Mimo że raporty kwartalne Goldman Sachs i Bank of America (zwłaszcza ten ostatni, który zanotował 8 mld strat i najgorszy wynik w historii zaskoczył negatywnie) rozczarowały inwestorów, to szybko znaleźli oni pociechę w lepszych raportach pozostałych spółek. Wyniki banków powoli przestają być najbardziej ekscytującą częścią sezonu raportów, a rolę lidera przejęły na siebie spółki produkcyjne. Dodatkowo inwestorów ucieszyły dane z rynku budownictwa - wyraźnie wzrosła liczba wydanych pozwoleń i zainicjowanych budów i nadzieje na wyjście z pata wokół limitu zadłużenia USA. Nowa propozycja szóstki senatorów stanowiących koalicję Republikanów i Demokratów (nazwana już gangiem sześciu) zakładająca obniżkę wydatków i wzrost niektórych podatków została odczytana jako zapowiedź kompromisu w tej sprawie. S&P wzrósł o 1,6 proc., co daje najsilniejszy wzrost od prawie pięciu miesięcy i najwyższe zamknięcie od siedmiu sesji. Po sesji wyniki opublikowało Apple. Spółka Steve'a Jobsa podwoiła zysk do 7,3 mld USD, a jej przychody wzrosły o 80 proc. do 28,6 mld USD, przebijając i tak wyśrubowane prognozy analityków. W handlu posesyjnym akcje Apple'a wzrosły o 7,5 proc., co przyczyniło się do poprawy nastrojów na całym rynku. Raz jeszcze okazało się, że akcje do wzrostu cen potrzebują lepszych danych z rynku "pracy" :).
Dobre nastroje z USA przeniosły się za Pacyfik, gdzie Kospi i Nikkei
solidarnie wzrosły o 1,2 proc. (rozpoczynając sesje jeszcze wyżej), a All
Ordinaries o 1,7 proc. Mimo trzeciego z kolei wzrostu indeksu wskaźników
wyprzedzających w chińskiej gospodarce (o 0,5 proc. do 155 pkt), indeks giełdy w
Szanghaju spadł o 0,2 proc., a w Hong Kongu wzrósł o skromne 0,4 proc.
Dobre nastroje powinny przenieść się do Europy, która jednak nie może
zapominać, że kondycja amerykańskich korporacji ma się nijak do kondycji
finansów publicznych krajów południa Europy. Przywódcy Niemiec i Francji
spotkają się dziś w Berlinie, aby wypracować wspólne stanowisko na czwartkowy
szczyt Unii poświęcony pakietowi pomocowemu dla Grecji. Z kolei w brytyjskim
parlamencie premier Gordon Brown będzie musiał udzielić wyjaśnień w sprawie
afery podsłuchowej. Mimo wszystko dobre nastroje powinny przeważać na
dzisiejszej sesji.
Warszawski parkiet na tle indeksów zachodniej Europy wygląda tak, jakby
ktoś na GPW zaciągnął ręczny hamulec. WIG20 zyskał wczoraj 0,2 proc., podczas
gdy zwyżki CAC40 i DAX były o 1 pkt proc. silniejsze. Jednak słabość głównego
indeksu nie była czynnikiem czysto lokalnym (choć odczyt słabych danych o
produkcji przemysłowej, która wzrosła tylko o 2 proc. mógłby być niezłym
usprawiedliwieniem słabości), lecz cechą wspólną dla wielu rynków wschodzących.
Niemoc kupujących widać było także na giełdach w naszym regionie, a później w
Meksyku. Także Bovespa i Merval rosły wolniej niż indeksy w USA. Przyczyn
słabości rynków wschodzących należy upatrywać w zachowaniu rynków walutowych -
osłabienie lokalnych walut w ostatnich dniach uderza w inwestorów globalnych,
którzy mając na karku dodatkowe ryzyko nie kwapią się z zakupami na rynkach
wschodzących.
Przy dobrej postawie rynków europejskich ryzyko dalszego osłabienia
złotego spada, co powinno pomóc w stopniowej poprawie na GPW. Celem WIG20 jest
sforsowanie oporu (niedawnego wsparcia) na 2700 pkt. Wsparcie w okolicach
2600-2640 wygląda na niezagrożone.
KOMENTARZ PRZYGOTOWAŁ
Emil Szweda, Noble Securities