Andrzej Stec: Skąd taka słabość GPW? Wszystko rośnie tylko nie krajowe indeksy?
W Polsce jest za mała wiara we wzrosty. Zarządzający co prawda o nich mówią, ale szybko dodają, że wzrosty przyjdą dopiero na koniec roku. Ponadto wielu z nich obawia się, że w przeciwieństwie do dźwigającej się gospodarki USA, Polskę czeka spowolnienie.
I druga rzecz. Pokutujemy za to, co się działo dwa-trzy lata temu. Klienci TFI pchali wtedy krajowe indeksy w górę. Teraz brakuje im cierpliwości. I nic dziwnego, bo mamy już 10 miesięcy niepewności i dużej zmienności. Brak spadków, to za mało, aby wpłacać pieniądze na rynek akcji. Muszą przyjść wzrosty. Rozmawiam z wieloma ludźmi. Większość z nich pyta wprost - dlaczego mam kupować akcje, jak te nie drożeją.
Kto może rozruszać krajowy rynek?
Raczej nie będą to fundusze emerytalne. Co prawda mają one mniejszy udział akcji w portfelach, m.in. przez spadki. Ale pamiętajmy, że już wkrótce zaczną wypłacać pierwszym klientom emerytury.
Może więc zagranica. Ta jednak nie miała okazji, aby obkupić się wystarczająco w akcje polskich spółek. Ta grupa inwestorów nie jest więc zainteresowana pchaniem indeksów w górę. To się stanie, ale dopiero wtedy, kiedy jakiś jeden, duży gracz da do tego sygnał. Wówczas na zakupy będzie już za późno. Zacznie się bowiem szalony pościg za akcjami i gwałtowny skok krajowych indeksów. Nie zdziwię się, jeśli tak jak w 2003 roku indeksy w ciągu kilku miesięcy wzrosną 40 proc. Pytanie, kiedy to się stanie – za kilka tygodni, miesięcy, czy też na przełomie roku.
Czy to możliwe, że spadki wywołują inwestorzy i klienci TFI, którzy zbierają pieniądze na podatek?
Raczej nie. Może parę procent z tego co się dzieje wiązałbym z podatkiem. Z przeprowadzonych przeze mnie rozmów wynika, że niewiele osób zarobiło w ubiegłym roku na GPW.