Po czwartkowych notowaniach jedno już można powiedzieć o tym tygodniu na naszym parkiecie, poza oczywiście istotnym odsunięciu się od minimów bessy. GPW stała się bardziej przewidywalna. To oznacza zwiększenie się kapitału inwestorskiego, kosztem spekulacyjno-hazardowego.
Dzisiejsza sesja w Warszawie, z uwagi na brak istotnych danych oraz świąteczną przerwę na Wall Street, z góry skazana była na niezbyt duże obroty i zmniejszoną dawkę emocji. GPW niczym dzisiaj nie zaskoczyła i skrupulatnie realizowała wzrostowy scenariusz na początku handlu. WIG20 na otwarciu wzrósł o 1,72 proc., a byki, testując poziom 1800 pkt., szybko podkreśliły swoją przewagę. Bardzo dobrze zachowywał się kurs KGHM, który wraz z PKN Orlen stał się motorem ciągnącym indeks blue chipów do góry. Wiara inwestorów w lubiński kombinat ponownie się zwiększa, na skutek kroków podejmowanych w Chinach w celu podtrzymania szybkiego tempa rozwoju. Dalekowschodnie mocarstwo generuje bardzo znaczącą część popytu na miedź, a program stymulacji chińskiej gospodarki w dużym stopniu opiera się na ułatwieniach w budownictwie i to może oznaczać, że dołki cenowe tego surowca już się wyraźnie nie pogłębią. Jednak największe wzrosty były udziałem deweloperów. Polnord i GTC dały już zarobić kilkadziesiąt procent tym akcjonariuszom, którzy kupili ich walor pięć dni temu.
W drugiej części notowań, zgodnie z oczekiwaniem, podaż złapała drugi oddech i udało jej się zepchnąć WIG20 na minima sesji, ale to było wszystko, na co ją było stać. Udany finisz byków podniósł WIG20 o 1,28 proc. głównie dzięki bankom, KGHM i deweloperom. Na drugim biegunie znalazł się mocno spadający Polimex oraz TP i słabnący w drugiej fazie PKN Orlen. Na szerokim rynku, przy ponownie symbolicznych obrotach, bardzo negatywnie zaprezentował się Warimpex, który przed sesją przedstawił rozczarowujący raport kwartalny. Prawdziwy rollercoaster odbywa się na kwotowaniach Immoeastu, który stał się od pewnego czasu ulubioną spółką spekulantów. Z kolei na walorach Olympic doszło do znaczącej transakcji, ostro przeceniającej kurs tego estońskiego operatora kasyn. Najwyraźniej większe partie akcji niektórych firm nadal nie mogą znaleźć kupców, mimo 80-90-procentowych spadków na wartości.
Komentatorzy giełdowi, praktycznie wszystkich parkietów na świecie, zauważają u siebie podobne zjawisko. Inwestorzy wyraźnie podzielili się na dwa obozy. Jedni uczestnicy rynków są przekonani, że agresywna polityka banków centralnych i bodźce finansowe stosowane przez rządy w dalszej perspektywie owszem pomogą wyjść gospodarkom z depresji, ale najbliższe miesiące pokażą pogłębienie się kryzysu. Drudzy uważają, że ceny akcji zdyskontowały już spadek wydatków konsumentów i pogorszenie się wyników firm, a obecnie jesteśmy w najgłębszej fazie kryzysu. Lekka przewaga tych drugich skutkuje odreagowaniem indeksów, ale nawet ta pierwsza grupa nie oczekuje już nowych rekordów bessy.