Miniony tydzień może być wspominany jako najczarniejszy w historii rynków. Chyba że ten będzie jeszcze gorszy.
Indeks WIG20 tylko dwa razy w czternastoletniej historii stracił w ciągu tygodnia więcej niż w ciągu minionych pięciu sesji. Zakończyły się one spadkiem o 361 pkt, czyli o 15,3 proc. Gorzej było tylko przed dziesięciu laty, kiedy rynki trawił kryzys rosyjski: w tygodniu zakończonym 28 sierpnia 1998 r. WIG20 spadł o 18,4 proc., a na przełomie września i października tamtego roku przecena zabrała 15,6 proc. W piątek była zresztą realna szansa, by pobić te niechlubne rekordy. W trakcie sesji WIG20 tracił nawet 13,6 proc., co w skali tygodnia dałoby spadek o ponad 20 proc.
Wiele innych indeksów w ubiegłym tygodniu zachowywało się jak nigdy dotąd. Globalny MSCI World Index (obliczany jest od początku lat 70.) stracił ponad 20 proc. MSXI Asia-Pacific Index spadł o 17 proc., najmocniej od 20 lat (wskaźnik obliczany jest od końca 1987 r.). Amerykański SP500 zanotował największą przecenę w czterdziestoletniej historii. Wszystkich przebił jednak tokijski Nikkei-225 (obliczany od 1949 r.), który przeceną o 24 proc. ustanowił rekord tygodniowego spadku.
Powody do zmartwień mają również ci, którzy zaciągnęli kredyty w walutach obcych. Frank szwajcarski zyskał do złotego ponad 8 proc. (mniej więcej tyle samo, ile w tygodniu zakończonym 21 sierpnia 1998 r., w czasie wspomnianego kryzysu rosyjskiego). Amerykańska waluta kosztuje już powyżej 2,60 zł. Zarówno miniony, jak i poprzedni tydzień zakończyły się wzrostem kursu USD/PLN prawie 7 proc., do poziomu nie o notowanego od roku. Gorzej było tylko (znów) w sierpniu 1998 r., a także w sierpniu 1993 r., kiedy kurs zielonego umocnił się o 10,5 proc. Euro ma krótszą historię, a złoty właśnie w relacji do wspólnej waluty jest relatywnie najbardziej stabilny. W ostatnim tygodniu kurs EUR/PLN wzrósł prawie o 5 proc. W odróżnieniu od rynków akcji, tu przynajmniej jest ktoś, kogo takie zmiany cieszą. To eksporterzy.
Podobnie dwuznacznie należy odbierać to, co się dzieje na rynku surowców. Cieszą się kierowcy i firmy transportowe. Cena baryłki ropy w Nowym Jorku spadła w tydzień o 12 dolarów, czyli prawie o 13 proc. To największy spadek od czterech lat. Od szczytu z 11 lipca tego roku (147 USD) cena oddaliła się już o 45 proc. W trakcie piątkowej sesji za baryłkę płacono nawet do 80 USD. Martwią się akcjonariusze KGHM. W niełasce pozostają też wszystkie inne surowce, oprócz złota. Kurs miedzi tylko w piątek spadł o 10 proc., do blisko 4,8 tys. USD za tonę (to największy jednodniowy spadek od października 2004 r.). W sumie w ciągu ostatnich pięciu dni obniżył się o blisko 20 proc. To najwięcej od ponad dwudziestu lat. O kursie KGHM lepiej nie mówić. Notowania spółki w piątek były kilkakrotnie zawieszane z powodu spadków. Na finiszu płacono za nie 28,52 zł, po spadku o 21 proc. W sumie w tydzień walory KGHM przeceniono o 37,66 proc. Jeszcze w czerwcu rynek wyceniał akcje spółki na 100 zł.