Sesja w USA miała spokojny przebieg, a jej bliskie neutralnego zakończenie nie dało jednoznacznych wskazówek europejskim inwestorom. Po gwałtownym kilkusesyjnym wzroście rynek amerykański może teraz zacząć typową wspinaczkę po ścianie strachu, kiedy indeksy powoli ale konsekwentnie wędrują do góry mimo kiepskich wieści i powszechnego oczekiwania powrotu spadków.
Wczoraj najsilniejszym indeksem był Nasdaq, a DJ30 odpoczywał. Taka rotacja między segmentami rynku daje nadzieję na kontynuację zwyżki, gdyż popyt nie ogranicza się do kupna najmocniej przecenionych walorów spółek finansowych, widząc okazje także poza tą grupą. Nieźle radziły sobie też spółki surowcowe dzięki powrotowi wzrostów na rynki towarowe po osłabieniu dolara. Wbrew pozorom fatalny odczyt wskaźnika zaufania konsumentów nie wyrządził szkody. To dość specyficzny wskaźnik, w dużej mierze podążający za kierunkiem giełdowych indeksów i przez to pozbawiony większego znaczenia prognostycznego. Statystycznie po jego silnym spadku większe jest prawdopodobieństwo wzrostu indeksów niż ich osłabienia. Z tego powodu należałoby go zaszeregować do kategorii wskaźników kontrariańskich.
Rynek nie wystraszył się także kolejnej przepowiedni analityków Goldman Sachs, którzy prognozują ostateczny rozmiar strat firm finansowych z Wall Street na poziomie 460 mld. USD. To znacznie więcej niż 285 mld. szacowanych przez S&P. Rosnąca liczba takich mocno rozbieżnych prognoz powoduje jednak, że inwestorzy coraz mniej się nimi przejmują, zaliczając je bardziej do kategorii science fiction niż literatury faktu. Straty z pewnością jeszcze wzrosną, ale ich ostateczny poziom jest praktycznie niemożliwy do określenia, gdyż zależy od takich niewymiernych prognostycznie czynników jak np. decyzje agencji ratingowych.
Rynki Azji zachowały spokój i postanowiły zaczekać z wyborem kierunku dalszego marszu. W Tokio spore zaskoczenie przyniosła informacja o wzroście eksportu mimo spowolnienia w USA i umocnienia jena. Mniejszy wolumen eksportu do Ameryki zrekompensował handel z Europą i innymi krajami basenu Pacyfiku. Amerykańskie kontrakty są notowane minimalnie poniżej wczorajszego zamknięcia, więc sesja w Europie zacznie się bez większych zmian. Na GPW popyt może się okazać dzisiaj zbyt słaby, by przeciągnąć Wig20 ponad barierę 2950 pkt. Z pewnością ożywią się łowcy szczytów, szukający okazji do jak najwyższego otwarcia krótkich pozycji na kontraktach. Ich aktywność nie wystarczy jednak do wywołania korekty. Do tego trzeba będzie przekonania, że także na Wall Street podaż będzie dzisiaj górą.
Sesja na GPW zacznie się najprawdopodobniej od nieznacznego spadku, ale
poziom 2900 pkt. na Wig20 nie będzie zagrożony w tej fazie sesji. W ciągu dnia
napłyną liczne informacje i dane ze strefy euro i USA. Już o godz. 10 poznamy
wartość niemieckiego indeksu klimatu gospodarczego IFO oraz dane o sprzedaży
detalicznej i zatrudnieniu w Polsce. Ponadto swoją decyzję ogłosi dzisiaj RPP.
Materiału do analizy nie zabraknie, a o wyniku sesji ostatecznie przesądzą dane
z USA o poziomie zamówień na dobra trwałego użytku i sprzedaży nowych domów.