Ani Londyn, ani Frankfurt nie wykazały szczególnego zainteresowania naszym rynkiem. Co innego OMX, Euronext czy Wiedeń — mówi Wiesław Rozłucki.
„Puls Biznesu”: Jeszcze niedawno wydawało się, że minister skarbu Jacek Socha doprowadzi do szczęśliwego finału prywatyzację warszawskiej giełdy. Jednak sytuacja się zmieniła i chyba nie ma na to szans przed zmianą rządu?
Wiesław Rozłucki, prezes GPW: Poparcie polityczne jest teraz wielką niewiadomą, więc minister może nie mieć warunków do podjęcia decyzji prywatyzacyjnej. Na razie celem jest doprowadzenie do końca analizy prywatyzacyjnej przygotowywanej przez konsorcjum McKinsey, CDM Pekao i Ernst & Young. I to się na pewno uda zrobić za kadencji tego ministra.
Czy analiza obejmuje obecną sytuację, czy pożądany stan w przyszłości?
— Prace obejmują i obecną sytuację spółki i najlepsze metody prywatyzacji. Analiza nie jest dostosowana tylko do potrzeb obecnego ministra, bierze się pod uwagę interes samej giełdy, całego rynku i polskiej gospodarki. Każdy rząd, który będzie chciał prywatyzować giełdę, będzie mógł się na tym oprzeć. Prace powinny zakończyć się już na przełomie czerwca i lipca. Po tym terminie minister skarbu otrzyma kompletne dokumenty i wówczas zdecyduje, czy rozpocznie proces prywatyzacji. Jednak jakakolwiek by zapadła decyzja — czy negocjacje z inwestorem strategicznym, czy publiczna oferta, to przed październikiem tego nie da się zakończyć.
Czy można już stwierdzić, jakie są najkorzystniejsze kierunki prywatyzacji?
— Do wyboru mamy cztery opcje — po pierwsze prywatyzacja z udziałem większościowego inwestora strategicznego, po drugie z udziałem mniejszościowego inwestora. Trzecim rozwiązaniem jest prywatyzacja w oparciu o instytucje finansowe polskiego rynku kapitałowego. Ostatnią, ale nie najgorszą opcją, jest oferta publiczna. Prawdopodobnie najkorzystniejszym rozwiązaniem będzie jakaś kombinacja tych metod.
Co zdecyduje o wyborze ewentualnego inwestora?
Wyboru dokona minister skarbu. Prywatyzacja powinna być przeprowadzona pod kątem wzmocnienia giełdy w budowie centrum finansowego w Warszawie. Jednak by wskazać najlepsze rozwiązanie, najpierw należy zobaczyć konkretne oferty potencjalnych inwestorów. I z tych propozycji musi jasno wynikać, że będzie wzmocniona rola Warszawy jako centrum finansowego. Jeżeli chodzi o moje zdanie, zanim nie zobaczę, co konkretnie mają nam do zaoferowania inwestorzy, nie mogę stwierdzić, który partner będzie najlepszy dla giełdy.
Jak w takim razie widzi pan akcjonariat GPW po prywatyzacji?
Chciałbym, aby w akcjonariacie giełdy znaleźli się ci, którzy żyją z rynku kapitałowego. Poza jednym z europejskich operatorów giełd, potencjalnymi akcjonariuszami są uczestnicy polskiego rynku, którzy mają swój interes w dobrze prosperującej giełdzie. Czyli banki, domy maklerskie, emitenci czy fundusze emerytalne. I właśnie oni mają interes, aby w Polsce było silne centrum finansowe. A takie centrum, bez mocnej giełdy jest mało realne.
Czy inwestor strategiczny mógłby wesprzeć tworzenie mocnego centrum giełdowego?
Operatorzy giełdowi też mają interes w rozwoju naszego rynku. Obecnie na rynkach dojrzałych priorytetem jest obniżanie kosztów. Tam już osiągnięto pewien poziom nasycenia i zwiększa się jedynie wskaźnik obrotów. A na naszym rynku są jeszcze szerokie perspektywy i potencjalnie mamy jeszcze wiele nowych spółek i inwestorów. Na szczęście my możemy myśleć równocześnie o rozwoju i o cięciu kosztów. I to realizujemy, choć dla mnie ważniejszy jest rozwój.
Uzależnia pan wybór inwestora od konkretnej oferty. Ale czy tak naprawdę potrzebny jest inwestor zagraniczny?
Na krajowym rynku inwestor strategiczny nie jest nam potrzebny. Tu mamy renomę, reputację, gwarantujemy wiarygodność i bezpieczeństwo obrotu. Potrafimy sami zdobywać nowych inwestorów i nowe spółki.
Natomiast ważni są inwestorzy zagraniczni, których udział w naszych obrotach wynosi około 30 proc. Pozyskanie jako partnera którejś z największych europejskich giełd z całą pewnością pomoże w przyciągnięciu globalnych — amerykańskich i europejskich —funduszy. Giełdy stanowią po prostu sieć dystrybucji, i im większa sieć, tym kupujących jest więcej. My nie mamy takich spółek jak np. Nokia, która przyciągnie do nas inwestorów z całego świata. Za to może przyciągnąć wejście do większej sieci.
W takim razie ciężko będzie dokonać wyboru, gdyż każda z dużych europejskich sieci może zaoferować to samo.
Od każdego możemy otrzymać dostęp do struktury i technologię. Ale my będziemy zabiegać, aby giełda warszawska odgrywała istotną rolę w tej strukturze — na przykład możemy mieć odpowiedzialność za część IT, marketingu lub nadzoru całej tej struktury. Czyli chcemy być nie tylko agentem sprzedaży na centralną Europę, ale być też odpowiedzialni za poszczególne elementy całej struktury.
Tu jest kwestia coś za coś. My nie potrzebujemy inwestora strategicznego, bo bez niego nie przetrwamy. Nie ma takiego ryzyka. Musimy jednak wybrać takiego partnera, który wesprze nas przy budowie większego Warsaw City.
Kto więc może nam zapewnić takie wsparcie?
W Europie mamy trzy największe ośrodki giełdowe — Londyn, Frankfurt i Euronext. Za nimi jest OMX, a potem Wiedeń. Wszystkie te giełdy mogą zapewnić nam międzynarodową reputację i wsparcie. Wiedeń jest w tej grupie najmniejszy, jest niewiele większy od Warszawy. Tu więc możemy współpracować na zasadach partnerskich. Natomiast każdy z czterech pozostałych jest wystarczająco duży i znany w świecie. Ważniejsze jednak jest ewentualne zaangażowanie inwestora w rozwój warszawskiego rynku i to, co kto konkretnie zaoferuje.
Wśród tych giełd na razie ani Londyn, ani Frankfurt nie wykazały szczególnego zainteresowania naszym rynkiem. Co innego OMX, Euronext i Wiedeń. Te firmy najprawdopodobniej dadzą nam konkretne oferty.
Czy pozyskanie inwestora nie będzie oznaczało marginalizacji, jaka stała się udziałem Lizbony po integracji z Euronextem?
Aby ocenić efekty integracji z Euronextem, trzeba porównać, jaki jest obrót portugalskimi akcjami obecnie, a jaki był przed integracją. Za to, gdy ostatnio rozmawiałem z prezesem portugalskiej giełdy, usłyszałem, że ich koszty transakcyjne spadły od wstąpienia do Euronextu o połowę.
Nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że obrót przeniósł się do Paryża. To handel wirtualny. I nie odbywa się on w Paryżu, Lizbonie czy w Amsterdamie ale w systemie transakcyjnym Euronext, którego infrastruktura informatyczna obejmuje wszystkie rynki Euronextu. Jednolity rynek notowań, warunki dopuszczeń emitentów i domów maklerskich to są zalety większych struktur — bardzo pożądane przez inwestorów i uczestników rynku w Europie. Jednak giełda to nie tylko system transakcyjny. To też pozyskiwanie nowych spółek, nadzór nad rynkiem, edukacja, budowanie zaufania i bezpieczeństwo obrotu.
Wiesław Rozłucki, prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie