ w Polsce transfery do dzieci są za niskie. Trzeba tylko tak to przeprowadzić, aby łączna suma transferów społecznych się nie zwiększyła. Pieniądze na dzieci można by znaleźć, ograniczając przywileje emerytalne — podpowiada Jeremi Mordasewicz.

— Jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest podnoszenie dochodowości gospodarstw domowych, a nie ulg. Moim zdaniem, ten element programu należy do kategorii czystego populizmu politycznego — uważa Maciej Grelowski.

Jarosław Gowin zapewnia, że jego propozycje nie zwiększą wydatków budżetu państwa. Twierdzi, że ma na to analizy ekspertów. Czekamy na ich przedstawienie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu