GPW nabiera niebezpiecznego przechyłu

Włodzimierz Uniszewski
opublikowano: 2008-03-12 14:33

Śledząc przebieg dzisiejszych notowań na GPW nie sposób uskarżać się na nadmiar atrakcji. Indeksy nie kwapiły się do wzrostu i zadowalały minimalnymi zmianami.

Przedłużająca się ostrożność popytu ośmieliła w końcu podaż i tym sposobem Wig20 zszedł w końcu pod kreskę, jako najsłabszy dzisiaj europejski indeks. Nie jest to jednak duża strata – Wig20 traci 0,3 proc., a mWig40 jest wciąż na plusie. Pomogły w tym amerykańskie kontrakty, które nieco osłabły wczesnym popołudniem. Widać wyraźnie, że ostatni podskok w Warszawie został wykonany ostatkiem sił, a rynek jest wypłukany z kapitału. Kilkudniowe ocieplenie koniunktury w żaden sposób nie zwiększyło zainteresowania giełdowymi inwestycjami i warszawskim inwestorom przyjdzie cierpieć za to, że GPW ma obecnie status peryferyjnego, zapomnianego rynku.

Na giełdach Europy festyn też już się skończył, ale niemal wszystkie indeksy mają jeszcze zieloną barwę. Wszyscy uważnie obserwują kontrakty na amerykańskie indeksy i czekają na reakcję tamtejszych inwestorów po tak dużej zwyżce. Na rynki walutowe powróciła szara codzienność, czyli wyprzedaż dolara. Po lepszych danych o produkcji przemysłowej w strefie euro dolar błyskawicznie został przeceniony do poziomu niemal 1,55 za euro, co stanowi wyraźny dowód braku wiary rynku w skuteczność działań Fed. Ponadto wszyscy przypomnieli sobie, że wkrótce Fed obniży stopy procentowe i dysparytet między stopą Fed Funds a tą ustalaną przez EBC znowu się powiększy.

Tracący na wartości dolar nie wpłynął na razie na wyceny surowców. Metale zachowują spokój, a rynek ropy czeka na dane o stanie zapasów w USA. Dzisiaj jest to chyba jedyna publikacja, która może wpłynąć na przebieg sesji, szczególnie jeśli ropa ustanowi nowy rekord. Do tej pory podano jeszcze informację o nieznacznym spadku wniosków o kredyt hipoteczny w USA, ale przeszła ona bez echa. Podobnie jak wiadomość, że Citigroup musi zasilić swoje fundusze hedgingowe operujące na rynku długu hipotecznego kwotą 1 mld. USD. Dobrego wrażenia nie mogła też zrobić wypowiedź prezesa Freddie Mac, że ceny domów spadły zaledwie o jedną trzecią zakładanego przez niego całkowitego procentowego spadku ich wartości. Na razie jednak kontrakty są bardzo blisko poziomu neutralnego i krótkoterminowe obawy walczą z nadzieją na sukces polityki Fed w dalszym terminie. Dlatego szanse wzrostowego lub spadkowego zakończenia sesji w USA są wciąż równe.