Wczorajszy rajd indeksu WIG20 nie uwalnia nas jeszcze przed zagrożeniem testowania listopadowych minimów, a nastroje na parkietach na pewno nie wspierały ostatnio optymistów na GPW. Do trwalszego dźwignięcia cen europejskich akcji potrzebne jest paliwo w postaci dobrych raportów spółek z naszego kontynentu. Rynki reagują teraz bardzo nerwowo na wszystkie negatywne informacje. Ten stan nerwowości może utrzymywać się do chwili opublikowania pierwszego odczytu amerykańskiego PKB za IV kw.- co nastąpi pod koniec stycznia- i dopiero wówczas inwestorzy zdecydują o kierunku handlu. Obecne ruchy mają bardziej korekcyjny charakter, niż trwalszą poprawę nastrojów.
Zbliżający się sezon raportów polskich spółek zwiększa jeszcze bardziej karuzelę emocjonalną. Rosną obawy o najważniejszy na GPW sektor bankowy. Informacje z ING i BRE Bank tylko spotęgowały ostrożność. Wyniki banków zagrożone są rezerwami na kredyty i opcje walutowe, a ich skala jest trudna do oszacowania. To prowokuje inwestorów do pozbywania się ich akcji. Nie mają dzisiaj powodów do zadowolenia akcjonariusze Agory. Medialna spółka poinformowała o odpisie aktualizacyjnym w wysokości 27,2 mln zł., który obciąży rezultaty za IV kw., ale wczorajsze spadki na jej walorach skonsumowały częściowo tę wiadomość.
Nadal nie widać końca wyprzedaży na średnich i małych firmach. mWIG40 i sWIG80 nie potrafią znaleźć dla siebie dna bessy. Ujawnianie przez kolejne spółki strat na opcjach walutowych, na pewno nie zachęca do inwestowania w ten segment. W Brazylii podejrzenia o zaangażowanie w tego rodzaju instrumenty pochodne padły na ok. 200 firm. Miejmy nadzieję, że w Polsce ta skala jest nieporównywalnie mniejsza.
Wczoraj Wall Street, po wtorkowej manifestacji, przeszła do bardziej racjonalnych ruchów. Popyt wsparła wypowiedź nowego amerykańskiego sekretarza skarbu. Tomothy Geithner na Capital Hill -przy okazji tłumaczenia się ze swoich problemów podatkowych-zapowiedział nowy plan ratunkowy dla sektora bankowego, który ma być wdrożony w najbliższych tygodniach. Także raporty korporacyjne były w przeważającej liczbie przyzwoite. Po Johnson&Johnson również IBM i United Technologies, osiągnęły wyższe zyski niż rok temu.
Znacznie gorzej powiodło się bankom. Najstarszy bank w Ameryce-Bank of NY
Mellon- zanotował spadek zysku o 88 proc. Nieco mniejszą progresją w dół
pochwalił się US Bancorp. Jednak to nie spowodowało surowej oceny
akcjonariuszy, bo mimo fatalnego otoczenia nadal generują one zyski. Po
raportach przedstawionych do tej pory, coraz bardziej uwidacznia się, że za
spadek zysków firm, wchodzących w skład indeksu S&P500, odpowiadać będzie
przede wszystkim branża finansowa, wydobywcza i samochodowa.
Poprawa
nastrojów na Wall Street zaowocowała dynamicznymi wzrostami. Dow Jones podniósł
się o 3,5 proc., a S&P500 aż o blisko 4,4 proc. Po sesji rekordowymi
wynikami w historii firmy pochwalił się Apple. Znacznie gorzej wypadł Ebay.
Dzisiaj dotrą do nas informacje z amerykańskiego rynku nieruchomości oraz
rynku pracy. Szczególnie ta druga, jeśli będzie dobra, może w istotny sposób
wpłynąć na kontynuację scenariusza wzrostowego. Najważniejsze będą jednak
raporty firm i ich prognozy co do obecnego kwartału. Pochwalą się swoim
rezultatami Microsoft (analitycy Thomson Reuters prognozują zysk tego koncernu
50 centów na akcję), czy Lockheed Martin. Europa też nie będzie dłużna. Wyniki
Fiata, czy Nokii, powinny dać sygnał, jak sobie radzą europejskie giganty.