GPW nadal w stanie niepewności

Waldemar Borowski
opublikowano: 2009-02-12 07:43

Ograniczone wzrosty na Wall Street, po wtorkowej ostrej wyprzedaży, oraz ważne dane makroekonomiczne z USA jakie pojawią się dopiero po południu, nie preferują podejmowania ryzyka inwestycyjnego na GPW. Ponowny spadek rentowności amerykańskich 10-letnich obligacji skarbowych do 2,78 proc. i wzrost ceny złota w kwietniowych kontraktach do ponad 944 USD za uncję, sygnalizuje utrzymywanie się większej awersji do ryzyka na rynkach.

Wczorajsza sesja w Warszawie, mimo spadku WIG20 o 2,56 proc., nie zaskoczyła skalą przeceny. Po fatalnym zakończeniu handlu w Nowym Jorku naturalne było przerwanie 5-dniowej wzrostowej serii. Jednak w ujęciu ostatnich dwóch sesji WIG20 wypadł lepiej od niemieckiego indeksu DAX i francuskiego CAC40.  Korelacja z najważniejszymi rynkami, jaka pojawiła się w ostatnich dniach, nie została więc na razie przerwana. W powrocie dużego rozczarowania nie wzięły też udziału mniejsze spółki z mWIG40 i sWIG80.

Znaczne obroty jakie uwidoczniły się na wzrostowych sesjach mogą świadczyć, że do gry włączyły się bardziej konserwatywne fundusze. Nie leży w ich interesie zgoda na wyrywanie się naszych indeksów przed szereg i dopuszczenie do absolutnej dominacji niedźwiedzich nastrojów. Taka reakcja zaznaczyła się w końcowej fazie handlu w środę, gdzie dało się zaobserwować próbę skontrowania podażowych zapędów. Te elementy można przyjąć za dobry omen dla naszego rynku. Trudno jednak oczekiwać ryzykowania kapitału w tak niestabilnym otoczeniu, jakie pojawiło się po ogłoszeniu przez Sekretarza Skarbu USA Timothy Geithner’a, planu wsparcia amerykańskiego systemu finansowego. Bez wyjaśnienia sytuacji na Wall Street, GPW będzie skazana na większą pasywność ze strony popytu.

Dzisiejsza sesja powinna określić nastroje w jakich na weekend udadzą się inwestorzy. Na rynki dotrą ważne dane makroekonomiczne z USA. Na kondycję indeksów wpłynie cotygodniowa liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Ekonomiści liczą na jej spadek do 610 tys.  Istotne będą również dane Departamentu Handlu o styczniowej sprzedaży detalicznej. Tutaj można spotkać spore rozbieżności o skali jej skurczenia w poprzednim miesiącu- od 0,7 do 0,3 proc.- ale po wzroście  sprzedaży detalicznej w W. Brytanii, nawet zahamowanie spadku trudno wykluczyć. Do tego dojdą kwartalne raporty Coca-Coli i Manulife Financial. To nie będzie sprzyjać wysokim obrotom w pierwszej części handlu na warszawskim parkiecie.

Notowania europejskich banków uzależnione będą od reakcji inwestorów na wczorajsze doniesienia, jakie dotarły z Bank of England i Fortis Bank. Mervyn King, szef Banku Anglii, zasugerował możliwość zwiększenia podaży pieniądza. To oznacza przy okazji przyznanie, że polityka obniżenia stóp procentowych do 1 proc. w W. Brytanii ma mocno ograniczony skutek. Duże zamieszanie wprowadziła decyzja WZA Fortis Bank. Akcjonariusze odrzucili plan rządów Belgi i Holandii ratowania tego banku, co de facto oznacza kontynuację odpowiedzialności za jego kondycję przez budżety obu krajów i stawia pod wielkim znakiem zapytania możliwość przejęcia belgijskiego oddziału ze strony BNP Paribas.

Jednoznacznej odpowiedzi nie udzielili również amerykańscy inwestorzy. Po wtorkowej, traumatycznej reakcji, na przedstawiony przez Timothy Geithner’a nowy plan ratowania amerykańskiego systemu finansowego, wczorajsza sesja na Wall Street przebiegała w znacznie lepszej atmosferze. Daleko jednak było od łapania okazji i intensywnego zakupu mocno przecenionych akcji. Nie wywołało euforii, szybsze niż się spodziewano, uzgodnienie wspólnej wersji planu stymulacji gospodarki przez obie izby kongresu, bo przy okazji ograniczono kwotę na ten cel do 789 mld dolarów. Także zeznania przed komisją kongresu ośmiu szefów największych banków o ich akcji kredytowej nie wpłynęły wyraźnie na poprawę nastojów.

Większa aktywność w ostatniej fazie notowań spowodowała zwyżkę indeksu Dow Jones o 0,64 proc., a S&P500 o 0,8 proc., ale trudno to nazwać powrotem optymizmu na nowojorskie parkiety. Zyskały przede wszystkim banki, z Bank of America i Citigroup na czele. Gorzej powiodło się koncernom petrochemicznym po wzroście zapasów ropy naftowej w USA do blisko 351 mln baryłek, co wywołało znaczną przecenę jej kursu.