Dzisiejsze rynkowe otoczenie sprzyjało odreagowaniu spadków i szansa ta została wykorzystana. Dzięki temu Wig20 powrócił nad przełamany wczoraj poziom 2700 pkt. Wczorajsze odparcie ataku podaży na rynku amerykańskim wyraźnie pomogło rynkom Europy i już na otwarciu warszawski indeks wykreślił wzrostową lukę. Wtedy jednak zaczęły się schody, gdyż na kontynuację tego ruchu zabrakło już sił. Byki postanowiły poprzestać na tym skromnym sukcesie, z drugiej strony zaś rosnące indeksy rynków zagranicznych skutecznie odstraszały podaż. Na rynku zagościła stagnacja, która niemal bez przerwy trwała aż do końcowego dzwonka.
Na giełdach utrzymywały się niezłe nastroje przede wszystkim z powodu taniejącej ropy. Jej notowania spadały z powodu obaw przed zwiększeniem produkcji, co już zapowiedziała Arabia Saudyjska i spadkiem popytu w zwalniającej gospodarce światowej. Wzrosty indeksów nie były jednak przesadnie duże, gdyż po południu miała napłynąć z USA spora porcja danych makroekonomicznych, a kwartalny raport miał podać do wiadomości bank inwestycyjny Goldman Sachs.
Okazało się, że wskaźnik cen na poziomie hurtowym wzrósł nieco powyżej oczekiwań, przypominając o presji inflacyjnej, a liczba rozpoczętych budów domów spadła do najniższego od 17 lat poziomu, dobitnie potwierdzając recesję w sektorze budowlanym. Uwaga inwestorów skupiła się jednak na opublikowanych niemal równocześnie wynikach banku, które pozytywnie zaskoczyły. Zysk spadł mniej niż się obawiano, a bank pochwalił się stabilnymi przychodami, wykazując znaczną odporność na zawirowania na rynku kredytowym.
Pozytywna reakcja rynków na te informacje ożywiła popyt w Warszawie, dzięki czemu Wig20 ustanowił dzienne maksimum na poziomie 2747 pkt. Był to jednak tylko, jak się wkrótce okazało, pojedynczy wyskok. Po otwarciu notowań za oceanem, gdy tamtejsze indeksy wzrosły mniej niż oczekiwano, podażowa kontra szybko przywołała Wig20 do porządku, a zamknięcie indeksu wypadło poniżej poziomu średniej jego sesyjnych notowań.
Nie udało się po raz pierwszy od dawna zobaczyć wszystkich głównych indeksów GPW nad kreską. Z szeregu wyłamał się mWig40, tracąc w końcówce 0,2 proc. Wzrost Wig20 o 0,7 proc. nie wyglądała imponująco, podobnie jak jego dzienna zmienność, ale obroty wyraźnie wzrosły i osiągnęły relatywnie bardzo wysoki poziom ponad 1,8 mld. zł. Najmocniejszym blue chipem okazał się bank PKO BP, zyskujący prawie 4 proc. po informacji o zatwierdzeniu przez KNF kandydatury prof. Pruskiego na stanowisko prezesa. Przyzwoicie spisały się też TP i Pekao, które zdrożało m.in. po podniesieniu rekomendacji przez analityków Raiffeisena.
Analiza statystyki sesji pokazuje, że pod nudną powierzchnią dzieją się ciekawe rzeczy. Obroty szybko rosną, a wartość handlu spółkami drożejącymi była wczoraj czterokrotnie wyższa niż taniejącymi. Także w poniedziałek większy obrót zanotowały spółki rosnące. To oczywiście niczego nie przesądza, ale nakazuje brać pod uwagę także alternatywny wobec spadkowego scenariusz.
Nie będzie on jednak możliwy bez wyraźnego spadku notowań ropy, a te jak dotąd uparcie trzymają się powyżej poziomu 130 dolarów za baryłkę, strasząc ponownym atakiem na szczyt. Nie wszyscy chcą zostawić los czarnego złota w rękach rynku, podejrzewając nie bez powodu, że rynkowa cena nie odzwierciedla struktury konsumpcyjnego popytu i podaży na surowiec.
Wpływowy senator Joseph Lieberman, kandydat na urząd wiceprezydenta w kampanii wyborczej 2000 r. zamierza ogłosić jutro projekt ustawy mającej utrudnić spekulację na rynku terminowym uprawianą przez instytucje finansowe. Co prawda nikt nie został jeszcze złapany za rękę, ale są silne podstaw do przypuszczeń, że pieniądze płynące za trendem z funduszy emerytalnych, indeksowych i innych instytucji finansowych odegrały dużą rolę w tegorocznej 40 proc. zwyżce ceny ropy. Chociaż ministrowie finansów Wielkiej Brytanii i USA chłodno odnieśli się do analogicznej propozycji przedstawionej przez ich włoskiego kolegę na niedawnym szczycie G8, amerykańscy politycy nie zamierzają najwyraźniej pozostawić tej sprawy własnemu losowi, szczególnie w roku wyborczym. Wprowadzenie takiego planu w życie, połączone z deklaracją zwiększenia wydobycia przez Arabię Saudyjską i wkrótce być może także niektóre inne kraje OPEC może doprowadzić do przynajmniej częściowego skorygowania niedawnej zwyżki notowań ropy, której skali nie sposób uzasadnić czynnikami fundamentalnymi.
Projekt Liebermana zakłada określenia maksymalnego limitu zaangażowania na rynku dostępnego dla pojedynczego inwestora. Ma również zostać zamknięta furtka, z której korzystają np. fundusze emerytalne, by mimo nałożonych na nie ograniczeń czerpać zyski ze wzrostu cen surowców. W tym celu zawierają umowy swapowe z bankami inwestycyjnymi, dzięki czemu partycypują w ruchu cen nie wchodząc bezpośrednio na rynek. Niezależnie pojawiają się propozycje zwiększenia monitoringu rynku przez Departament Energii, ze szczególnym uwzględnieniem aktywności zagranicznych uczestników obrotu oraz być może zwiększenia depozytów zabezpieczających pozycje terminowe. Co ciekawe, zmiany idące w tym kierunku popierają także organizacje producentów, zaniepokojone gwałtownymi skokami cen surowców i towarów rolnych, które ich zdaniem nie odzwierciedlają rzeczywistej relacji podaży i popytu. Gdyby doszło do przekłucia niezmiernie rozdętej od początku roku bańki na rynku paliwowym, posiadacze akcji, z wyjątkiem walorów spółek paliwowych, odczuliby zapewne przyrost wartości portfela.